TVN24 | Polska

Polska firma miała dostarczyć drony do Ukrainy. Nie ma dronów, nie zwrócono pieniędzy

TVN24 | Polska

Autor:
Robert
Zieliński
Źródło:
tvn24.pl

Polska firma zbrojeniowa miała dostarczyć 200 dronów dla ukraińskiej armii. Według ukraińskiej strony sprzętu nie wysłała, nie zwróciła też 530 tysięcy euro zaliczki. Doniesienie o przestępstwie wyłudzenia trafiło właśnie na biurka śledczych z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Znalezieniem dostawcy dronów, które miały trafić do ukraińskiej armii, zajmował się Taras Troiak, przedsiębiorca z Kijowa i zarazem szef tamtejszego stowarzyszenia właścicieli dronów. Pieniądze - 1,5 miliona euro - pochodziły ze zbiórki organizowanej dla armii przez dużą fundację charytatywną. Formalnie odbiorcą dronów miała być firma Quadro.ua.

- Kluczowy był dla nas czas dostaw, dopiero na drugim miejscu - cena. Chodziło o to, by wysłać żołnierzom, walczącym na pierwszej linii frontu, "latające oczy" - tłumaczy w rozmowie z tvn24.pl Troiak.

Dron podwójnego użycia

W pierwszym kroku - 7 marca - skontaktował się bezpośrednio z francuskim renomowanym producentem dronów Parrot. Interesował go konkretny model z ich oferty, "Parrot Anafi USA". Powstawał on w kooperacji z amerykańską firmą oraz armią.

Dron powstał na potrzeby US Army o czym świadczy napis na opakowaniu
Pudełko Parrot AnafiDron powstał na potrzeby US Army, o czym świadczy napis na opakowaniutvn24.pl

Wyposażony w dobrą optykę i kamerę termowizyjną, bardzo cichy w locie. Dlatego jest kwalifikowany jako sprzęt "podwójnego zastosowania". Oznacza to, że jego eksport poza Unię Europejską wymaga ministerialnych zgód.

Transakcja w Polsce

Wiceprezes Parrota Chris Roberts wskazał ukraińskiemu klientowi swojego polskiego dystrybutora.

Dystrybutor przekazał mi namiar na Dariusza M. ze znanej na polskim rynku firmy zbrojeniowej. Wymieniliśmy maile, wiadomości, w efekcie których miałem zapewnienie, że kupię 206 dronów z dostawą na Ukrainę w dwa tygodnie

Jak sprawdziliśmy, Dariusz M. to były oficer elitarnej jednostki GROM. Wojskową karierę skończył dekadę temu, w stopniu majora. W jednostce odpowiadał za logistykę: zakupy sprzętu. Od przejścia na emeryturę pracował właśnie dla polskiej firmy zbrojeniowej.

- Gdy tylko dowiedziałem się, co zrobił, zwolniłem go dyscyplinarnie z artykułu 52 Kodeksu pracy (tj. bez wypowiedzenia, z winy pracownika). W tej sprawie moja firma jest również ofiarą, dlatego proszę, by w mediach nie padała nazwa - mówi w rozmowie z tvn24.pl prezes i właściciel.

Dwie oferty

Co zrobił Dariusz M., że został wyrzucony z pracy dyscyplinarnie? Najpierw ukraińskiemu klientowi wysłał dwie oferty.

Pierwsza, na dostawę sześciu sztuk dronów z firmy, w której pracował. W ślad za ofertą firma złożyła wniosek do Ministerstwa Rozwoju i Technologii o zgodę na reeksport Parrotów na Ukrainę.

Z oferty Dariusza M. wynikało, że kolejnych dwieście urządzeń miała dostarczyć niewielka firma "Level 11". Jej siedziba mieści się poza centrum Warszawy, w niezbyt imponującym biurowcu.

Taras przyjechał do Warszawy, gdzie spotkał się z Dariuszem M. na rozmowach biznesowych i pokazie lotu drona. Następnie - do 28 marca - przelał całą kwotę do pierwszej firmy za sześć dronów i do Level 11 za dwieście.

Nagłe problemy

Do Ukrainy trafiło wyłącznie sześć dronów. - Usłyszałem, że pozostałe dwieście trafi za 35 dni kalendarzowych. Dla mnie było to nie do przyjęcia. Poinformowałem, że wypowiadam umowę, zażądałem zwrotu przelanych 1,5 miliona euro - mówi Taras Troiak.

Wkrótce z Level 11 wróciło - w czterech przelewach - około 900 tysięcy euro. Do dziś nie wróciło blisko 530 tysięcy.

Rozmawialiśmy z prezesem firmy Pawłem Krzykowskim. Spytaliśmy, dlaczego nie zwrócił całej sumy, choć nie dostarczył towaru.

Nie zgodził się na autoryzację swoich wypowiedzi. Z jego słów wynika, że transakcja była niemożliwa do przeprowadzenia z punktu widzenia polskiego prawa. W jego ocenie Taras nie miał np. właściwych pełnomocnictw od firmy Quadra.ua.

"Podkreślam, że wykonanie dostawy zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa było możliwe pod warunkiem dostarczenia przez firmę ukraińską kompletu dokumentów wskazanych w ofercie oraz na zasadach przedstawionych w ofercie. Ze strony Level 11 nie było żadnych zaniechań w realizacji oferty" - przekazał w mailu.

Z maila wynika również, że Krzykowski jest w kontakcie z ambasadą Ukrainy w związku z tą sprawą.

"Niepełna opłata za objęty ofertą asortyment jest zwracana zgodnie z instrukcją płatniczą na konto, z którego przyszły środki finansowe, w transzach" - przekazał Krzykowski w tym samym mailu.

- Ten sam komplet dokumentów miała firma, która po uzyskaniu ministerialnych zgód przesłała sześć dronów - zwraca jednak uwagę Taras.

Zawiadomienie do prokuratury

Zawiadomienie do prokuratury - w imieniu ukraińskiej spółki - złożył w minionym czwartek adwokat dr Jerzy Ferenz.

- W zawiadomieniu wskazujemy, że zachodzi uzasadnione podejrzenie, iż doszło do wypełnienia znamion przestępstwa z artykułu 286 paragraf 1 Kodeksu karnego na szkodę mojej mocodawczyni (ukraińskiej spółki - przyp. red.) - mówi mecenas Ferenz.

Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Prokuratura ma trzydzieści dni, w których - zgodnie z Kodeksem postępowania karnego - powinna zbadać, czy są powody, by wszcząć śledztwo. Według nieoficjalnych informacji tvn24.pl sprawa trafiła także na biurka szefów Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Autor:Robert Zieliński

Źródło: tvn24.pl

Raporty:
Pozostałe wiadomości