Śledztwo prowadzone było w trzech wątkach.
- Prokuratorzy sprawdzali, czy policjanci Komendy Rejonowej Policji Warszawa II działali "na szkodę interesu prywatnego Tomasza Sakiewicza poprzez przekroczenie uprawnień", które miało "polegać na nieuprawnionym wejściu do lokalu (...) i jego lustracji pod kątem możliwej obecności w nim osoby zamierzającej popełnić samobójstwo".
- Prokuratorzy zajmowali się też sprawą przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza "polegającej na bezprawnym zatrzymaniu pokrzywdzonej i założeniu jej kajdanek służbowych na ręce trzymane z tyłu bez uprzedniego jej wezwania do zachowania zgodnego z prawem oraz bez uprzedzenia jej o zamiarze użycia takiego środka przymusu bezpośredniego".
- Śledztwo obejmowało również wątek poświadczenia nieprawdy przez policjantów "w datowanym na dzień 15 maja 2026 roku protokole zatrzymania osoby co do okoliczności mających znaczenie prawne".
Prokuratura przekazała, że podstawą umorzenia śledztwa był art. 17 paragraf 1 pkt 2 k.p.k.
Czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego albo ustawa stanowi, że sprawca nie popełnia przestępstwaart. 17 § 1 pkt 2 k.p.k.
Zaznaczono, że w przypadku pierwszego wątku "przyczyną umorzenia było to, że ustawa stanowi, że sprawca nie popełnia przestępstwa, a w pozostałym zakresie prokurator uznał, że czyny nie zawierały znamion czynu zabronionego".
Prokuratura o interwencji policji u Tomasza Sakiewicza: stan wyższej konieczności
W komunikacie wyjaśniono, że w sprawie interwencji policji prokurator poczynił ustalenia "przede wszystkim w oparciu o zabezpieczone nagranie z kamery nasobnej jednego z interweniujących policjantów". Przesłuchano też interweniujących policjantów, ich przełożonych, oficera dyżurnego KRP Warszawa II pełniącego służbę w dniu interwencji oraz funkcjonariuszy wykonujących tego samego dnia czynności z asystentką Sakiewicza.
Prokuratorzy przeanalizowali też dokumentację służbową w związku z interwencją, odsłuchano nagrania zgłoszenia będącego podstawą interwencji oraz "pozyskano dodatkowe materiały" związane z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez asystentkę szefa TV Republika "polegającego na odmowie podania policjantom jej danych osobowych w toku interwencji".
Jak wyjaśniono, policjanci podczas interwencji działali "w stanie wyższej konieczności", wobec czego "naruszenie przez nich cudzego miru domowego nie jest zachowaniem bezprawnym". Prokuratura ustaliła, że funkcjonariusze działali w "usprawiedliwionym błędnym przekonaniu, że w mieszkaniu znajduje się osoba nieletnia w kryzysie samobójczym, która wymagała natychmiastowej pomocy".
W komunikacie zaznaczono, że do momentu sprawdzenia mieszkania Sakiewicza policjanci nie mieli podstaw do przypuszczenia, że zgłoszenie było fałszywe.
Prokuratura o błędach policjantów
Prokuratura ustaliła jednak, że "interwencja została przez policjantów przeprowadzona w sposób nieprawidłowy". Nie stanowiły one jednak przestępstwa, "a powinny być rozpatrywane jedynie w kontekście możliwości dopuszczenia się przez nich przewinień dyscyplinarnych". "Negatywnie" oceniono też "prezentowane w toku interwencji postawy" szefa TV Republika i jego asystentki.
Zdaniem prokuratury głównym powodem "burzliwego przebiegu interwencji" było niewłaściwe zakomunikowanie powodu interwencji w momencie jej rozpoczęcia, "co dalej prowadziło do eskalacji niepotrzebnych emocji".
Do skucia asystentki Sakiewicza i jej zatrzymania - jak czytamy w komunikacie - doszło "wobec uporczywego odmawiania przez nią okazania dowodu osobistego, mimo że miała obowiązek podporządkowania się poleceniom policjantów".
To wykroczenie mogło stanowić podstawę do skucia kajdankami i zatrzymania - podała prokuratura. Zaznaczono przy tym, że funkcjonariusz nie wezwał asystentki Sakiewicza do zachowania zgodnego z prawem oraz nie uprzedził jej, że zastosowane zostaną środki przymusu bezpośredniego, co było jego obowiązkiem.
"Funkcjonariusze byli umundurowani, w związku z czym, wbrew oczekiwaniom pokrzywdzonej, nie mieli oni obowiązku okazywania swoich legitymacji służbowych, a przeprowadzający interwencję dowódca patrolu przedstawił się ze stopnia, imienia i nazwiska na początku interwencji" - czytamy.
Prokurator przekazał też, że policjanci sporządzili protokół dopiero na komendzie i bez udziału asystentki Sakiewicza. Jak oceniono, brak jest natomiast podstaw do zakwestionowania godzin sporządzenia protokołu.
"Wobec ostatecznego podpisania protokołu bez zgłoszenia żadnych uwag do treści samego protokołu, w uzgodnieniu i za namową jej profesjonalnego pełnomocnika, de facto potwierdziła ona ich prawdziwość, co wykluczało w ocenie prokuratora możliwość stwierdzenia sfałszowania przez policjantów protokołu" - przekazano.
Prokuratura opublikuje nagranie z interwencji?
Postanowienie o umorzeniu śledztwa liczy 38 stron. Decyzja ta jest nieprawomocna, a strony mogą ją zaskarżyć do sądu.
"Decyzję co do publikacji nagrania z kamery nasobnej prokurator podejmie zaś dopiero po przedstawieniu mu do akceptacji wersji nagrania z odpowiednio zanonimizowanymi wizerunkami wszystkich uczestników interwencji" - czytamy.
Równolegle w tej sprawie toczy się w Komendzie Stołecznej Policji postępowanie służbowe, w ramach którego badana jest prawidłowość przeprowadzonej interwencji pod kątem możliwego dopuszczenia się przewinień służbowych przez interweniujących policjantów.
Interwencja policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza
W maju tego roku policjanci pojawili się w mieszkaniu szefa TV Republika w efekcie sygnału, który pierwotnie otrzymało biuro Rzecznika Praw Dziecka. Wynikało z niego, że dziecko przebywające w tym lokalu chce popełnić samobójstwo. Dlatego też na miejscu - oprócz patrolu policji - pojawili się ratownicy medyczni. Oni także byli świadkami zdarzeń.
Funkcjonariusze sprawdzili wszystkie pomieszczenia mieszkania, w którym była asystentka Tomasza Sakiewicza i on sam. Kobiecie założyli w pewnym momencie kajdanki, gdyż nie chciała z nimi współpracować oraz się przedstawić. Policja informowała potem, że zebrane przez funkcjonariuszy informacje i weryfikacja sytuacji na miejscu pozwalały na stwierdzenie, że wiadomość "o zagrożeniu czyjegoś życia była nieprawdziwa i najprawdopodobniej miała na celu wprowadzenie w błąd jej odbiorcy i służb ratunkowych".