Kropka nad i

Zabójca dwa dni bez nadzoru? Szef MSWiA czeka na odpowiedzi

Tomasz Siemoniak
Siemoniak o przeniesieniu z więzienia Ryszarda Cyby: sprawa powinna być wyjaśniona
Źródło: TVN24

Tomasz Siemoniak, minister spraw wewnętrznych i administracji oraz koordynator służb specjalnych, skomentował w "Kropce nad i" w TVN24 przeniesienie z więzienia Ryszarda Cyby, skazanego za zabójstwo działacza PiS. Odniósł się do konferencji kierownictwa resortu sprawiedliwości dotyczącej tej sprawy. - Dowiedziałem się z niej, że poważnie chory neurologicznie człowiek, który jest otępiały, nie ma kontaktu z rzeczywistością, został zwolniony. W każdej wersji powinien być nadzorowany - powiedział.

Na skróty
  • Ryszard Cyba, skazany na dożywocie za zabójstwo w łódzkiej siedzibie PiS, przebywał w Zakładzie Karnym w Czarnem w oddziale szpitalnym dla przewlekle chorych z powodu postępującego otępienia.
  • Dyrektor Zakładu Karnego w Czarnem wystąpił do sądu z wnioskiem o zarządzenie przerwy w wykonywaniu kary ze względu na stan zdrowia. Cyba został skierowany na badania.
  • W styczniu biegli wydali decyzję, w której wykluczyli możliwość odbywania kary w zakładzie karnym i wskazali, że Cyba wymaga opieki i pielęgnacji w warunkach domu opieki społecznej. Właściwy MOPS wskazał jako miejsce pobytu schronisko dla bezdomnych z całodobową opieką medyczną. 18 marca Cyba został tam przewieziony pod eskortą Służby Więziennej i wychowawcy.
  • 20 marca policja dostała zgłoszenie od pracowniczki tego schroniska, że - jak relacjonowała wiceministra sprawiedliwości Maria Ejchart - "Cyba odmówił przyjmowania leków i że się awanturuje". Policja wezwała pogotowie i mężczyzna został przewieziony do szpitala.
  • Wiceministra sprawiedliwości twierdzi, że nie ma informacji, jakoby podczas pobytu w schronisku Cyba miał zaatakować jednego z jego pracowników. Tłumaczyła, że ani schroniska dla bezdomnych, ani domy pomocy społecznej nie są objęte nadzorem ministerstwa sprawiedliwości.
  • Ejchart podkreśliła, że Cyba "nadal jest skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności, ta kara nie została przez sąd ani uchylona, ani anulowana".

Tomasz Siemoniak, minister spraw wewnętrznych i administracji oraz koordynator służb specjalnych, komentował w "Kropce nad i" w TVN24 sprawę przeniesienia z więzienia Ryszarda Cyby, skazanego za zabójstwo działacza PiS Marka Rosiaka. Biegli wykluczyli możliwość wykonywania kary w zakładzie karnym. Szczegóły tej sprawy podali na konferencji prasowej wiceministrowie sprawiedliwości Maria Ejchart i Dariusz Mazur.

Wiceministra Ejchart przekazała, że Cyba trafił do schroniska dla bezdomnych 18 marca, ale dwa dni później, 20 marca, policja dostała zgłoszenie od pracowniczki tego schroniska, że "Cyba odmówił przyjmowania leków i że się awanturuje". Policja wezwała pogotowie i mężczyzna został przewieziony do szpitala.

CZYTAJ TEŻ: Co się działo z Ryszardem Cybą. Tłumaczenia wiceministry sprawiedliwości

Siemoniak: sprawa powinna być wyjaśniona

- Niewątpliwie ta sprawa powinna być wyjaśniona. Nie mam tutaj jakiejś żadnej (dodatkowej - red.) wiedzy. Po prostu Służba Więzienna, sąd czy inne organa powinny tę sytuację wyjaśnić - mówił. - Myślę, że też w odpowiedni sposób opinia publiczna wcześniej powinna być poinformowana o tej sytuacji, a nie - tak bym to powiedział - po pewnych faktach - dodał szef MSWiA.

- Ufam, że będą tutaj wyjaśnienia i jeśli ktoś czegokolwiek nie dopełnił, będzie z tej sprawy, z tej sytuacji rozliczony - mówił dalej Siemoniak.

- Słuchałem tej konferencji (wiceministrów - red.), nawet bardziej jako obywatel niż kolega minister. Słuchałem tej konferencji i dowiedziałem się z tej konferencji, że poważnie chory neurologicznie człowiek, który jest otępiały, nie ma kontaktu z rzeczywistością, został zwolniony. W każdej wersji powinien być nadzorowany - stwierdził gość TVN24.

- To jest taka sytuacja, w której opinia publiczna, media, wszyscy powinniśmy tutaj mieć odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje, kto takie decyzje podejmuje - podkreślił minister.

Siemoniak: być może trzeba zmienić procedury

Siemoniak był też pytany o sprawę przebywającej od kilku tygodni w areszcie śledczym byłej dyrektor Biura Prezesa Rady Ministrów Anny W., która jest podejrzana w sprawie nieprawidłowości w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS). W opinii publicznej pojawiają się głosy krytyki ze względu na to, że kobieta, kiedy była dowożona na przesłuchanie, była zakuta w kajdanki zespolone - na ręce i nogi.

31 marca wiceministra Maria Ejchart tłumaczyła w TOK FM, że Służba Więzienna nie konwojuje podejrzanych ani oskarżonych na przesłuchania. - Robi to policja na terenie aresztu śledczego. W stosunku do pani Anny W. Służba Więzienna odstąpiła od stosowania kajdanek. Policja podejmuje decyzję, czy skuć i w jaki sposób skuć - tłumaczyła Ejchart.

- Podchodzimy spokojnie do takich sytuacji - skomentował to szef MSWiA. Na uwagę, że być może w tej sytuacji nie trzeba było stosować wobec kobiety tego rodzaju kajdanek, odparł: - To zmieńmy procedury. Podzielam tutaj opinię, dyskusję, którą podjął Rzecznik Praw Obywatelskich pan profesor Wiącek, że trzeba się zastanowić nad stosowaniem kajdanek - dodał.

W czwartek Anna W. wydała oświadczenie, w którym apeluje o możliwość spotkania z 13-letnim synem, który jest w spektrum autyzmu i ma ADHD. Rzecznik Prokuratury Krajowej prokurator Przemysław Nowak przekazał, że śledczy złożyli wniosek do sądu opiekuńczego o wydanie zarządzenia opiekuńczego w sprawie jej syna. Poinformował, że nikt nie złożył wniosku o widzenie syna z Anną W. Wskazał, że "tym samym nie miała miejsca sytuacja", aby prokurator odmówił wyrażenia zgody na takie widzenie.

- Czytałem oświadczenie prokuratora Nowaka w tej sprawie. Była mowa o tym, że zarzuca się, że nie pozwolono widzieć się z dzieckiem, a tymczasem nikt nie wystąpił o takie widzenie - odniósł się do tego Siemoniak. Stwierdził, że "te sprawy natychmiast są mocno upolityczniane, a powinny być spokojnie wyjaśnione".

We wtorkowym komunikacie w sprawie Anny W. Przemysław Nowak odnosi się też między innymi do założenia podejrzanej kajdanek. "Prokurator w tej sprawie nie decydował o środkach przymusu bezpośredniego stosowanych podczas konwoju lub doprowadzenia. W szczególności nie wydawał polecenia użycia kajdanek. W celu ustalenia, jakie środki przymusu bezpośredniego stosowano wobec podejrzanej w trakcie doprowadzenia, wystąpiono do Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach ze stosownym zapytaniem" - przekazał.

Dodał, że "podczas czynności w dniu 27 marca 2025 r. w siedzibie prokuratury Anna W. nie miała założonych kajdanek".

Tomasz Siemoniak
Dowiedz się więcej:

Tomasz Siemoniak

Czytaj także: