"To nie jest coś, co pierwszy raz w życiu miał zrobić". Dowódca o tragicznym locie F-16

Major Maciej "Slab" Krakowian
Praca pilotów "najbardziej narażona na ryzyko". "Zaraz po niej profesja saperów"
Źródło: TVN24
Jedna milisekunda może zaważyć na tym, czy mamy tragedię - mówił we "Wstajesz i wiesz" generał brygady Jarosław Kraszewski. Później w rozmowie z tvn24.pl wskazał, że akrobacje powietrzne są elementem ćwiczeń pilotów wojskowych i nie wykraczały poza kompetencje tragicznie zmarłego majora Macieja Krakowiana. Zaznaczył jednak, że akrobacje na pokazach są wykonywane na innych wysokościach. - Robi się tak zwane low passy - wyjaśniał.

Generał brygady, doktor nauk wojskowych Jarosław Kraszewski, były szef Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, mówił we "Wstajesz i wiesz" w TVN24 o wypadku F-16 w Radomiu.

W czwartek podczas prób do Air Show rozbił się tam myśliwiec. Major Maciej "Slab" Krakowian, który pilotował maszynę, nie przeżył. Był to niezwykle doświadczony wojskowy, pilot pokazowy i lider F-16 Tiger Demo Team oraz instruktor-pilot 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu-Krzesinach.

Krakowian był jednym z bohaterów reportażu Molędy "NATO: siła w powietrzu":

OGLĄDAJ: NATO: siła w powietrzu
Major Maciej "Slab" Krakowian

NATO: siła w powietrzu

Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Praca pilotów "najbardziej narażona na ryzyko"

Generał Kraszewski ocenił, że "profesja lotników jest tą, która jest w Siłach Zbrojnych chyba najbardziej narażona na ryzyko". - Zaraz po niej to profesje saperów, artylerzystów, czołgistów, bo to są ludzie, którzy na co dzień operują tylko i wyłącznie z amunicją bojową - wskazywał.

Zaznaczył, że "niestety takie wypadki zdarzają się", choć "na szczęście już coraz mniej". - Ale biorąc pod uwagę uwarunkowania, w jakich funkcjonują lotnicy, wiele czynników, wiele parametrów, jedna milisekunda może zaważyć na tym, czy mamy tragedię, czy nie mamy tragedii - powiedział.

Gość TVN24 zwracał uwagę, że do tragedii doszło zaledwie wczoraj i należy poczekać na oficjalny raport Komisji Badania Wypadków Lotniczych na temat jej przyczyn.

OGLĄDAJ: NATO: siła na lądzie
pc

NATO: siła na lądzie

Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
OGLĄDAJ: NATO: siła na morzu
pc

NATO: siła na morzu

Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Generał: tych najlepszych powinniśmy chronić

Wojskowy był też pytany, czy jego zdaniem nie należałoby zmienić zasad bezpieczeństwa pokazów lotniczych, tak żeby figury wykonywane były na wyższych wysokościach.

- Absolutnie tak - odparł. I dodał: - Skoro siły powietrzne chciały zainwestować w Maćka i widziały w nim potencjał, chciały rozwijać jego umiejętności i zdolności po to, żeby w następnym rozdaniu, mówiąc kolokwialnie, przejął stery kierowania i dowodzenia siłami powietrznymi w Polsce, nasuwa się pytanie: dlaczego takiego człowieka wystawia się na takie próby? Powinni to zrobić już zupełnie inni ludzie.

Kraszewski mówił, że "stopień major, podpułkownik to czas najwyższy i to już jest tak zwany last call, żeby podjąć decyzję, czy oficer zasługuje na to, żeby zainwestować w niego w kierunku dalszego rozwoju". - Ale tego typowo dowódczo-sztabowego, może niekoniecznie związanego z lataniem - zaznaczył.

Przyznał jednocześnie, że wśród lotników "jest wielkie przywiązanie do latania, jest wielka chęć, to jest pasja". - Jeżeli jest się na takim stanowisku, ma się taki prestiż, to za bardzo się nie chce iść w tę drogę dowódczo-sztabową, bo wtedy następuje tak zwane rozerwanie tej silnej więzi z samolotem - mówił.

Jednak w ocenie generała "tych najlepszych raczej powinniśmy chronić". - Bo oni są potrzebni do wykonywania zadań taktycznych i do tego zostali przygotowani, wykształceni, później wyszkoleni, zgrani i są doskonaleni - argumentował.

Choć - jak zauważył - "takie zespoły demonstracyjne oczywiście funkcjonują na całym świecie, one pokazują umiejętności poszczególnych lotników".

Powracając do kwestii zasad pokazów lotniczych, powiedział, że nisko wykonany manewr "robi większe wrażenie niż to samo przejście na 200 czy 400 metrach". Ale wyraził nadzieję, że jeżeli będzie taka rekomendacja w raporcie Komisji Badania Wypadków Lotniczych, to "przepisy dotyczące bezpieczeństwa pokazów powinny absolutnie się zmienić".

"To nie jest coś, co on pierwszy raz w życiu miał zrobić"

Czy manewr, który wykonywał major Krakowian, jest czymś, co robią piloci wojskowi w czasie ćwiczeń na poligonach? Jak wygląda standardowy trening pilota wobec tego, co musi wykonać w czasie lotu demonstracyjnego? O tym mówił generał w rozmowie z tvn24.pl.

Kraszewski zauważył, że "walki w powietrzu odbywają się na zupełnie innych pułapach, wysokościach". - Może zdarzyć się, że walka toczy się na niskim pułapie, ale zazwyczaj jest to pułap powyżej 400-600 metrów - objaśniał.

Lot demonstracyjny jest natomiast po to, żeby pokazać możliwości samolotu, wyszkolenie pilota i zachęcić ludzi do wstąpienia do wojska - opisywał dowódca. Dlatego przed publicznością "schodzi się na niskie pułapy, robi się tak zwane low passy, robi się przelot na niskiej wysokości nad pasem startowym".

Na pytanie, czy akrobacje takie jak na pokazie, piloci ćwiczą na standardowych treningach, odparł, że "ćwiczą". Dodał, że "wiadomo, że w warunkach pokojowych szkolenie jest obarczone wieloma przepisami bezpieczeństwa i biorąc pod uwagę, że pilot ma duży nalot, wszyscy wiedzą, że ma duże doświadczenie". - Wszyscy też wiedzą, że te kwalifikacje dały mu prawo do tego, żeby być szefem zespołu demonstracyjnego, to zakłada się a priori, że taki występ nie powinien stwarzać warunków zagrożenia - powiedział. Ale - zaznaczył - tragedie się zdarzają.

Dopytywany, czy to, co wykonywał tragicznie zmarły pilot, nie wykraczało poza ramy standardowego szkolenia lotnika i pilot miał niezbędne umiejętności, rozmówca tvn24.pl odparł: - Nie, to było po prostu obniżone, żeby pokaz miał rację bytu.

- Samolot, który operuje na pułapie 400-600 metrów robi hałas, ale to nie jest ten sam dreszcz emocji, adrenaliny, co jak robi to na 50-60 metrach - powiedział. Jednocześnie podkreślił, że "to nie jest coś, co on pierwszy raz w życiu miał zrobić i kazali mu polecieć".

"Takie szkolenia i ćwiczenia służą odstraszaniu"

W dyskusję na temat pokazów i udziału w nich pilotów wdał się na X także szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generał Wiesław Kukuła. Odbyła się ona pod jego wpisem żegnającym majora Krakowiana.

"Opłakujemy śmierć jednego z naszych najlepszych pilotów. Oficera, o którym wiele razy słyszałem, że jest najlepszym ambasadorem polskiego lotnictwa. Wspaniałego, pełnego pokory i optymizmu pilota. Dziękuję za Twoją służbę!" - napisał szef Sztabu Generalnego WP.

Komentarz do wpisu zamieścił między innymi Damian Ratka, dziennikarz portalu Defence24.

"Napiszę tylko tyle, i wiem, że pewnie kogoś tym zdenerwuję: 1. Jeśli pokazy lotnicze mają się odbywać, to zasady bezpieczeństwa powinny być zaostrzone, czyli zakaz niebezpiecznych manewrów. 2. W pokazach nie powinni brać udziału aktywnie służący piloci i maszyny bojowe" - ocenił.

Na jego słowa zareagował Kukuła, pisząc, że "miał bardzo podobne podejście do tematu". "Śp. 'Slab' wiele miesięcy poświęcił, by przekonać mnie do tego, że jestem w wielkim błędzie. Takie szkolenia i ćwiczenia służą również odstraszaniu" - dodał.

Redaktor odpisał, że "rozumie argumenty", ale "jesteśmy w takiej, a nie innej sytuacji międzynarodowej". "Raz, że tracimy już drugi raz bezcenne życie pilota, dwa tracimy cenną maszynę. Maszynę da się zastąpić, pilot życia nie odzyska. Moim zdaniem trzeba to przemyśleć jeszcze raz" - dodał.

Generał zapewnił: "każde takie zdarzenie dokładnie badamy". "Każdy lot niesie za sobą ryzyko. Z pewnością się nad tym pochylimy ponownie. Warto pokreślić, że po zdarzeniu z ubiegłego roku zmieniliśmy sporo zasad związanych z udziałem w pokazach" - dodał.

CZYTAJ WIĘCEJ: To nie była pierwsza katastrofa samolotu podczas Air Show w Radomiu

OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD
NA ŻYWO

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: