W Barcelonie lokalsi powiedzieli wprost: tourists go home (z ang. turyści do domu). W ruch poszły pistolety na wodę. W Wenecji, jeśli tam nie nocujesz, musisz dodatkowo zapłacić za wjazd do miasta.
Overtourism, czyli nadmiar turystów, to zjawisko, które nie pojawiło się nagle. Turyści zawsze byli i będą. Zmienił się za to świat, sposoby podróżowania i możliwości "Kowalskiego".
- Już od kilku lat obserwujemy, że w naszym kraju wzrasta liczba turystów. Do Polski przyjeżdża z roku na rok coraz więcej turystów zagranicznych. Chociażby w 2025 roku było to ponad 21 milionów, ale również zwiększa się liczba podróży krajowych. Możemy powiedzieć, że w ubiegłym roku mieszkańcy Polski odbyli ponad 54 miliony takich podróży - mówi tvn24.pl Jacek Janowski, dyrektor Departamentu Wsparcia Produktu Turystycznego w Polskiej Organizacji Turystycznej.
Nic więc dziwnego, że i w naszym kraju są miejsca, w których w jednej chwili przebywa za dużo przyjezdnych. Jednak - jak zaznacza - Janowski, jest to na razie zjawisko sezonowe oraz punktowe i dotyczy jedynie najpopularniejszych miejsc.
Gdzie więc na mapie Polski są takie "hot spoty"? O tym rozmawiamy z ekspertami.
Highway to Hel
Na pierwszy ogień Półwysep Helski - mekka miłośników sportów wodnych, fanów dwóch kółek, ale i wakacyjna destynacja rodzin z dziećmi. Jednym z głównych wakacyjnych celów jest Hel, który niedawno zdobył tytuł INSTAplaży 2026. Miasto zamieszkuje blisko trzy tysiące osób. Symboliczny "początek Polski", latarnia morska, fokarium, Muzeum Obrony Wybrzeża - to zaledwie część atrakcji. Rocznie Hel odwiedza od 600 tysięcy do 800 tysięcy osób. To trochę tak, jakby pojawili się tam wszyscy Wrocławianie.
W sezonie, żeby dostać się na półwysep, trzeba swoje odstać w korkach. Stoją przyjezdni, mieszkańcy też. Wąskim gardłem jest zakorkowane Władysławowo i droga helska (droga wojewódzka nr 216), czyli trasa prowadząca przez mierzeję.
- Gdyby mnie pani zapytała, czy na Półwyspie Helskim w ciągu roku występuje zjawisko overtourismu, to powiedziałabym, że nie. Natomiast latem sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Mierzeja jest dosłownie oblegana przez turystów - mówi nam profesor Monika Bąk, która kieruje na Uniwersytecie Gdańskim Katedrą Ekonomiki Transportu.
Naukowczyni wzięła pod lupę Półwysep Helski, Mierzeję Wiślaną oraz włoskie wybrzeża Amalfi oraz Cinque Terre. Wspólny mianownik: kłopoty z mobilnością i duży napływ turystów.
- W turystycznych regionach nadmorskich problemem jest przede wszystkim fakt, że do tych miejsc prowadzi zwykle jedna główna droga, a przyjezdni stawiają na podróż autem. Sama rozbudowa infrastruktury transportowej nie rozwiąże jednak problemu, bo to może być błędne koło, im lepszy dojazd, tym więcej osób przyjedzie samochodem. Potrzebna jest przede wszystkim świadoma polityka turystyczna i transportowa. W przeciwnym razie w miesiącach wakacyjnych mieszkańcy mają kłopot z dotarciem do pracy, przychodni czy na zakupy, a jednocześnie pogarsza się jakość pobytu samych turystów i atrakcyjność miejsca jako destynacji turystycznej - wyjaśnia prof. Bąk.
Naukowców, którzy przeprowadzali wywiady z turystami, zaskoczyło, że dostrzegali oni, że ich obecność może utrudniać życie mieszkańcom. - Deklarowali, że gdyby mieli więcej korzystnych możliwości dotarcia do miejscowości położnych na półwyspie, to chętnie by z nich skorzystali - dodaje badaczka.
Już nie tylko molo i kluby
Wśród zatłoczonych miejsc na mapie Polski długo pojawiał się Sopot - przed laty nazywany "polską Ibizą". Rocznie w 30-tysięcznym mieście pojawia się od dwóch do trzech milionów turystów. Z rankingu Travelist wynika, że to jedno z trzech miejsc, które w 2026 roku Polacy najbardziej cenią za wakacyjną atmosferę i rozrywkę.
Miasto od lat próbuje zmienić swój wizerunek. Magistrat postawił na zupełnie inny profil turysty. Jak mówi Jacek Janowski, Sopot pozycjonuje się teraz jako najbardziej luksusowy nadmorski kurort, w którym można skorzystać z walorów turystyki uzdrowiskowej.
Podkreśla to również profesor Monika Bąk: - Sopot promuje się jak uzdrowisko i miejsce kultury, które warto odwiedzać nie tylko latem. I nie chodzi tu wyłącznie o popularną Operę Leśną, gdzie również poza sezonem odbywa się wiele koncertów i różnych wydarzeń. Ważną rolę odgrywają także inne miejsca i wydarzenia przyciągające odwiedzających poza sezonem. Uważam, że takie działania mogą stopniowo zmieniać obraz turystyki w tym mieście.
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2025 rok wynika, że turyści spędzają w Sopocie więcej czasu niż wcześniej i chętniej tam nocują. "To sygnał, że Sopot coraz częściej staje się celem dłuższych pobytów, a nie tylko krótkich weekendowych wypadów" - chwalił się w styczniu magistrat.
Tatry z własnym rekordem
Niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się Tatry. W 2025 roku na szlakach Tatrzańskiego Parku Narodowego pojawiło się ponad pięć milionów osób - tyle w kasach parku sprzedano biletów. Według Małopolskiej Organizacji Turystycznej był to rekord w jego historii.
Najważniejszymi punktami na "checkliście" turystów są Morskie Oko i Dolina Kościeliska.
Statystyki to jedno, ale tłok widać na nagraniach, które latem pojawiają się w mediach społecznościowych. Na filmie z sierpnia można zobaczyć m.in. kolejkę oczekujących na wejście na Giewont.
Czytaj też: W Tatrach padł turystyczny rekord. Polskie góry bardziej popularne od Wielkiego Kanionu
Na tym samym profilu opublikowano filmik z pokaźnym "wężykiem" turystów w drodze na Halę Gąsienicową. Regułą są też kolejki na Rysy.
Deptak 1603 metry nad poziomem morza
Karkonosze, choć mniej popularne, też mają miejsca, które turyści określają jako "must see". Najbardziej zatłoczona jest Śnieżka. W kolejce trzeba nieraz tam czekać godzinami, a dziennie szczyt zdobywa nawet około 10 tysięcy osób.
W 2022 roku dr Mateusz Rogowski z UAM, wraz z członkami Sekcji Turystyki i Rekreacji Studenckiego Koła Naukowego Geografów, przeprowadził badanie ankietowe poświęcone zjawisku overtourismu w Karkonoszach.
Pytania skierowano do ponad 800 osób - turystów i mieszkańców. Aż 94,5 proc. ankietowanych stwierdziło, że w Karkonoszach jest za dużo turystów. Według wyników badań, najwięcej osób pojawia się tam w lipcu i sierpniu. Najbardziej jest to odczuwalne w piątki, soboty i niedziele, a "prime time" przypada od godziny 11 do 16.
Naukowcy przyjrzeli się też głównym atrakcjom Karkonoskiego Parku Narodowego. Uczestnicy badania otrzymali listę punktów "must see" i mieli konkretnie wskazać, czy w ich odczuciu jest tam zbyt wielu turystów, czy nie. I tak 77 proc. osób wskazało, że najbardziej zatłoczona w Karkonoszach jest Śnieżka, 75 proc. postawiło na Szrenicę, a 59 proc. na Wodospad Kamieńczyka.
Głos mogli zabrać też mieszkańcy. Na jakie uciążliwości i skutki związane z nadmiarem turystów wskazywali? Były to m.in.: wyprowadzka mieszkańców/zanikanie branż nieturystycznych (26 proc.), brak poszanowania prywatności (20 proc.), brak miejsc w restauracjach (20 proc.) oraz wzrost cen nieruchomości (19 proc.).
Okazało się, że nadmiar miłośników górskich szlaków doskwiera też samym przyjezdnym. Ankietowani zwrócili uwagę, że wiąże się to chociażby ze zbyt małą liczbą miejsc parkingowych (42 proc.) i tłumami na szlaku czy kolejkami przy wejściu do parków oraz do wyciągów (42 proc.).
"Centrum miasta nie nadaje się do życia"
Każdy z naszych rozmówców wymienił w kontekście overtourismu Kraków. W 2025 roku miasto odwiedziło ponad 16 milionów przyjezdnych. Liczba odwiedzających stolicę Małopolski wzrosła w ciągu roku o 10 punktów proc. Rok 2025 był też rekordowy dla tamtejszego lotniska, które przyjęło ponad 13 milionów pasażerów.
Wraz z overtourismem pojawia się inne zjawisko: turystyfikacja. - Tu nie chodzi już tylko o tłok, ale o to, że nadmierna liczba turystów uderza w inne sektory życia w mieście, które z pozoru nie są powiązane z turystyką, jak rynek nieruchomości, szkolnictwo czy usługi społeczne - tłumaczy socjolog profesor Paweł Kubicki z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Według naukowca, tak właśnie stało się w Krakowie. W kamienicach na Starym Mieście czy pobliskim Kazimierzu coraz mniej jest mieszkańców, za to coraz więcej apartamentów do wynajęcia. Tego typu lokale to aktualnie trzeci wybór turystów w tym mieście.
- Ulice są wyremontowane, kamienice odremontowane i już nie straszą. Lokale są bardzo gęsto rozsiane. Jeżeli chodzi o przedsiębiorczość, to bardzo poszło to do przodu. Jest też czysto i bezpiecznie. Natomiast minusem jest to, że na Starym Mieście już prawie nikt nie mieszka - opowiada Sławomir Śmiłek, który od 50 lat jest przewodnikiem wycieczek po stolicy Małopolski.
I dodaje: - Centrum miasta nie nadaje się do życia, bo ciągle są jakieś imprezy, wydarzenia czy jakieś półprywatne koncerty. To sprawia, że hałas jest niemożliwy do zniesienia. Do tego dochodzą wysokie ceny w centrum.
Reguły gry zmieniły wielkie platformy oferujące noclegi. - Kiedyś mieszkanie turystom oferowały osoby, które na przykład odziedziczyły jakieś lokum. Teraz są to wielkie koncerny, które skupując mieszkania pod najem krótkoterminowy, sprawiają, że mniej jest mieszkań dla zwykłych mieszkańców czy studentów. A na te, które są dostępne, trudno sobie pozwolić. Stąd też w Krakowie od lat mieszkańcy protestują i podejmowane są mniej lub bardziej udane akcje, żeby przeciwdziałać takiej turystyce - tłumaczy Kubicki.
Jacek Janowski twierdzi, że Kraków podjął już działania, żeby opanować tę sytuację. I - podobnie jak Sopot - od kilku lat zabiega o gości, którzy są przede wszystkim zainteresowani ofertą kulturalną.
- Jest to chociażby wprowadzenie nocnego burmistrza, współpracującego z turystami, pokazującego im atrakcje miasta i rozwijającego turystykę przy jak najmniejszym negatywnym wpływie na komfort życia mieszkańców. Aktualnie Kraków kładzie nacisk na promocję przez pryzmat kultury i historii i zaprasza świadomych turystów, którzy poszukują autentyczności i doświadczenia - mówi Janowski.
Nie ma jednej recepty
W Polsce turystyka odpowiada za około pięć proc. PKB.
- Musimy jednak być wyczuleni na to, aby postawić jasną granicę pomiędzy komfortem turystów, którzy przyjeżdżają do Polski, wydają środki w związku z podróżą, a jednocześnie komfortem mieszkańców, dla których ta turystyka może stać się bardzo uciążliwa - zaznacza Janowski.
Profesor Kubicki uważa, że jednym z najlepszych sposobów zarządzania ruchem turystycznym i przeciwdziałania turystyfikacji jest ograniczenie najmu krótkoterminowego.
- W tym momencie właściwie każde mieszkanie czy garaż można przerabiać na tak zwane apartamenty turystyczne. W związku z tym zwiększa się w nieskończoność limit pojemności turystycznej - podkreśla profesor Kubicki. I dodaje: - Dopóki samorządy nie dostaną skutecznych narzędzi do przeciwdziałania tym negatywnym zjawiskom, to nie będą po prostu skuteczne.
- Ważne jest, żeby przekierować ruch turystyczny również do miejsc mniej popularnych, mniej uczęszczanych przez turystów, a które mają ogromny potencjał turystyczny, i dzięki temu możemy ten ruch bardziej rozproszyć - dodaje Janowski.
A co może zrobić "Kowalski"? - Może to zabrzmi banalnie, ale szanować miejsce, które odwiedza, i jego mieszkańców. To oni są przecież gospodarzami - uważa prof. Bąk.
Redagowała Tamara Barriga