Sprawa była prosta i jasna, przepustkę do mundialu, który ruszy 11 czerwca, zdobywał tylko zwycięzca. Wybrańcy Jana Urbana stali przed bardzo trudnym zadaniem. Ze Szwecją na jej terenie Polska wygrała tylko dwa razy w historii, po raz ostatni w roku - uwaga - 1930. We wtorkowy wieczór emocji nie brakowało. Gole?
Anthony Elanga, minuta 19. 1:0 dla Szwecji. Nicola Zalewski (33.), 1:1. Gustaf Lagerbielke (44.), 2:1. Karol Świderski (55), 2:2. Viktor Gyokeres (88.), 3:2, triumf Szwecji, niestety. W mundialu trafi do grupy z Holandią, Japonią i Tunezją.
Jak ocenia grę młodszych kolegów Tomasz Frankowski (rocznik 1974, występował w kadrze w latach 1999 - 2006, zdobywając 10 bramek)?
Rafał Kazimierczak: Dobry mecz, dobra gra. Awansu nie ma.
Tomasz Frankowski: Niestety, cel nie został osiągnięty. A naszą reprezentację rzeczywiście miło się oglądało, z goła inaczej nastawioną mentalnie niż w spotkaniu z Albanią. Biegaliśmy jak rumaki, walczyliśmy. Błędy oczywiście się zdarzają, natomiast umieliśmy odpowiedzieć, odgryźć się i byliśmy zespołem, który - tak się wydawało kontrolował wydarzenia na boisku. Tymczasem to Szwedzi jadą na mundial... Przykre, bardzo przykre.
Czego zabrakło?
Skuteczności w defensywie, tego przede wszystkim, straciliśmy przecież trzy bramki.