Były szef gabinetu prezydenta Marcin Mastalerek był pytany w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24, czy bliżej jest mu do frakcji maślarzy czy harcerzy w PiS. - Ja sercem bliżej prezydenta Dudy, najbliżej prezydenta Dudy (…) Jest byłym prezydentem, który ma wielkie osiągnięcia w polityce międzynarodowej, dzięki któremu Jarosław Kaczyński wrócił do władzy w 2015 roku - odpowiedział.
Piasecki dociekał. - Mam kolegów u harcerzy - przyznał w końcu Mastalerek.
- Nie chciałbym mu (Morawieckiemu) zaszkodzić - zaznaczył polityk, po czym przywołał postać Grzegorza Brauna i Konfederację. - Jeśli Prawo i Sprawiedliwość idzie w tę stronę, to nie jest najbardziej rozsądne, ponieważ daje tlen właśnie tym partiom - ocenił.
Media od wielu tygodni donoszą o podziałach wewnątrz partii Kaczyńskiego. Grupa harcerzy ma być związana z najbliższym otoczeniem byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Z kolei maślarzy ma łączyć niechęć do tych pierwszych. O tym, kto jest kim, przeczytasz więcej tutaj.
"Chcą zaszkodzić Mateuszowi Morawieckiemu"
W ocenie gościa TVN24 "dziś PiS narzuca tematy, przy których jest skazany na porażkę z Konfederacją i Grzegorzem Braunem". - Dlaczego to robią? To jest bardzo proste i wszyscy przecież wiedzą. Dlatego, że chcą zaszkodzić Mateuszowi Morawieckiemu i pokazać: ale przecież on rządził siedem lat. Trzeba po pierwsze bronić swoich rządów, ośmiu lat rządów, a po drugie narzucać tematy, które są tematami z przyszłości i wiarygodnymi - komentował.
- Jak się będzie Jarosław Kaczyński ścigał z Grzegorzem Braunem, kto jest większym suwerennistą, to kto wygra? Kto jest bardziej wiarygodny? - sugerował Mastalerek.
Mastalerek: żeby cały świat kręcił się wokół Jarosława Kaczyńskiego, to już przesada
Były szef gabinetu prezydenta był też pytany o pozycję Kaczyńskiego w partii. Prowadzący przytoczył zdarzenie z grudnia, kiedy Morawiecki nie pojawił się na posiedzeniu w siedzibie w PiS. W tym czasie był na spotkaniu z wyborcami w Brzozowie w woj, podkarpackim.
- Prezes Kaczyński całą swoją karierę polityczną zawdzięcza swojemu bratu i jego popularności (…) to był moment przełomowy, wtedy, kiedy Lech Kaczyński zdobył tą popularność. Dzięki temu prezes Kaczyński ma wehikuł polityczny, czyli partię polityczną - mówił i podkreślił, że "dziś nie jest ani tak słaby, jak chcieliby widzieć jego wrogowie, ani tak mocny, jak widzą go jego akolici".
Przyznał, że nie rozmawiał z Morawieckim o wspomnianej sytuacji. - Nie znam jego intencji, natomiast miał umówione spotkanie z wyborcami. Miał do wyboru wyborców, którym obiecał: będę tam, albo podporządkowywać się jakimś tam rozkazom politycznym - ocenił.
Mastalerek zaznaczył, że postrzega to wydarzenie "nie jako to, czy posłuchałeś Jarosława Kaczyńskiego, czy nie, tylko czy szanujesz swoich wyborców, z którymi się umówiłeś, czy nie".
- Premier Morawiecki pokazał: umówiłem się z wyborcami na Podkarpaciu i tam byłem. W ogóle uważam, że to, żeby cały świat kręcił się wokół Jarosława Kaczyńskiego, to już przesada - podsumował polityk.
Mastalerek o Ziobrze: w ogóle się tą sprawą nie zajmuję
Mastalerek odpowiadał również na pytania o przyznanie byłemu ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze azylu na Węgrzech.
- W ogóle się tą sprawą nie zajmuję. Myślę, że większość Polaków się tą sprawą nie zajmuje - odpowiedział. Piasecki dopytywał gościa TVN24, czy znalazłby usprawiedliwienie dla decyzji Ziobry w sprawie wniosku o azyl. Mastalerek w przeszłości był rzecznikiem PiS. - Myślę, że znalazłbym dobre uzasadnienie, natomiast na szczęście nie muszę i mogę zająć się przyszłością - powiedział.
Zdaniem Mastalerka "po ministrze (sprawiedliwości) Żurku będą już tylko mściciele i nikt poważny na tę funkcję nie przyjdzie". - Jeśli Prawo i Sprawiedliwość za dwa, sześć lub dziesięć lat wróci do władzy, to jakiś mściciel zostanie ministrem sprawiedliwości. I ci, którzy dziś śmieją się, podśmiewają się w mediach z ministra Ziobry, że tchórzliwie się zachował, sami pewnie będą występowali o azyl i drudzy będą się z nich śmiali, że oni tchórzliwie występują - komentował były szef gabinetu prezydenta.
Mastalerek podkreślił, że o tym, kto rządzi w Polsce "nie decydują najwierniejsi kibice polityki, bo ci już mają wybrane, na kogo będą głosowali". - Dla wyniku wyborczego, dla tego, co się będzie działo w 2027 (roku), to, czy minister Ziobro zostałby na Węgrzech, czy trafiłby do aresztu, nie ma żadnego znaczenia, bo zdecydują ci, którzy dziś nie przeżywają polityki - podsumował.
Autorka/Autor: os/lulu
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24