TVN24 | Polska

"Nie może być tak, że było więcej konferencji na temat szpitala narodowego niż pacjentów w szpitalu"

TVN24 | Polska

Autor:
akw//rzw
Źródło:
TVN24
Wicedyrektor szpitala w Bochni: Szpitale tymczasowe to dobry pomysł, żeby odciążyć inne szpitale. Tylko one muszą działać
Wicedyrektor szpitala w Bochni: Szpitale tymczasowe to dobry pomysł, żeby odciążyć inne szpitale. Tylko one muszą działaćTVN24
wideo 2/22
TVN24Wicedyrektor szpitala w Bochni: Szpitale tymczasowe to dobry pomysł, żeby odciążyć inne szpitale. Tylko one muszą działać

Z jednego ze szpitali otrzymaliśmy informację, że są dwie pielęgniarki na 80 chorych - przekazała w "Faktach po Faktach" Iwona Borchulska z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Jarosław Gucwa, wicedyrektor szpitala w Bochni, opowiadał, że "w tej chwili ma na SOR-ze dwie zaintubowane osoby, dla których nie ma w województwie miejsc". Goście programu opowiadali o tych kłopotach, odnosząc je do doniesień na temat warunków, w jakich działa tymczasowy szpital w Warszawie na Stadionie Narodowym.

Dziennikarz Paweł Reszka, szef działu krajowego "Polityki", zamieścił na Facebooku wpis, w którym opisał zapis swej rozmowy z jednym z lekarzy, który pracuje w szpitalu tymczasowym na Stadionie Narodowym. Lekarz opowiada o dobrych warunkach swojego zakwaterowania, małej liczbie pacjentów przy dużej liczbie medyków oraz o dużej liczbie drogiego sprzętu. "Chciałem panu o tym opowiedzieć, bo mi wstyd, że w tym uczestniczę" - zacytował lekarza Reszka.

>> Paweł Reszka był gościem sobotnich "Faktów po Faktach".

>>Do publikacji Reszki odniósł się w niedzielę rano w TVN24 dyrektor szpitala na Stadionie Narodowym Artur Zaczyński.

"Są dwie pielęgniarki na 80 chorych"

Odnosząc się do tych doniesień, goście niedzielnych "Faktów po Faktach" opowiadali o kłopotach kadrowych i sprzętowych, z jakimi zmagają się inne placówki. Iwona Borchulska z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, pielęgniarka z dwudziestoletnim stażem w zakresie anestezjologii i intensywnej opieki, powiedziała, że z jednego ze szpitali na Śląsku otrzymała informację, iż "są dwie pielęgniarki na 80 chorych".

Borchulska przyznała, że po wpisie Reszki "zaraz się uruchomiły telefony". - I już na Śląsku koleżanki, które pracują na OIOM-ach zastanawiają się, czy jak w przyszłości pan wojewoda otworzy (Międzynarodowe) Centrum Kongresowe (ma tam działać szpital tymczasowy - red.), to czy dobrze zgłosić akces, żeby iść pracować tam za podwójną stawkę, zamiast w realiach obecnie funkcjonujących OIOM-ów, gdzie pielęgniarki pracują w bardzo ciężkich warunkach, są przemęczone, wyczerpane - skomentowała.

- Niestety, nie możemy doczekać się ogłoszenia ustawy, która miała osobom walczącym z COVID-em zwiększyć wynagrodzenia o dwieście procent - dodała. Nawiązała do podpisanej przez prezydenta, a nieopublikowanej jeszcze w Dzienniku Ustaw tak zwanej ustawy covidowej.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE

"Z jednego ze szpitali otrzymaliśmy informacje, że są dwie pielęgniarki na 80 chorych"
"Z jednego ze szpitali otrzymaliśmy informacje, że są dwie pielęgniarki na 80 chorych"TVN24

Szpitale tymczasowe to "dobry pomysł", ale "one muszą działać"

Jarosław Gucwa, lekarz i wicedyrektor szpitala powiatowego w małopolskiej Bochni, komentując w TVN24 relację Reszki, ocenił, że to dla niego "niepojęte". - Może jestem z innej bajki, innych czasów. Przede wszystkim wydaje mi się, że taka decyzja jak w Warszawie, gdzie mają gotowy i pusty szpital, który można uruchomić z pełną infrastrukturą, a wybiera się kulawe rozwiązania, to nieporozumienie jest tu najłagodniejszym określeniem - powiedział.

Wicedyrektor zwrócił uwagę, że polskie szpitale "zawsze funkcjonowały w realiach krótkiej kołdry, gdzie zawsze na coś brakowało". Podkreślił, że w jego placówce połowa miejsc została przekazana dla zakażonych na COVID-19. - Nie ma żywcem gdzie leczyć innych przypadków. A te inne przypadki nie poszły sobie grzecznie do domu, nie siedzą i nie czekają na lepsze czasy - powiedział.

- W tej chwili mam na SOR-ze dwie zaintubowane osoby, dla których nie ma w województwie miejsc. Mam szereg osób, które czekają na łóżka internistyczne, czy te z niewydolnością nerek, które czekają na dializy. Dla nich też nie ma miejsc - wymieniał. Mówił dalej, że w efekcie przekształcenia oddziałów szpitalnych w covidowe, "naturalną koleją rzeczy zabrakło miejsc do leczenia przypadków, które były i są". - Ci chorzy są w tej chwili o wiele bardziej schorowani, bo boją się przyjść do szpitala - powiedział. - Kiedyś śpiączkę cukrzycową leczyłem raz na cztery, pięć miesięcy. Teraz nie ma tygodnia, żeby nie trafiał do mnie człowiek w śpiączce z powodu źle prowadzonej czy nierozpoznanej cukrzycy - przyznał.

Gucwa ocenił, że szpitale tymczasowe to dobry pomysł, "żeby odciążyć inne szpitale". - Tylko one muszą działać - zaznaczył. - To nie może być tak, że było więcej konferencji na temat szpitala Narodowego niż pacjentów w szpitalu - przyznał.

Czy testy przesiewowe to dobry plan?

W trzech województwach (Podkarpacie, Małopolska i Śląsk) mają zostać przeprowadzone badania przesiewowe w kierunku wykrycia osób, które były zakażone koronawirusem SARS-CoV-2. Goście "Faktów po Faktach" odnieśli się do tych planów.

Jarosław Gucwa ocenił, że to dobry pomysł. - W tej chwili, jeżeli chodzi o badania, które robimy chociażby u nas w szpitalu, mamy regularnie w granicach 50 procent dodatnich przypadków. A testujemy tylko osoby, które się zgłaszają. Oznacza to, że gdyby robić więcej tych badań, to proporcjonalnie więcej byłoby również dodatnich przypadków - ocenił.

Dopytywany o to, na jakim etapie epidemii jesteśmy przyznał, że "to wróżenie z fusów". - Przy takim współczynniku dodatnich testów po prostu nie wiemy, ile tych pacjentów jest. Na pewno jest ich mnóstwo - ocenił.

Iwona Borchulska podzieliła zdanie Gucwy co do słuszności testów przesiewowych. - W końcu wyjaśni się, ile tak naprawdę jest osób zakażonych lub tych, którzy przeszli chorobę bezobjawowo - stwierdziła. Poruszyła przy tym temat badania pracowników ochrony zdrowia. - Niestety testuje się tylko osoby, które mają objawy, a pracowników, którzy mają styczność z chorymi, nie testuje się, bo, powiem brutalnie, nie ma kto pracować - przyznała. - Te też są potencjalni ci, którzy ewentualnie mogliby być dodatni w testowaniu - mówiła.

Autor:akw//rzw

Źródło: TVN24

Tagi:
Magazyny:
Raporty:
Pozostałe wiadomości