Był przełom czerwca i lipca, gdy w niedużej miejscowości w Małopolsce doszło do tragedii - Tadeusz Duda zabił swoją córkę i zięcia, postrzelił teściową, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Policja szukała go przez pięć dni (szczegóły akcji - na grafice poniżej), mężczyzna był niebezpieczny dla otoczenia. Czy i jakie wnioski funkcjonariusze wyciągnęli z kilkudniowej obławy? Czy coś mogli zrobić inaczej, lepiej?
Robert Zieliński: Przez pięć dni i cztery noce uwaga Polaków koncentrowała się na okolicach Limanowej, gdzie prowadziliście poszukiwania Tadeusza Dudy, który z zimną krwią zabił swoją córkę, zięcia i postrzelił teściową…
Nadinspektor Marek Boroń, komendant główny policji: I tak samo uwaga całej naszej formacji była skupiona na Limanowej od momentu, gdy wszyscy usłyszeli, do jakiej tragedii tam doszło. Automatycznie zatrzymanie sprawcy stało się dla polskiej policji priorytetem. Oczywiście mieliśmy świadomość, że nie będzie to łatwe - problemy z łącznością w górskim terenie, specyfika jego ukształtowania, gęsty las...
Są tam dziury w sieci utrudniające łączność policyjną i komórkową?