Od czwartku do piątku trwa konwencja Partii Republikańskiej. Odbywająca się w Dallas impreza jest pierwszym tego typu zlotem polityków partii przed wyborami połówkowymi (w połowie kadencji prezydenta), bo zwykle wydarzenia te odbywały się tylko w lata wyborów prezydenckich.
Obecny na miejscu był korespondent "Faktów" TVN Marcin Wrona. Miał okazję rozmawiać z Laurą Loomer - prawicową influencerką popierającą Donalda Trumpa i będącą w jego bliskim otoczeniu.
Zapytana o cel wydarzenia, odparła, że chodzi tu o "zmobilizowanie elektoratu Partii Republikańskiej". - Donald Trump nie jest kandydatem ubiegającym się o urząd, więc to problem, z którym mierzymy się podczas każdych takich wyborów. W roku wyborów prezydenckich frekwencja i zaangażowanie są zwykle większe, bo popularność kandydata na prezydenta wpływa także na kandydatów startujących w wyborach do Kongresu - przyznała.
Dodała, że "Trump nie może ubiegać się o prezydenturę", więc trzeba "wykorzystać energię ruchu MAGA oraz poparcie, jakim cieszy się prezydent, aby zachęcić do udziału w wyborach". - Chodzi o to, żeby nie dopuścić do islamsko-komunistycznego przejęcia Ameryki - wyjaśniła.
Wybory do amerykańskiego Kongresu odbywają się co dwa lata. W Izbie Reprezentantów wybory dotyczą wszystkich 435 mandatów. Senatorowie sprawują mandat przez sześć lat, lecz ich kadencje nie rozpoczynają się jednocześnie - co dwa lata wymieniana jest około jednej trzeciej 100 osobowego składu. W tym roku będą miały też miejsce wybory uzupełniające dla dwóch mandatów senatorskich - jednego w Ohio i na Florydzie. Łącznie Amerykanie zadecydują w listopadzie tego roku o wyborze 35 członków Senatu.
Loomer o Trumpie i zakończeniu wojny w Ukrainie
Wrona dopytywał też Loomer o jej podróż do Ukrainy i zmianę w podejściu do Ukrainy w środowisku MAGA. - Prezydent oczywiście mówi sam za siebie, ma też dostęp do znacznie większej ilości informacji, prawdopodobnie również do wielu informacji niejawnych, do których ja nie mam dostępu i których nie mają także Amerykanie. Myślę więc, że prezydent robi wszystko, co może - powiedziała.
Influencerka zaznaczyła, iż "nie chce powiedzieć, że Trump powinien podążać za nią", ale "przez lata śledziła w internecie rosyjską propagandę i dała się jej zmanipulować". - Później pojechałam do Ukrainy i zobaczyłam sytuację na miejscu. Dziś zdecydowanie bardziej skłaniam się ku stanowisku Ukrainy. Oczywiście w Rosji również są niewinni ludzie, którzy cierpią podobnie jak niewinni ludzie na Ukrainie. Nie obwiniam więc ani Rosjan, ani Ukraińców. Obwiniam Władimira Putina - podkreśliła.
W jej ocenie jeżeli Trump nie zdoła wynegocjować zakończenia wojny, "możemy już nigdy nie doczekać jej końca". - Donald Trump jest moim zdaniem jedynym światowym przywódcą, który ma dziś odpowiednią charyzmę, siłę i poparcie swojego ruchu, żeby rzeczywiście pomóc doprowadzić do pokoju. Czy to w formie porozumienia pokojowego, czy przynajmniej zawieszenia broni - dodała.
Loomer znana była z krytyki rządów w Kijowie. Jeszcze do niedawna twierdziła, że "Ukraina jest pełna nazistów", skorumpowana i nie zasługuje na wsparcie USA, a jej prezydenta nazywała "apologetą dżihadu" (po tym, jak spotkał się z nowym przywódcą Syrii).
W lipcu bieżącego roku odwiedziła ona Ukrainę. Wizyta ta, podczas której odwiedziła między innymi Buczę - będącą miejscem rosyjskich zbrodni wojennych - zmieniła nastawienie influencerki. "Czuję się jak kompletna kretynka, że przez ostatnie pięć lat bagatelizowałam cierpienie Ukraińców" - czytamy w jednym z jej wpisów na X. Publicznie przyznała, że "żyła w medialnej bańce i uległa rosyjskiej propagandzie".