|

Ta kampania rozwścieczyła rowerzystów. "Dobre intencje to za mało"

Święto roweru we Wrocławiu (zdjęcie ilustracyjne)
Święto roweru we Wrocławiu (zdjęcie ilustracyjne)
Źródło zdj. gł.: Maciej Kulczyński/PAP
Miała być edukacja, budowanie wzajemnego szacunku i troska o poprawę bezpieczeństwa na drodze. Skończyło się na pretensjach i oskarżeniach o utrwalanie krzywdzących stereotypów. Środowisko rowerowe nie kryje oburzenia sposobem realizacji kampanii PZU "Mistrzu, pomyśl". Zaskoczeni są też eksperci. Artykuł dostępny w subskrypcji

Ubezpieczyciel wystartował wiosną z dwiema akcjami edukacyjnymi adresowanymi do kierujących jednośladami.

Pierwsza - "Rowerowa Polska PZU" - to cykl wydarzeń w kilkunastu miastach w całym kraju, podczas których można poznać zasady bezpiecznego poruszania się po drogach czy wziąć udział w symulacji kolizji. Program ruszył pod koniec lutego, potrwa do końca września. Jest wspierany przez rowerowych influencerów i mimo ograniczonego zasięgu cieszy się pozytywnym odbiorem.

W połowie kwietnia firma zainaugurowała akcję "Mistrzu, pomyśl". To kampania społeczna, której pierwszym etapem była emisja telewizyjnego i kinowego spotu. Opublikowano go też w sieci i już wtedy na profilach ubezpieczyciela pojawiły się komentarze, w których krytykowano pomysł na przedstawienie problemu. Firma odpowiadała, powtarzając formułę: "przykro nam, że tak to zostało odebrane" oraz przypominając, że przed rokiem podobna kampania, której hasłem było "Mistrzu, zwolnij", była adresowana do kierowców.

Po emisji spotów pojawiły się plakaty na ulicach. Jeden przedstawia uszkodzony rower, obok którego leży kask i rozrzucone zakupy. Wygenerowanemu przez AI zdjęciu towarzyszy hasło "przecież nie o taką zabawę chodziło" oraz dopisek, z którego wynika, że "co roku ponad 200 'mistrzów dwóch kółek' ginie w wypadkach". Drugi pokazuje uszkodzoną hulajnogę.

"To gdzie właściwie mamy jeździć?"

W środowisku rowerowym zawrzało.

Odbiorcy kampanii zwrócili uwagę na przekłamania i nieścisłości zamieszczone w przekazie. Podkreślono między innymi, że uszkodzony pojazd znajduje się drodze rowerowej. "To gdzie właściwie mamy jeździć?" - pytano w komentarzach. Emocje wzbudziła też wzmianka o zabawie, bo prezentowana na plakacie scena przedstawia sytuację, gdy korzysta się z roweru podczas zakupów.

Najwięcej kontrowersji wzbudziło jednak nazwanie ofiar wypadków "mistrzami dwóch kółek".

Z tego artykułu dowiesz się:
  • Dlaczego kampania PZU wywołała oburzenie wśród rowerzystów?
  • Czy kampania społeczna pogłębia stereotypy na drogach?
  • Co o wypadkach z udziałem rowerzystów mówią liczby?
  • Co sądzą przedstawiciele środowiska rowerowego o przeprowadzonej kampanii "Mistrzu, pomyśl"?

"Hasło 'Mistrzu, pomyśl' w połączeniu z grafiką rozsypanych zakupów sugeruje, że główną przyczyną tragedii jest brawura, nieuwaga lub brak wyobraźni samych rowerzystów" - zauważył Remigiusz Siudziński, popularyzator kolarstwa długodystansowego, jeden z uczestników słynnego wyścigu Race Across America na dystansie 3000 mil i twórca profilu Ultrakolarz. I wskazał: "Oficjalne coroczne raporty Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji (...) od lat pokazują zupełnie inną strukturę zdarzeń. W zderzeniach samochodów z rowerzystami to kierowcy pojazdów silnikowych są sprawcami większości wypadków".

Był jedną z pierwszych osób o dużym wpływie na społeczność rowerzystów, która zwróciła uwagę na krzywdzący dla nich przekaz kampanii. Zarzucił jej autorom pogłębianie polaryzacji między użytkownikami szos. "Zamiast budować kulturę wzajemnego szacunku i partnerstwa na drodze, kampania utrwala szkodliwy stereotyp 'wroga' na dwóch kółkach, co zaostrza i tak już napiętą atmosferę na polskich drogach" - stwierdził. Jak dodał, "dobre intencje to za mało".

Przepis na konflikt

A jakie intencje przyświecały twórcom akcji?

Pozostało 68% artykułu
Źródło: TVN24+
Czytaj także: