- Kaja Ziomek-Nogal jest na swoich trzecich igrzyskach. Z dużą szansą na medal, ona celuje w ten najcenniejszy.
- Na pierwszych zdobyła doświadczenie, ale też zderzyła się z hejtem. Życzono jej najgorszego.
- Po drugich zrobiła sobie przerwę. Miała dość sportu, poświęciła się rodzinie.
- Miała już do ścigania nie wrócić. A jednak!
- WIĘCEJ O IGRZYSKACH MEDIOLAN - CORTINA 2026 >>>
Wyniki ma wyborne.
Tomaszów Mazowiecki, mistrzostwa Europy:
10 stycznia - 1. miejsce.
Inzell, Puchar Świata, ostatni przystanek przed igrzyskami Mediolan/Cortina d'Ampezzo 2026:
23 stycznia - 3. miejsce,
25 stycznia - 1. miejsce.
Każdy z sukcesów osiągnięty na dystansie 500 metrów, na którym Ziomek-Nogal przystąpi do rywalizacji olimpijskiej. W mistrzostwach Europy zdobyła dwa złota, dzień przed startem indywidualnym wygrywając sprint drużynowy, wespół z Karoliną Bosiek i Martyną Baran. Konrad Niedźwiedzki, dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego i szef misji olimpijskiej, wątpliwości nie ma, głośno stawiając Ziomek-Nogal w gronie kandydatek do zdobycia we Włoszech medalu.
Rafał Kazimierczak: Po zejściu z podium w Tomaszowie Mazowieckim zapowiedziała pani, że polski hymn chce pani usłyszeć niebawem także w Mediolanie. Brawo. Odważnie.
Kaja Ziomek-Nogal: Tak naprawdę oczywiście wolałabym tego nie mówić, nie obiecywać, bo to sport i trudno cokolwiek przewidzieć. Sprawa wygląda jednak tak - wracając dwa lata temu po przerwie macierzyńskiej, powiedziałam, że wracam w jednym celu - zdobyć olimpijski medal, najlepiej złoty. I zdanie podtrzymuję.
Jakie były początki tej drogi na szczyt? Jak pani trafiła do łyżwiarstwa, kto zaprowadził panią na pierwszy trening?
Przed łyżwiarstwem nie było w moim życiu innego sportu. W Lubinie jest szkoła sportowa, a zawody w łyżwiarstwie organizował już klub przedszkolny. Ja na takie zawody poszłam i je wygrałem, dystans 250 metrów, tyle ma u nas okrążenie toru. Od razu pomyślałam, że chętnie poszłabym do klasy łyżwiarskiej. Profil sportowy zaczyna się dopiero w czwartej klasie, więc musiałam trochę poczekać. A w tej czwartej klasie zaczęłam trenować na dobre.
I tak od razu spodobało się pani to łyżwiarstwo szybkie, te dziwne, długie łyżwy?
Chyba każde dziecko po wygraniu zawodów, w jakiejkolwiek dyscyplinie, byłoby zachwycone i zachęcone - uznałoby, że to dyscyplina jego życia, bo taki pierwszy sukces to coś wspaniałego. Zawsze byłam bardzo aktywna, takie żywe srebro, mama mówiła nawet, że mam - za przeproszeniem - motorek w tyłku. Więc sport i treningi były dla rozładowania mojej energii idealne. A te dziwne łyżwy... Zaczynałam od ścigania się na figurówkach, wszyscy w klubie tak zaczynali... chociaż w zasadzie od rolek, jesienią jeździliśmy przecież na rolkach. Dopiero jak zasłużyłam, czyli trenerki zauważyły gdzieś mój potencjał, wtedy dostałam z klubu panczeny.
Wielki dzień? Święto?
Nie pamiętam dokładnie, ale na pewno czułam się wyróżniona, bo nie każdy z klasy dostał te łyżwy, tylko kilka osób.