Joanna Lichocka pozwała Borysa Budkę za zniesławienie. Odbyła się pierwsza rozprawa, jest termin ogłoszenia wyroku
Dwa lata temu posłanka PiS Joanna Lichocka skierowała do sądu prywatny akt oskarżenia wobec przewodniczącego klubu KO Borysa Budki w sprawie o zniesławienie. Jak wyjaśniał jej adwokat, gdy Lichocka zagłosowała w 2020 roku za dofinansowaniem dla TVP, "została potraktowana bardzo brutalnie" i uruchomiono przeciwko niej pełną kłamstw "kampanię prasowo-telewizyjno-billboardową", a Budka miał "stymulować tę kampanię i działania".
Sprawa wiąże się z wydarzeniami z lutego 2020 roku, gdy Sejm opowiedział się przeciwko uchwale Senatu o odrzucenie nowelizacji przyznającej rekompensatę w wysokości 1,95 miliarda złotych w 2020 roku dla TVP i Polskiego Radia. Senat apelował wtedy, żeby przeznaczyć te pieniądze na onkologię. Na sali sejmowej Lichocka wykonała przy twarzy gest dłonią z wyprostowanym środkowym palcem. Posłanka zapewniała potem, że jedynie przesuwała "energicznie dwukrotnie palcem pod okiem, bo była zdenerwowana". Przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się urażeni i stwierdziła, że zostali wprowadzeni w błąd.
W lutym 2021 roku Lichocka złożyła wniosek do sejmowej komisji regulaminowej o uchylenie immunitetu ówczesnemu liderowi PO, co było niezbędne, by proces w sprawie mógł ruszyć. W listopadzie 2022 roku Budka złożył oświadczenie na ręce marszałek Sejmu, w którym wyraził zgodę na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej.
Budka: w państwie PiS nie ma granicy absurdu
Na piątek, 3 marca, wyznaczono termin pierwszej rozprawy. Wcześniej przed budynkiem sądu odbyła się konferencja prasowa Borysa Budki.
- Jeśli ktoś myślał, że w państwie PiS jest jakaś granica absurdu, to dzisiaj musi dojść do wniosku, że takiej granicy nie ma - oświadczył Budka. - Zamiast przeprosić (Joanna Lichocka) wniosła przeciwko mnie prywatny akt oskarżenia oraz powództwo o naruszenie dóbr osobistych - poinformował. Jak dodał, posłanka PiS domaga się od niego między innymi 10 tysięcy złotych.
- Nie ma za grosz wstydu. Powinna dzisiaj tutaj być i raz jeszcze przeprosić za to, co jej formacja polityczna zrobiła. Dochodzi do rzeczy kuriozalnej, sprawca kreuje się na ofiarę - stwierdził przewodniczący klubu Koalicji Obywatelskiej. Dodał, że jest "spokojny o to, co będzie się działo przed sądem".
- Nie ustaniemy w walce o wolne media, o odpartyjnienie mediów publicznych, w walce o to, by pieniądze publiczne nie szły na hejt i propagandę, tylko dla tych, którzy tego najbardziej potrzebują - zapowiedział Budka.
Lichocka: nie dam się zaszczuć
Po piątkowej rozprawie przed gliwickim sądem posłanka Lichocka mówiła dziennikarzom, że po sejmowym głosowaniu padła ofiarą kłamstw i hejtu. - Ja rozumiem zasady walki politycznej, ówczesnej kampanii prezydenckiej, rozumiem, że wykorzystali tę stopklatkę i tym się bawili z całkowitą pogardą, ale nie jestem w stanie zrozumieć tej cynicznej gry chorymi na raka, osobami dotkniętymi tragedią. To jest przekroczenie granic jakiejkolwiek przyzwoitości - mówiła.
W ocenie Lichockiej PO ma w walce politycznej "bardzo niskie standardy", ale to, co jest przedmiotem procesu, było obliczone "na zniszczenie", "na zaszczucie". - Ja się zaszczuć nie dam, ale pomyślałam, że trzeba też chronić innych, że trzeba Platformie stawiać granice. Dlatego wytoczyłam ten proces - tłumaczyła posłanka.
Jak oświadczyła, politycy PO zniesławiają ją, twierdząc, że nie obchodzi jej los chorych na raka i wybrała finansowanie mediów publicznych, odbierając chorym środki na leczenie. - To jest skandaliczne pomówienie, za które Budka powinien zapłacić - dodała. Zdaniem Lichockiej opozycja propagandowo wykorzystała kwestię pieniędzy dla mediów publicznych.
Pytana przez dziennikarzy o sytuację z Sejmu sprzed dwóch lat, posłanka zapewniła, że nie miała zamiaru wykonać żadnego wulgarnego gestu, a takie znaczenie nadano tej "poprzez manipulację, poprzez stopklatkę, poprzez zwalnianie tempa, poprzez powtarzanie tego ruchu ręką".
Budka: absurdem jest, że zamiast przeprosić, Lichocka robi z siebie ofiarę
Poseł Budka uznał proces wytoczony przez Lichocką za "kuriozalny", gdzie "sprawca kreuje się na ofiarę". Zarzucił stronie powodowej "manipulację i zakłamanie". Jak powiedział, po głosowaniu z lutego 2020 r. "pani Lichocka pokazała wszystkim środkowy palec - nie tylko PO czy opozycji, ale naszym zdaniem również naszym wyborcom".
- Ten gest został uwieczniony przez wasze kamery, przez media - mówił Budka do dziennikarzy. - Obiegł całą Polskę, media rozpisywały się o słynnym "geście Lichockiej" i dzisiaj Lichocka mówi: "To nie był mój palec". Później mówi: "Chociaż palec był mój, to ja poprawiałam włosy". Na chwilę przeprosiła za ten gest, 14 lutego na łamach jednej z gazet powiedziała, że jeśli ktoś się czuje urażony, to przeprasza. Po czym dzisiaj na sali sądowej mówi, że ona nic złego nie pokazała, że to jest stopklatka - mówił Budka.
- Absurdem tej sytuacji jest to, że zamiast przeprosić, powiedzieć, że była w emocjach, dzisiaj Lichocka robi z siebie ofiarę. Dzisiaj odwraca kota ogonem i mówi: "Nie, nie - to nie było głosowanie pieniędzy na onkologię" - powiedział szef klubu KO. Jak przekonywał, Senat, mimo że ustawa została odrzucona, próbował zwiększyć budżet na onkologię. - Przyjął takie rozwiązanie i znowu pani Lichocka głosowała przeciwko. Dwukrotnie głosowała przeciwko. Oczywiście prawdziwe jest twierdzenie, że PiS i Lichocka wybrali dwa miliardy złotych na TVP zamiast na onkologię. Widać to w głosowaniach z 2020 roku - przekonywał Budka.
Przypomniał, że poza sprawą cywilną posłanka wytoczyła mu równolegle sprawę karną o zniesławienie. Budka zadeklarował, że chce, by oba sądy jak najszybciej rozstrzygnęły. - W tej sprawie wyborcy już dawno wydali wyrok za ten gest, wyrok infamii, wyrok tego, że pani Lichocka jest kojarzona z arogancją, butą, z tym, że wybrała media publiczne, a nie chorych - mówił Budka.
Wyrok w procesie o naruszenie dóbr osobistych, jaki Joanna Lichocka wytoczyła Borysowi Budce, Sąd Okręgowy w Gliwicach ma ogłosić 28 marca.