Biały Dom skrytykował w piątek decyzję Komitetu Noblowskiego o przyznaniu Pokojowej Nagrody Nobla liderce opozycji w Wenezueli Marii Corinie Machado zamiast prezydentowi Stanów Zjednoczonych Donaldowi Trumpowi. - Komitet Noblowski udowodnił, że przedkłada politykę nad pokój - stwierdzono w oświadczeniu. - Gdyby nie to, że Komitet Noblowski się wygłupił i przyznał nagrodę Barackowi Obamie tylko dlatego, że ładnie się uśmiechał i czytał przemówienia z promptera, to nie miałbym żadnego problemu z tym, że Trump został pominięty - komentował Marcin Wrona w programie "Rozmowy na szczycie" w TVN24+. Zaznaczył, że jest rzeczą ważną to, że nagrodę otrzymała wenezuelska opozycjonistka, której grozi śmierć. - Tak jak powiedziałem, Komitet Noblowski ośmieszył się dając nagrodę Obamie, a teraz mamy Trumpa, który faktycznie zakończył kilka konfliktów na świecie - wyjaśnił Wrona. Zdaniem Jacka Stawiskiego, gdyby Trump dostał tę nagrodę, to byłaby to nagroda na wyrost, tak samo, jak w przypadku Obamy. - Jego interwencja dyplomatyczna w kwestii Strefy Gazy dopiero się rozpoczyna. Jeżeli układ na Bliskim Wschodzi, który stworzy, okaże się trwały, to wydaje mi się, że Trump zasługuje na pokojowego Nobla, ale dzisiaj to byłoby małostkowe - ocenił Stawiski. Dodał, że niektóre nagrody noblowskie były przyznawane kontrowersyjnie, ale Maria Corina Machado zasługuje na wyróżnienie.