Jak tłumaczył odchodzący minister "polityczna dymisja w tym sensie, że uznałem, że lepiej będzie odejść". Ćwiąkalski zaznaczył jednak, że to nie premier Tusk zażądał dymisji. Podczas porannej rozmowy z szefem rządu nie było też mowy o "wizerunku Platformy", czy "słupkach". - Trwała godzinę. Była spokojna i merytoryczna. Rozmawialiśmy tylko o śmierci Roberta Pazika i o rodzinie Olewników - relacjonował minister.
I choć Ćwiąkalski już nie chciał mówić o swoim odejściu jako o "zmianie wizerunkowej", to nie przyznał, że wycofuje się z wcześniejszych słów. - Przyznaję jednak, że może akurat słowo "wizerunkowa" było złe. Odpowiedziałem tak zresztą na pytanie państwa dziennikarki. Przyznaję, że nie było to najwłaściwsze określenie - mówił Ćwiąkalski w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim.
"Oczekiwania Olewników trudno spełnić"
Powtórzył jednak, że w dalszym ciągu nie czuje się winny temu, że śledztwo ws. ewentualnych nieprawidłowości w pracach służb nad sprawą uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, nie zostało zakończone.
Ćwiąkalski nadal przeciw komisji śledczej/TVN24
- Trudno spełnić tu oczekiwania państwa Olewników, bo prokuratura nie może iść na skróty – podkreślał ustępujący minister. Jak dodał, nie ma sobie też nic do zarzucenia w kwestii braku decyzji o dymisji dyrektora więzienia w Płocku (w którym w poniedziałek powiesił się Pazik – red.) i szefa więziennictwa. - W momencie, kiedy stawia się komuś zarzuty, to trzeba je uargumentować. Ta zasada obowiązuje także w przypadku zwalniania pracowników – tłumaczył.
"Wracam do Krakowa"
Co dalej z Ćwiąkalskim? Na razie nic – dalej jest ministrem, choć tylko do czasu oficjalnej dymisji. Nie wiadomo na razie, czy po jej otrzymaniu premier wyznaczy kogoś do pełnienia obowiązków zdymisjonowanego ministra, czy pozwoli mu przywitać w gabinecie swojego następcę.
- Nie jestem człowiekiem przygnębionym, zdenerwowanym. W przypadku polityka zawsze trzeba się liczyć z dymisją. Ja jestem w tej sytuacji, że nie muszę się trzymać kurczowo tego stanowiska. (…) Wracam do Krakowa - do adwokatury, ale przede wszystkim na uczelnię, w której wykładałem, bo to dla mnie najważniejsze. Nie wiem jednak, czy adwokaci mnie przyjmą, bo jestem przecież z nimi w konflikcie – przypomniał pół-żartem Zbigniew Ćwiąkalski.
Źródło: TVN24, "Przegląd Sportowy"