|

Dotarliśmy do umowy między PKOl a Zondacrypto

Siedziba PKOl jeszcze z logo Zondacrypto, 26 kwietnia 2026 roku
Siedziba PKOl jeszcze z logo Zondacrypto, 26 kwietnia 2026 roku
Źródło zdj. gł.: Leszek Szymański / PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Giełda kryptowalut, która wkrótce potem upadła, dostała prawo do wykorzystywania twarzy, głosu i zdjęć olimpijczyków. Obecnych i byłych. A gdyby któryś z zawodników zażądał za to pieniędzy, zapłacić miał komitet. Sam PKOl miał założyć konto na giełdzie, rozdawać jej tokeny i brać połowę wpływów z ich sprzedaży. Dotarliśmy do pełnego tekstu umowy sponsorskiej, na podstawie której Zondacrypto została w październiku 2025 roku sponsorem generalnym PKOl.Artykuł dostępny w subskrypcji

Umowy nie zawarto bezpośrednio z Zondacrypto. Sponsorem generalnym olimpijskiej reprezentacji Polski została - według dokumentu, do którego dotarliśmy - czeska spółka Expofer Servis House s.r.o. z Ostrawy, reprezentowana przez Przemysława Krala, a występująca w imieniu i na rzecz giełdy kryptowalut.

Dokument nosi datę 28 października 2025 roku. Jako miejsce zawarcia wpisano w nim Bergamo.

O godzinie 14.57 swój certyfikowany podpis cyfrowy naniósł Przemysław Kral. Tego samego dnia podpisał się pod nią Radosław Piesiewicz oraz Marek Pałus, sekretarz generalny PKOl.

Podpisanie umowy już wtedy budziło duże wątpliwości wśród członków zarządu PKOl, bo - jak twierdzili - nie zostali poinformowani o działaniach i decyzji prezesa Radosława Piesiewicza. W oświadczeniu ujawnionym dwa dni po oficjalnym ogłoszeniu współpracy PKOl i Zondacrypto w Monako 15 członków zarządu argumentowało, że zostali pominięci w istotnych decyzjach prezesa PKOl, za które również odpowiadają.

- Prezes Piesiewicz ukrywał najpierw rozmowy z potencjalnym sponsorem, a potem, przez ponad pół roku, treść podpisanej umowy. Mimo trudnej sytuacji finansowej zarząd nie wyraziłby zgody na podpisanie takiej umowy, bez względu na ilość pieniędzy na stole, bo to było reputacyjnie i etycznie słabe. To dramatyczna i ryzykowna umowa. Nie może być tak, że wizerunki sportowców ocieplają wizerunek sponsora, a ludzie tracą przez to dorobek życia - mówi nam Krzysztof Wiłkomirski, prezes Polskiego Związku Judo i członek zarządu PKOl.

Wtóruje mu Piotr Pustelnik, legenda polskiego himalaizmu: - Ja do dziś nie widziałem tej umowy, choć jestem członkiem zarządu PKOl. To nie jest też tak, że to jest jednostkowy przypadek akurat tej umowy, tylko to jest schemat działania. Na piątym piętrze PKOl powstało państwo w państwie, a zarząd stał się wydmuszką.

Twarz, sylwetka, głos

O ocenę dokumentu poprosiliśmy mecenasa Jarosława Chałasa, radcę prawnego, partnera zarządzającego kancelarii Chałas i Wspólnicy. Jego opinia liczy 16 punktów.

- Nie jest to zwykła umowa sponsorska. W mojej ocenie jest to znacznie dalej idąca umowa komercjalizacji aktywów PKOl i polskiego ruchu olimpijskiego, połączona z projektem kryptowalutowym - stwierdza Chałas.

O sportowcach mówi wprost: - Szczególnie istotny jest sposób, w jaki potraktowano zbiorowy wizerunek polskich olimpijczyków. W praktyce staje się on jednym z podstawowych aktywów wykorzystywanych komercyjnie przez sponsora.

Zajrzyjmy w zapisy.

Paragraf 14 pozwala sponsorowi "rozpowszechniać lub przetwarzać" wizerunki reprezentantów w strojach olimpijskich, "w tym ich twarzy, sylwetki lub głosu". Bez ograniczeń terytorialnych. We wszystkich mediach. Z prawem do "przekształcania, modyfikacji i innych zmian" nagrań i zdjęć oraz łączenia ich z tekstem i grafiką.

Korzystać z tego mogły spółki z grupy sponsora. W umowie jest ich siedem: dwie estońskie, cypryjska, dwie szwajcarskie, łotewska i amerykańska. A oprócz nich również "agencje marketingowe, agencje reklamowe i wydawnictwa współpracujące ze Sponsorem".

Warto zatrzymać się przy jednej z tych spółek: łotewskiej. To BeOne Europe SIA z Rygi, wpisana do umowy jako jeden z podmiotów uprawnionych do korzystania z wizerunków polskich olimpijczyków. Ta sama spółka, przez którą Przemysław Kral budował na Łotwie neobank mający konkurować z Revolutem. Jak ustalił money.pl, projekt pochłonął około 9 mln euro z zasobów Zondacrypto i nigdy nie ruszył. BeOne Europe SIA wystąpiła do banku centralnego Łotwy o licencję instytucji pieniądza elektronicznego, ale 24 kwietnia 2026 roku wniosek wycofała.

Innymi słowy: prawo do twarzy i głosu polskich olimpijczyków objęło także spółkę, która w tym samym czasie próbowała zbudować własną instytucję finansową za pieniądze giełdy.

Umowa ogranicza wykorzystanie wizerunków do "Informowania o Sponsorowaniu" i odsyła do tego ograniczenia w każdym z wcześniejszych ustępów. Wyłącza też wprost tzw. product endorsement, czyli reklamę, w której sportowiec poleca produkt.

Rzecz w tym, jak samą tę formułę zdefiniowano. W słowniczku umowy "Informowanie o Sponsorowaniu" to "wszelkie działania mające na celu przedstawianie lub popularyzację firmy, nazwy marek, Logotypów Sponsora lub Podmiotów powiązanych (...) w Kontekście Olimpijskim". A Kontekst Olimpijski to, według tej samej definicji, każde przedstawienie informacji powodujące skojarzenie z ruchem olimpijskim.

Ograniczenie jest więc realne, ale pojemne. I nie dotyczy tego, kto może korzystać: prawo obejmuje siedem spółek z grupy sponsora oraz agencje reklamowe i wydawnictwa działające na jego zlecenie.

Radosław Piesiewicz przed wejściem do prokuratury
Radosław Piesiewicz przed wejściem do prokuratury
Źródło zdjęcia: Kasia Zaremba / PAP

Londyn 2012

Osobny ustęp dotyczy byłych reprezentantów. PKOl zobowiązał się dać sponsorowi prawa do wizerunków zawodników z ośmiu igrzysk: Londynu 2012, Soczi 2014, Rio 2016, Pjongczangu 2018, Tokio 2020, Pekinu 2022, Paryża 2024 i Mediolanu-Cortiny 2026.

14 lat polskiego sportu olimpijskiego. Setki nazwisk.

Trzeba zaznaczyć jedno: PKOl nie wziął tych praw znikąd. Artykuł 14 ustawy o sporcie stanowi, że członek reprezentacji olimpijskiej, w momencie powołania, udostępnia swój wizerunek Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu, a komitet może go wykorzystywać w zakresie wyznaczonym przez własne przepisy lub przepisy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Ustawowa podstawa więc istnieje.

Rzecz w tym, co komitet z tej podstawy zrobił.

Ustawa mówi o wizerunku w stroju reprezentacji i o zakresie wyznaczonym przepisami PKOl i MKOl. Umowa z Zondą daje sponsorowi prawo do przerabiania tych materiałów, do łączenia ich z dowolną grafiką i do udostępniania ich agencjom reklamowym pracującym na jego zlecenie.

Ustawa wiąże udostępnienie wizerunku z momentem powołania do reprezentacji. Umowa sięga po zawodników, którzy startowali w Londynie czternaście lat temu i dawno zakończyli kariery.

I jeszcze jedno. Sam komitet bardzo ogólnie odniósł się w umowie do kwestii posiadanych przez siebie praw. W dokumencie zapisano, że zapewnia je sponsorowi "w zakresie, w jakim jest do tego umocowany". Dwa ustępy dalej zagwarantował już bezwarunkowo, że zawodnicy nie będą zgłaszać roszczeń, a gdyby zgłosili, komitet za wszystko zapłaci.

- Samo uczestnictwo zawodnika w reprezentacji w przeszłości nie oznacza automatycznie, że PKOl posiada obecnie nieograniczone prawo do komercyjnego wykorzystywania jego wizerunku - zwraca uwagę mecenas Chałas. - Konieczne jest ustalenie, jakie zgody składali poszczególni sportowcy oraz jaki był zakres udzielonych praw, zarówno pod względem czasu, jak i sposobu wykorzystania.

I dalej: - Nie powinno się składać wobec sponsora tak daleko idącego zapewnienia bez wcześniejszego sprawdzenia podstawy prawnej do korzystania z historycznych wizerunków.

Zapytaliśmy PKOl, czy ktokolwiek to sprawdził przed podpisaniem umowy i na jakich zgodach oparto zapewnienie dotyczące byłych olimpijczyków.

Nie dostaliśmy odpowiedzi.

Jeśli zawodnik pozwie, płaci komitet

Czwarty ustęp tego samego paragrafu warto przeczytać dwa razy.

PKOl "zapewnia, że Członkowie Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej nie będą podnosić względem Sponsora jakichkolwiek roszczeń" związanych z wykorzystaniem ich wizerunków. A gdyby jednak podnieśli, komitet "zobowiązuje się do zwrotu na rzecz Sponsora wszelkich kwot poniesionych w związku z ewentualnymi roszczeniami".

Gdyby więc polski olimpijczyk uznał, że jego twarz wykorzystano w reklamie giełdy bez podstawy, i wygrał w sądzie, odszkodowanie zapłaciłby Polski Komitet Olimpijski.

- Jest to rozwiązanie bardzo niekorzystne dla PKOl, ponieważ w praktyce przejmuje on odpowiedzialność za działania osób trzecich, nad którymi nie ma pełnej kontroli - ocenia mecenas Chałas. - Sponsor zostaje w praktyce zabezpieczony ekonomicznie, natomiast całe ryzyko finansowe sporu ponosi PKOl.

Umowa nie kończy się na wizerunku. W załączniku numer 1 zapisano konkretne kampanie.

"Road #TeamPL with zondacrypto" to seria filmów z udziałem reprezentantów, także młodzieżowych, nagrywanych podczas ślubowania olimpijskiego. Produkować i montować miała je giełda. PKOl "podejmie aktywne działania w celu zapewnienia udziału zawodników".

"Zondacrypto Junior Olympic Challenge" to turniej młodzieżowy z finałem w Centrum Olimpijskim, z udziałem co najmniej czterech olimpijczyków. Zawodnicy mieli "udzielać wywiadów mediom, publikować na swoich kanałach social media informacje o inicjatywie i nagrywać wywiady".

Do tego program lojalnościowy. Nagrodami miały być "spotkania z olimpijczykami" oraz "stroje reprezentacyjne z autografami lub bez, minimum 20 sztuk jakościowych nagród rzeczowych po stronie Sponsorowanego".

Tu ustawa o sporcie już nie pomaga. Mecenas Chałas rozdziela dwie rzeczy, które w umowie się zlewają.

- Samo prawo do korzystania z wizerunku nie oznacza automatycznie prawa do zobowiązania zawodnika do nagrywania materiałów reklamowych, udzielania wywiadów czy publikowania treści na jego prywatnych profilach - pisze. Takie świadczenia wymagają, jego zdaniem, odrębnej zgody sportowca i - co do zasady - odrębnego wynagrodzenia.

I dodaje: - PKOl powinien również unikać składania sponsorowi gwarancji dotyczących osobistego udziału konkretnych sportowców, jeżeli nie ma nad nimi odpowiedniej podstawy prawnej lub kontraktowej kontroli.

Zostaną w internecie

Umowa wygasła.

Neon Zondacrypto zdemontowano z siedziby PKOl 30 kwietnia 2026 roku. Ale materiały zostają.

Paragraf 14, ustęp 7: po rozwiązaniu lub wygaśnięciu umowy, "niezależnie od przyczyny", sponsor "nie będzie zobowiązany do usunięcia jakichkolwiek materiałów zawierających wizerunek Członków Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej".

- Powiązanie konkretnego olimpijczyka z Zondacrypto może więc funkcjonować w internecie jeszcze długo po zakończeniu współpracy - komentuje mecenas Chałas.

Największe ryzyko powstaje wtedy, gdy umowę zrywa się właśnie z powodów wizerunkowych. - Jeżeli PKOl zdecyduje się zakończyć współpracę właśnie dlatego, że dalsze kojarzenie z danym sponsorem byłoby dla niego niekorzystne, pozostawienie takich materiałów w internecie może w praktyce osłabić efekt samego rozwiązania umowy.

W załączniku numer 1 PKOl zobowiązał się również "każdorazowo komunikować" wspólne inicjatywy, dotyczące "m.in. premii oraz innych świadczeń przyznawanych w Tokenie TMPL, np. premii za medale, Programu wsparcia dla Olimpijczyków".

W postanowieniach końcowych tego samego załącznika jest zdanie jeszcze bardziej konkretne: strony zrealizują Program wsparcia dla Olimpijczyków, "w ramach którego olimpijczycy będą dostawali wynagrodzenie w Tokenach TMPL (lub tokenach ZND do czasu wdrożenia TMPL)".

Publicznie ogłoszono to jako sukces. Połowa premii medalowych za Mediolan-Cortinę miała być wypłacona w tokenach olimpijskich. 500 tysięcy złotych za złoto, 400 tys. za srebro, 300 tys. za brąz, nagrody także za miejsca od czwartego do ósmego. Po upadku giełdy tokeny przestały mieć jakąkolwiek wartość. Większość nagród została, co prawda, ostatecznie wypłacona, ale ze środków PKOl pochodzących od innych sponsorów.

Umowa z góry jednak przesądzała, kto ponosi ryzyko takiego scenariusza. Zgodnie z jej zapisami sponsor "nie ponosi odpowiedzialności za wahania kursowe wartości Tokena". PKOl "oświadcza, że jest świadomy ryzyk związanych z posiadaniem kryptoaktywów i nie będzie wnosił z tego tytułu żadnych roszczeń".

Igrzyska skończyły się 22 lutego 2026 roku. Giełda upadła w kwietniu. Klienci stracili pieniądze, mowa o setkach poszkodowanych i setkach milionów złotych. Sprawą zajmuje się Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości i prokuratura.

Maszyna do zdobywania klientów

Jest jeszcze jedna grupa, która w tej umowie występuje, choć nikt jej o zdanie nie pytał.

Załącznik numer jeden, punkt 26: "PKOl w każdym miesiącu obowiązywania Umowy udostępni dane wszystkich osób obserwujących serwis internetowy prowadzony przez PKOl pod adresem: https://www.facebook.com/teampl (Facebook Custom Audiences)".

Custom Audiences to narzędzie Facebooka, które pozwala reklamodawcy kierować przekaz do konkretnej, wskazanej grupy ludzi. Innymi słowy: giełda kryptowalut miała dostawać co miesiąc listę internautów obserwujących reprezentację olimpijską, żeby móc do nich mówić bezpośrednio.

- Tak sformułowany obowiązek jest zdecydowanie zbyt szeroki i wymaga doprecyzowania - ocenia mecenas Chałas. Trzeba by ustalić, jakie dane, w jakim celu, na jakiej podstawie prawnej i kto jest ich administratorem. - W obecnym brzmieniu PKOl przyjmuje na siebie obowiązek o niejasnym zakresie.

Same dane to jednak tylko jeden element. Zestawmy zapisy z załącznika obok siebie, a wyjdzie z nich coś więcej niż reklama.

Kody QR w Centrum Olimpijskim. W ogólnodostępnym foyer siedziby komitetu miały wisieć kody QR odsyłające do platformy ZND i do informacji o tokenie.

Bonus z kodem PKOl. W strefie kibica w aplikacji giełdy miała się pojawić "informacja o możliwości uzyskania bonusu 10 dolarów w kryptowalucie z kodem PKOl lub TMPL". Godło olimpijskie miało więc stanowić kod promocyjny do zakładania konta.

Reklamy z profilu reprezentacji. Co najmniej cztery razy w roku PKOl miał umożliwić giełdzie emisję reklam "w sieci reklamowej Facebook/Instagram przy użyciu fanpage'a". To narzędzie, które sprawia, że reklama wyświetla się firmowana kontem reprezentacji, a nie kontem reklamodawcy.

Konta na wyłączność. Logo sponsora w zdjęciu w tle na Facebooku, na X, na YouTubie, w wyróżnionych relacjach na Instagramie i w opisie konta na TikToku. Do tego co najmniej dziesięć tematycznych filmów i dwanaście postów rocznie oraz minimum pięćdziesiąt oznaczeń sponsora w roku.

Narzędzia śledzące. Materiały przekazywane komitetowi miały zawierać piksel Facebooka oraz kod programmatic i adform. Piksel to fragment kodu, który zapamiętuje, kto oglądał daną treść, i pozwala potem pokazywać tej osobie reklamy w innych miejscach w sieci. Umowa przewidywała więc wpięcie systemu śledzącego giełdy w ekosystem instytucji olimpijskiej.

Poskładane w całość te punkty nie wyglądają na budowanie wizerunku. Wyglądają na coś, co fachowcy od marketingu nazywają lejkiem sprzedażowym, który miał przyciągnąć ruch godłem olimpijskim, zebrać odbiorców, oznaczyć ich pikselem, dowieźć do platformy ZND kodem QR i bonusem.

Zapytaliśmy PKOl, czy przed podpisaniem umowy ktokolwiek zbadał, czy przekazywanie danych obserwujących jest zgodne z przepisami o ochronie danych i z regulaminem Facebooka. I czy do tych zapisów sporządzono ocenę skutków dla ochrony danych, czyli dokument, którego prawo wymaga przy operacjach wysokiego ryzyka.

Nie dostaliśmy odpowiedzi.

Co dostał komitet

Za to wszystko PKOl miał otrzymać 18 489 469 zł netto w siedmiu ratach do końca 2028 roku. Dwie pierwsze, łącznie 989 469 zł, wypłacono 14 i 27 października 2025 roku. Czyli, jak zapisano w samej umowie, "przed zawarciem niniejszej umowy".

Do tego 5 mln zł wypłacone nie w złotych, tylko w tokenach ZND, na koncie prowadzonym na platformie sponsora. 90 proc. tej kwoty uwalniało się stopniowo przez rok.

Do tego 35,5 proc. wszystkich tokenów TMPL, jakie miały powstać. Jedna z czterech pul, obejmująca 5 proc., została przeznaczona "do dystrybucji w ramach zespołu i współpracowników PKOl". Czyli dla ludzi, nie dla organizacji.

Do tego 50 proc. przychodów netto ze sprzedaży tokena, czyli komitet olimpijski miał zarabiać na tym, ilu Polaków kupi kryptowalutę firmowaną godłem olimpijskim.

Żeby to wszystko dostać, PKOl musiał najpierw założyć i w pełni zweryfikować konto klienta na giełdzie sponsora oraz połączyć je z drugą platformą tej samej grupy.

- W konsekwencji PKOl przestaje być wyłącznie podmiotem sponsorowanym. Staje się jednocześnie ekonomicznie zainteresowany powodzeniem samego tokena - wskazuje mecenas Chałas. - Z jednej strony PKOl udostępnia swój brand, symbolikę olimpijską, kanały komunikacyjne i wizerunki sportowców do promocji projektu. Z drugiej strony jego własne wynagrodzenie jest częściowo uzależnione od powodzenia tego przedsięwzięcia komercyjnego.

Sam Radosław Piesiewicz przyznał w opublikowanych przez siebie odpowiedziach na nasze pytania (w piątek 21 sierpnia na portalu X), że kupił tokeny TeamPL "na kwotę 200 tys euro", kupił je jako osoba prywatna. I że w grudniu 2025 roku pracownicy PKOl, on w tym gronie, dostali premię świąteczną w tokenach.

W kwietniu 2026 roku, pytany w RMF24, czy dostał od Zondacrypto jakiekolwiek wynagrodzenie, odpowiedział: "Nie".

Powiązania prawicy z Zondacrypto. Wspólny głos PiS, Konfederacji, kancelarii prezydenta i upadłej giełdy kryptowalut
Źródło: "Fakty" TVN

Milczenie w cenie

Na koniec zapis, który może tłumaczyć, dlaczego przez cały ten czas z siedziby PKOl przy Wybrzeżu Gdyńskim w Warszawie niewiele słychać.

Paragraf 7. PKOl zobowiązał się - "zarówno w trakcie obowiązywania Umowy jak i po jej ustaniu" - powstrzymywać się od "wszelkich publicznych i prywatnych wypowiedzi, które mogłyby w jakikolwiek sposób zaszkodzić reputacji, wiarygodności lub wartości Projektu Tokenizacji, Tokena TMPL, Sponsora lub Emitenta". Miał też dopilnować, żeby milczeli członkowie jego organów i pracownicy. Za każde naruszenie - 50 tys. euro.

A gdyby któryś z działaczy złamał powyższe zobowiązania, komitet miał na pierwsze wezwanie sponsora, w ciągu trzech dni roboczych, wydać publiczne oświadczenie, w którym odetnie się od własnego człowieka.

- Klauzula nie została ograniczona ani czasowo, ani do wypowiedzi nieprawdziwych, ani do przypadków naruszenia dóbr osobistych czy ujawnienia informacji objętych tajemnicą - ocenia mecenas Chałas. - W praktyce może więc obejmować również wypowiedź prawdziwą, jeżeli sponsor uzna, że może ona negatywnie wpłynąć na wartość projektu.

Wyjść z umowy komitet też nie mógł łatwo. Żeby wypowiedzieć ją z powodu złamania prawa przez sponsora, potrzebny był prawomocny wyrok sądu.

- Największym problemem jest wymóg prawomocnego wyroku. Postępowania tego rodzaju mogą trwać przez wiele lat, podczas gdy ryzyko reputacyjne może powstać znacznie wcześniej - zwraca uwagę prawnik.

Wypowiedzenie bez podstawy wskazanej w umowie kosztowałoby milion euro.

- Całościowo umowa jest wyraźnie skonstruowana na korzyść sponsora - podsumowuje mecenas Chałas. - PKOl udostępnia bardzo szeroki zakres swoich aktywów, markę, symbolikę olimpijską, wizerunki sportowców, kanały komunikacji i dostęp do społeczności olimpijskiej, a jednocześnie przyjmuje na siebie znaczną część ryzyka związanego z projektem.

Radosław Piesiewicz
Radosław Piesiewicz
Źródło zdjęcia: Leszek Szymański / PAP

Pytania bez odpowiedzi

Pytania wysłaliśmy na adres służbowy Radosława Piesiewicza w PKOl (jeszcze zanim sąd aresztował go na trzy miesiące), do sekretarza generalnego komitetu Marka Pałusa oraz do biura komunikacji PKOl.

Pytaliśmy między innymi:

  • czy przed podpisaniem umowy sprawdzono, jakich zgód na wykorzystanie wizerunku udzielili poszczególni zawodnicy, także ci, którzy zakończyli kariery;
  • czy reprezentanci wiedzieli, że ich twarze, sylwetki i głosy mogą trafić do materiałów agencji reklamowych pracujących dla giełdy kryptowalut;
  • czy zarząd PKOl znał treść umowy przed jej zawarciem i czy opiniowali ją prawnicy;
  • kto był odbiorcą tokenów z puli dla "zespołu i współpracowników";
  • ilu medalistów faktycznie dostało premie w tokenach i co się z nimi stało;
  • czy komitet co miesiąc przekazywał sponsorowi dane obserwujących profil TeamPL i czy zbadano legalność takiego przekazania.

Odpowiedzi, jak dotąd, nie dostaliśmy.

Redagowali Piotr Machajski, Barbara Kasprzycka (WP)

Pozostało 0% artykułu
Czytaj także: