W poniedziałek mieszkańcy miejscowości Devighat w Nepalu wrócili do swoich domów - a raczej tego, co z nich pozostało. Wśród gęstego błota oraz gruzów przeszukiwali pozostałości zabudowań i próbowali odnaleźć przedmioty, które przetrwały katastrofę z ubiegłego tygodnia.
Jak widać na nagraniach udostępnionych przez agencję Reuters, miejscowość została niemal doszczętnie zniszczona. Całe domy i lokale handlowe zostały zrównane z ziemią przez potężny potok lodu, skał i błota. Według władz katastrofę mogło wywołać zawalenie się lodowca.
To, co kiedyś znali, już nie istnieje
Mieszkańcy Devighat przeszukiwali zdewastowane w katastrofie budynki i wynosili ocalone przedmioty. Dla wielu z nich jest to pierwszy krok w długiej i trudnej drodze do odbudowy życia.
Arjun Lal Shrestha, właściciel restauracji i sklepu wspominał, że powódź zniszczyła lokalne biznesy i zabrała niemal cały jego dobytek. - Były tu dwa sklepy. Jeden to lokal gastronomiczny, restauracja, a tuż obok niego znajdował się sklep odzieżowy. Wszystkie inne cenne przedmioty zostały zmyte przez wodę. Jestem zrujnowany i to sprawiło, że znalazłem się na ulicy - powiedział.
Warunki życia osób, które przeżyły katastrofę, pozostają bardzo trudne. Rajesh Shrestha, jeden z mieszkańców, podkreślił, że ocalałym brakuje podstawowych środków do życia. - Nie ma nic do jedzenia. Nie mamy gdzie spać. Nie mamy naczyń kuchennych. Dom uległ zniszczeniu - powiedział.
Według władz Nepalu i Tybetu w katastrofie potwierdzono śmierć ponad tysiąca osób, a tysiące kolejnych nadal uznaje się za zaginione. Ekipy ratownicze kontynuują działania mające na celu dotarcie do setek osób, które prawdopodobnie zostały uwięzione w zablokowanych tunelach elektrowni wodnych. W miejscowościach takich jak Devighat mieszkańcy rozpoczynają natomiast trudną walkę o odzyskanie tego, co stracili.