Prezydent USA Donald Trump i najważniejsi członkowie amerykańskiej administracji uczestniczyli w sobotę w balu korespondentów Białego Domu w hotelu Hilton w Waszyngtonie. W trakcie uroczystości w hotelowym lobby padły strzały. Służbom udało się zatrzymać sprawcę. Agenci Secret Service rozpoczęli też ewakuację najważniejszych osób w państwie.
Trump i Vance ewakuowani osobno. "By zapewnić ciągłość władzy"
Jak wynika z nagrań, pierwszy salę, na której odbywała się kolacja, opuścił wiceprezydent J.D. Vance. Dopiero później agenci wyprowadzili Trumpa.
Strategię ewakuacji komentował w poniedziałek we "Wstajesz i wiesz" w TVN24 Andrzej Mroczek, były policjant, zastępca dyrektora Centrum Badań nad Terroryzmem oraz ekspert ds. bezpieczeństwa z Collegium Civitas.
- Są zespoły odpowiedzialne za ochronę bezpośrednią osób, które podlegają takiej ochronie. Te zespoły reagują i podejmują decyzje w taki sposób, aby sobie nie wchodzić w drogę - opisywał. - Prezydent i wiceprezydent muszą być ewakuowani innymi drogami ewakuacyjnymi, mają zupełnie inne punkty bezpieczne, które są wcześniej wyznaczone w ramach przygotowań agentów Secret Service - tłumaczył i dodał, że celem wyznaczenia różnych ścieżek ewakuacji jest zachowanie "ciągłości władzy".
Gość TVN24 podkreślił, że zespoły odpowiedzialne za bezpieczeństwo prezydenta i wiceprezydenta działają "indywidualnie". - Nie doszukuję się tutaj żadnych jakichś podtekstów czy też snucia jakichś teorii spiskowych. Takie są procedury, aby zapewnić ciągłość władzy w momencie, kiedy sytuacja wymknęłaby się spod kontroli i doszłoby do śmierci prezydenta - podsumował.
"Nie było przesłanek, aby zapalić czerwoną lampkę"
Były policjant ocenił też poziom zabezpieczenia wydarzenia. Wiadomo, że 31-letni sprawca był gościem hotelu, w którym odbywał się bal. W momencie strzelaniny miał przy sobie wiele rodzajów broni: strzelbę, pistolet i "wiele noży".
- Jeżeli spojrzymy na dynamikę i przebieg całej tej sytuacji, to uważam, że tutaj specjalnie nie ma co zarzucić agentom Secret Service. Zabezpieczenie pierścieniowe pozwoliło na to, że sprawca nie dostał się do kolejnego etapu, umożliwiającego wejście na salę i dokonanie (osiągnięcie - red.) tam zakładanego przez siebie celu - ocenił Mroczek.
Przypomnijmy: strzały padły w lobby hotelowym. Mężczyzna został zatrzymany przez służby i nie zdołał wejść na salę, w której znajdowały się najważniejsze osoby w państwie i wielu gości.
- Trzeba pamiętać o tym, że służby, które są odpowiedzialne za bezpieczeństwo, dobierają siły i środki, jak również wdrażają procedury stosownie do obiektu, na którym ma się odbyć (wydarzenie) i przebywają osoby ochraniane - zauważył ekspert ds. bezpieczeństwa.
Jak wskazał, "Secret Service sprawdza wszystkich gości hotelowych pod kątem, czy (pojawiali się) w materiałach operacyjnych". - Nie było przesłanek, aby zapalić czerwoną lampkę - mówił Mroczek. - Ograniczenie praw człowieka w postaci rewidowania osób, wchodzenia do pokoi, to nie obowiązuje w tego typu krajach demokratycznych - tłumaczył.
"Amerykanie są przyzwyczajeni do przemocy politycznej"
Drugim gościem programu "Wstajesz i wiesz" był Maciej Jarkowiec reporter, eseista i były korespondent w USA. Pytany, jak zdarzenie z weekendu jest komentowane w Stanach Zjednoczonych, odparł, że "Amerykanie są przyzwyczajeni do przemocy politycznej".
Mówił też o jednym z poruszanych przez opinię publiczną wątków. - Konferencja Trumpa po całym tym wydarzeniu była dość interesująca. On sam przyznał, że to przemówienie, które miał przygotowane na tę kolację i którego nie wygłosił w końcu, że ono było w całkiem innym duchu niż to, co powiedział na konferencji (w Białym Domu) - powiedział Jarkowiec.
- Zamierzał wygłosić taki speech pełen krytyki wobec ludzi mediów, z którymi oczywiście jest skonfliktowany (...), tymczasem podczas tej konferencji wyrażał się w tonie nawołującym do jedności, pojednania, zgody, do nowego otwarcia - relacjonował gość TVN24.
Donald Trump na konferencji po zdarzeniu pochwalił przedstawicieli mediów za reakcję w trakcie strzelaniny. - Zobaczymy, jak długo te łagodniejsze emocje będą się utrzymywać i przewiduję, że szybko wszystko wróci do normy - analizował dziennikarz w TVN24.
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: CNN