- Prezydent USA Donald Trump uczestniczył w sobotę w balu korespondentów Białego Domu w hotelu Hilton w Waszyngtonie.
- W trakcie uroczystości w hotelowym lobby padły strzały. Służby zatrzymały podejrzanego mężczyznę. Co o nim wiemy?
- Prezydent, pierwsza dama, wiceprezydent J.D. Vance i pozostali przedstawiciele administracji zostali ewakuowani z sali, gdzie odbywała się kolacja.
Decyzją służb uroczystość została zakończona, a Donald Trump powrócił do Białego Domu i wystąpił na konferencji prasowej. - To było dość nieoczekiwane, ale Secret Service i organy ścigania zadziałały w sposób fantastyczny - powiedział.
Poinformował, że strzelec miał "różne rodzaje broni" i został postrzelony jeden z amerykańskich funkcjonariuszy. - Miał bardzo dobrą kamizelkę kuloodporną. Strzał padł do niego z bardzo potężnej broni z niedużej odległości. Kamizelka zadziałała. Rozmawiałem z tym funkcjonariuszem. Jest w fantastycznej formie, bardzo dobrze sobie radzi. Jest w bardzo dobrym nastroju - mówił Trump.
- To było wydarzenie poświęcone wolności wypowiedzi, które miało zgromadzić członków obydwu partii, przedstawicieli mediów. I z całą pewnością tak się stało. Sala była bardzo zjednoczona. To było coś naprawdę pięknego - podkreślił.
"Myślałem, że to spadła taca z naczyniami"
Trump mówił o swojej reakcji w pierwszych chwilach po usłyszeniu wystrzałów. - Siedzieliśmy obok siebie. Po mojej prawej stronie siedziała pierwsza dama. Usłyszałem hałas. Pomyślałem, że to spadła taca z naczyniami. Zdarzało się to oczywiście wcześniej. Było dosyć głośno. To wszystko było również dosyć daleko - mówił.
- Niektórzy zrozumieli to bardzo szybko, niektórzy nie. Ja obserwowałem, co się dzieje. Melania miała pełną świadomość tego, co się dzieje. Natychmiast się zorientowała. Powiedziała: to zły dźwięk. Zostaliśmy natychmiast stamtąd usunięci. Inne osoby również - relacjonował prezydent USA.
Trump o napastniku: szaleniec
Agencja AP podała, że sprawca to 31-letni Cole Tomas Allen z Torrance w Kalifornii. Policja ustaliła, że miał tej nocy wynajęty pokój w hotelu. - Strzelec leżał na ziemi i strzelał, gdy go zobaczyłem, byłem zaraz obok - powiedział dziennikarz CNN Wolf Blitzer. - Strzały były tak głośne, tak straszne, wszyscy byliśmy wystraszeni. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje - dodał.
O strzelcu mówił też Trump w trakcie konferencji prasowej. Potwierdził, że napastnik pochodzi z Kalifornii i sądzi, że działał w pojedynkę. Nazwał go "szaleńcem". Według policji mężczyzna miał przy sobie strzelbę, pistolet i wiele noży.
W odpowiedzi na pytanie o to, czy sądzi, że był celem napastnika, Donald Trump odparł: - Chyba tak. Dodał, że przed galą nie było ostrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa. Sam Trump, członkowie jego administracji i dziennikarze obecni na konferencji wciąż mieli na sobie stroje wieczorowe.
Prezydent opublikował w serwisie Truth Social zdjęcia mężczyzny, leżącego na podłodze, oraz nagranie, na którym widać, jak przebiega przez kontrolę bezpieczeństwa, a w pościg za nim ruszają przedstawiciele organów ścigania. Trump nie przekazał, czy na zdjęciu znajduje się sprawca. Wiadomo, że napastnik nie zdążył dotrzeć do sali balowej.
Trump oświadczył też, że sobotnie zdarzenie nie powstrzyma go przed wygraniem wojny z Iranem, choć nie sądzi, by te kwestie były ze sobą powiązane.