Chodzi o rzekome spotkanie posła do Bundestagu Rodericha Kiesewettera z Achmedem Zakajewem - byłym szefem emigracyjnego czeczeńskiego rządu, którego rosyjskie władze uważają za przywódcę organizacji "terrorystycznej". Jak dodano, Moskwa postrzega te kontakty jako ingerencję w wewnętrzne sprawy Rosji. Ministerstwo ostrzegło Berlin przed "negatywnymi konsekwencjami" działań uważanych przez Rosję za wrogie.
Niemieckie MSZ odpiera zarzuty
Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Berlinie nazwał zarzuty całkowicie bezpodstawnymi. Ambasada Niemiec w Rosji odrzuciła oskarżenia, oświadczając, że "różnorodność poglądów i swobodne wykonywanie mandatu wybranego przedstawiciela stanowią fundament sprawnie funkcjonującej demokracji".
Lambsdorff już wcześniej był wzywany do rosyjskiego MSZ. W ubiegłym roku miało to związek z rzekomym "prześladowaniem" rosyjskich dziennikarzy w Niemczech - przypomniał portal Deutsche Welle dodając, że Berlin odrzucił te zarzuty jako bezpodstawne. W październiku 2024 roku rosyjski resort spraw zagranicznych wezwał ambasadora Niemiec w związku z otwarciem bazy NATO w Rostocku.
Redagował AM