"To są takie momenty, które na całe życie się zapamiętuje"

Andrzej Poczobut, Tomasz Siemoniak i Donald Tusk
Siemoniak o uwolnieniu Poczobuta: wszyscy mieliśmy ściśnięte gardła
Źródło: TVN24
Wszyscy mieliśmy ściśnięte gardła ze wzruszenia - powiedział w "Faktach po Faktach" w TVN24 minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Uczestniczył on w przekazaniu Polsce Andrzeja Poczobuta. Mówił, że wszyscy, którzy brali w tym udział, "byli absolutnie poruszeni".

We wtorek dziennikarz i aktywista mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut został uwolniony z białoruskiego więzienia i wrócił do Polski. Został aresztowany w 2021 roku, a dwa lata później reżim Aleksandra Łukaszenki skazał go w politycznym procesie na osiem lat kolonii karnej za rzekome "wzniecanie, podżeganie do nienawiści" i "wzywanie do działań na szkodę Białorusi".

Premier Donald Tusk podkreślił "niezwykle kluczową, naprawdę bardzo ważną rolę osobistą ministra Tomasza Siemoniaka" w uwolnieniu Poczobuta.

Siemoniak: byliśmy absolutnie poruszeni

- Wszyscy mieliśmy ściśnięte gardła ze wzruszenia - mówił Siemoniak w "Faktach po Faktach" w TVN24 o uwolnieniu Poczobuta. Koordynator służb specjalnych wyjaśnił, że "Andrzej Poczobut był wymieniany jako pierwszy, pierwszy przyszedł na polską stronę". Mówił o "ogromnej obawie, czy wszystko pójdzie tak, jak planowaliśmy".

Andrzej Poczobut, Tomasz Siemoniak i Donald Tusk
Andrzej Poczobut, Tomasz Siemoniak i Donald Tusk
Źródło: gov.pl

- Gdy zobaczyliśmy, że Andrzej Poczobut jest po polskiej stronie, trudno go było nie uściskać, trudno nie było z nim rozmawiać - powiedział Siemoniak. - Premier, wszyscy, którzy tam byli, byliśmy absolutnie poruszeni. To są takie momenty, które na całe życie się zapamiętuje - dodał.

Zdaniem Siemoniaka to też "moment wielkiej dumy z państwa polskiego". - To praca, działanie wielu dziesiątków ludzi, jeśli nie setek ludzi, żeby doprowadzić do tego dnia, do tej wymiany - tłumaczył.

Prowadząca rozmowę Anita Werner pytała, jakiego człowieka zobaczył Siemoniak. - Człowieka, który ma za sobą pięć lat ciężkiego białoruskiego więzienia. Człowieka, (...) który był człowiekiem solidnej postury, uśmiechniętym, a dziś był człowiekiem naprawdę wynędzniałym - opisał.

Siemoniak przekazał, że Poczobut był "zadowolony, że do tego doszło, że jest po polskiej stronie". - Ale dla niego najważniejszą kwestią, którą natychmiast poruszył, było to, czy będzie mógł wrócić na Białoruś - powiedział minister koordynator służb specjalnych. 

Dopytywany, czy w akcji był jakiś dramatyczny moment, minister odparł: - Godzina 12.57. Wymiana ma się zacząć o 13. O 13 powinien się pojawić Andrzej Poczobut. Patrzymy na ekran i zapada absolutna cisza. Nikt nic nie mówi, wszyscy czekamy, czy to się wydarzy, czy to się będzie działo, czy coś się zdarzy takiego, że do tej wymiany nie dojdzie.

- Więc to są takie chwile, gdzie czekaliśmy i zobaczyliśmy, że idzie, po naszej stronie już czekała osoba na wymianę, stanęli po obydwu stronach z funkcjonariuszami, następowała identyfikacja, podniesienie ręki, że "jest ok" - opowiedział.

Siemoniak: na uwolnienie Poczobuta złożyło się kilka czynników

Minister mówił, że uwolnienie Poczobuta to była "ogromnie trudna sprawa". - Łukaszenka sobie zdawał sprawę, jak wielką wartość, wartość symboliczną, moralną dla Polaków ma Andrzej Poczobut i że to jest jego największa karta w tych relacjach - tłumaczył. 

Jego zdaniem na przekazanie dziennikarza Polsce "złożyło się kilka czynników". - To, że byliśmy w stanie dać na wymianę państwu Białoruś i państwom, na którym Białorusi zależy, naprawdę bardzo mocne osoby związane z aktami szpiegostwa czy poszukiwane po świecie, jak rosyjski profesor - mówił.

- Bardzo ważne - i to też chcę bardzo wyraźnie powiedzieć - decydujące było zaangażowanie Stanów Zjednoczonych - ciągnął. Jak powiedział, Amerykanie byli na granicy polsko-białoruskiej. 

- Na pewno działania prezydenta Trumpa wobec Łukaszenki, ta ciągła presja też tutaj odegrała swoją rolę - wymieniał Siemoniak. 

Siemoniak o kulisach przekazania Poczobuta

Minister koordynator służb specjalnych był też pytany o najbardziej dramatyczny moment podczas operacji. - 12.57, wymiana ma się zacząć o 13.00, o 13.00 powinien się pojawić Andrzej Poczobut. Patrzymy na ekran i zapada absolutna cisza - opisywał. - Nikt nic nie mówi, wszyscy czekamy, czy to się wydarzy, czy to się będzie działo, czy coś się zdarzy takiego, że do tej wymiany nie dojdzie - mówił. 

- Po naszej stronie już czekała osoba na wymianę, stanęli po obydwu stronach z funkcjonariuszami. Następowała identyfikacja, czy na pewno to jest Andrzej Poczobut. Tamta strona upewniała się, czy my też przyprowadzamy właściwą osobę. Podniesienie ręki, że jest okej i widzimy, jest po polskiej stronie, (…) wiedzieliśmy, że jest nasz, jest w Polsce, jest wolnym człowiekiem - opisał Siemoniak. 

Siemoniak o kulisach przekazania Poczobuta: zapadła absolutna cisza
Źródło: TVN24

Anita Werner pytała, czy poza osobami objętymi wymianą, umowa dotyczyła też zniesienia jakichś sankcji. - Nie, to była wymiana osoby za osoby - odparł minister. - Dzisiejsza wymiana była wymianą pięciu za pięciu, gdzie służby ze sobą bardzo starannie negocjowały każdy szczegół, kto za kogo, jak to wszystko robimy - dodał. 

Zauważył, że "w historii wolnej Polski jest to pierwsza taka wymiana". - Mieliśmy wszyscy poczucie, że uczestniczymy w czymś historycznym i wielka satysfakcja z tego, że ten finał był pozytywny - powiedział. 

OGLĄDAJ: "Był chudy jak szczapa. Od razu spytał, czy będzie mógł wrócić na Białoruś"
28 1930 fpf cl-0071

"Był chudy jak szczapa. Od razu spytał, czy będzie mógł wrócić na Białoruś"

28 1930 fpf cl-0071
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: