We wtorek dziennikarz i aktywista mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut został uwolniony z białoruskiego więzienia i wrócił do Polski. Został aresztowany w 2021 roku, a dwa lata później reżim Aleksandra Łukaszenki skazał go w politycznym procesie na osiem lat kolonii karnej za rzekome "wzniecanie, podżeganie do nienawiści" i "wzywanie do działań na szkodę Białorusi".
- Wymiana więźniów miała miejsce na przejściu granicznym nieczynnym w Białowieży, w środku puszczy. O godzinie 13 zaprowadzono mnie na linię graniczną i tam oczekiwaliśmy, aż ze strony białoruskiej wyjdzie Andrzej Poczobut - relacjonował przyjaciel Poczobuta, zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Bartosz Wieliński.
Jak mówił, jeszcze na terenie placówki granicznej Poczobut przeszedł pierwsze badania. Wieliński relacjonował, że był zszokowany wyglądem uwolnionego. Jak relacjonował, "kiedy szedł do więzienia, ważył 94 kilogramy, obecnie waży 70 parę". - Jego stan jest po prostu koszmarny - podkreślił Wieliński.
Niepewność do samego końca
Mówił on również, jak proces powrotu do Polski wyglądał z perspektywy samego Poczobuta. Jak zaznaczył, Poczobut "sam do końca nie wiedział, co się dzieje". - Andrzejowi dzisiaj powiedziano, że przenoszą go do innego więzienia - opisywał Wieliński, dodając, że Poczobut liczył po prostu, "że przeniosą go do lepszego jakiegoś więzienia, niż ten koszmarny łagier w Nowopłocku".
- W końcu wylądował w Białowieży - relacjonował - Tam zaczął pertraktować z KGB, z administracją, czy będzie mógł po prostu wrócić. Dla niego to jest najbardziej istotne - podkreślił.
- Dopiero po rozmowie z polskim charge d'affaires i przedstawicielem administracji prezydenta stwierdził, że może po prostu pójść na taki ruch - powiedział Wieliński.
Powrót na Białoruś?
Jak relacjonował premier Donald Tusk, pierwsze słowa, jakie skierował do niego Poczobut brzmiały: "Czy będę mógł wrócić?". O możliwościach powrotu uwolnionego do Białorusi Wieliński wyrażał się jednak z ostrożnością.
- Andrzej dostał zapewnienie od przedstawicieli administracji prezydenta Łukaszenki, że będzie mógł wrócić, jeżeli będzie miał na to ochotę - zaznaczył. - Natomiast to nie jest chyba najrozsądniejszy krok. Myślę, że musimy przekonać go, żeby przynajmniej tu jakąś chwilę pobył - mówił Wieliński.
- Żaden z polskich dziennikarzy, powtarzam to jak mantrę, nie poniósł takiej ofiary w walce o wolność słowa, o demokrację, jak Andrzej Poczobut. Zapłacił własną krwią i dzisiaj na własne oczy zobaczyłem, jaka jest tego koszmarna cena, więc będziemy go (do pozostania w Polsce - red.) przekonywać - powiedział.