Na podstronie speckomisji jest zapowiedź środowego posiedzenia z tak enigmatycznie opisanym pierwszym punktem obrad: "zaopiniowanie wniosku Ministra Obrony Narodowej w sprawie powołania zastępcy Szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego".
Według naszych ustaleń chodzi właśnie o Magdalenę Ejsmont, której kariera w wojskowym kontrwywiadzie załamała się, gdy w listopadzie 2015 roku ministrem obrony narodowej został Antoni Macierewicz. Wcześniej poinformował o tym portal XYZ.
Zapytany o to wprost przewodniczący speckomisji poseł Marek Biernacki nie zaprzecza. - Byłby to symboliczny moment na powrót. Pani major obejmuje wysokie stanowisko, gdy więźniowie na Białorusi, w tym Andrzej Poczobut, odzyskują wolność. A to ona przez lata płaciła za to, że walczyła o polskiego żołnierza zatrzymanego właśnie na Białorusi - mówi Biernacki.
Sama Ejsmont - choć odebrała telefon od dziennikarza tvn24.pl - odmówiła obecnie jakiegokolwiek komentarza.
- Sądzę, że kwalifikacje i dorobek major Magdaleny Ejsmont w służbach specjalnych są nie do podważenia. Służyła m.in w Afganistanie, znacząco przysłużyła się dla bezpieczeństwa polskich misji. Zdobyła także doświadczenie, kierując Strażą Miejską w Warszawie, a to jest przecież ogromna jednostka, garnizon liczący ponad 1000 osób - powiedział nam Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych.
Wróg Macierewicza
Major to bohaterka reportażu "Łowczyni szpiegów odchodzi z wojska". Gdy do 2015 roku służyła w pionach operacyjnych SKW, zajmowała się aktywnym rozpracowywaniem rosyjskiego zagrożenia, tropiła rosyjskich agentów. Za swoje działania otrzymała wiele nagród i odznaczeń.
Była wtedy jedną z niewielu kobiet pracujących w pionach operacyjnych w polskich służbach specjalnych. Jej kariera załamała się nagle, gdy w 2015 roku tekę ministra obrony objął Antoni Macierewicz, a szefem wojskowego kontrwywiadu został jego znajomy, cywil Piotr Bączek.
Wtedy to wobec major Ejsmont wszczęto postępowanie dyscyplinarne, zdegradowano ją o stopień, a w końcu odebrano jej niezbędne do pracy w służbach specjalnych poświadczenia bezpieczeństwa. Musiała odejść ze służby, zanim zdobyła uprawnienia emerytalne.
Stoczyła prawniczą batalię, która trwała aż dziewięć lat - od 2015 do 2024 roku - którą w końcu wygrała. - Wygraliśmy sprawę w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Jednak ówczesna SKW rozpoczęła procedurę odebrania poświadczeń na nowo i musieliśmy jeszcze raz przejść Wojewódzki Sąd Administracyjny, by dopiero w 2024 roku znów wygrać w Naczelnym Sądzie Administracyjnym - wyjaśniał mecenas Antoni Kania-Sieniawski, który przez te lata reprezentował major.
Gdy zapadł drugi z dwóch wyroków NSA, Ejsmont pełniła funkcję komendantki warszawskiej straży miejskiej. Na stanowisku w stołecznej straży była przez trzy lata. Zakończyła pełnienie tej funkcji w sierpniu 2025 roku. Do służby w SKW wróciła jesienią ubiegłego roku.