Afera w Szpitalu Południowym. Lekarze o okazji do "oczyszczenia"
W poniedziałek wszczęte zostały dwa śledztwa w sprawie Szpitala Południowego. Jedno dotyczy wątku lekarza Dawida Kacprzyka i jego wynagrodzeń, drugie obejmuje pracowników szpitala i urzędników ratusza oraz kwestię nadzoru nad funkcjonowaniem placówki.
- Myślę, że w tej chwili obserwujemy tak naprawdę objawy choroby, która toczy system od wielu lat. To, z czym mamy do czynienia, jest efektem decyzji, które podjęto z górą 20 lat temu - komentował bieżące wydarzenia w "Faktach po Faktach" w TVN24 Szułdrzyński, dyrektor do spraw medycznych Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA.
Stwierdził jednak, że "przypadek, z którym mamy do czynienia w tej chwili, jest przypadkiem dość ekstremalnym, patologicznym". - Natomiast on pokazuje poniekąd, do czego wszyscy tak naprawdę doprowadziliśmy system przez ponad dwie dekady - powiedział.
Sutkowski - prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych, związany z Uczelnią Łazarskiego - ocenił, że ostatni przykład jest okazją do "pewnego rodzaju oczyszczenia, które musi, czy powinno nastąpić". - Z tego złego możemy wyciągnąć także i dobre, konstruktywne wnioski - dodał.
12 spraw zgonów w Szpitalu Południowym
Jak poinformował na środowej konferencji prasowej minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, od 2023 roku prokuratura miała 12 zgłoszeń dotyczących zgonów w Warszawskim Szpitalu Południowym. Większość zostało umorzonych lub odmówiono wszczęcia postępowania.
Goście "Faktów po Faktach" byli pytani, czy 12 takich spraw przez trzy lata dotyczących jednego szpitala to dużo. - W skali szpitala to nie są duże liczby. Trzeba pamiętać o tym, że bardzo dużo pacjentów umiera w szpitalu, a nie w domu, bo do szpitala przychodzą bardzo ciężko chorzy i ich śmierć nie jest wynikiem zaniedbania, tylko po prostu ciężkiej choroby - odpowiedział Szułdrzyński.
Jak przypomniał, "rodziny pacjentów mają prawo i korzystają z tego, żeby zgłaszać do prokuratury podejrzenie niedopełnienia obowiązków, co często nie znajduje potwierdzenia po wyjaśnieniu takiej sprawy". - Dlatego byłbym jak najbardziej ostrożny w rozsądzaniu, czy takie sytuacje miały w rzeczywistości miejsce czy nie. Od tego są odpowiednie organy - zaznaczył.
Szułdrzyński: każdy wolałby być leczony przez wypoczętego lekarza
Goście byli następnie pytani o jeden z postulatów, o którym mówił w środę prezes Naczelnej Rady Lekarskiej dr Łukasz Jankowski. - Żądamy od premiera ujednolicenia czasu pracy lekarzy, niezależnie od formy zatrudnienia - oznajmił. Wyjaśnił też, że maksymalny czas pracy, niezależnie od tego, czy medyk jest zatrudniony na etacie czy też pracuje w oparciu o kontrakt, miałby wynieść do 78 godzin tygodniowo (nieco ponad 300 miesięcznie).
Szułdrzyński ocenił ten pomysł pozytywnie, ponieważ "każdy wolałby być leczony przez wypoczętego lekarza". - Jeśli kierowca tira ma maksymalną liczbę godzin, po której musi odpocząć, a lekarz, który ponosi dużą odpowiedzialność, nie musi odpoczywać, to na pewno dobre rozwiązanie nie jest - zauważył.
Według niego jednak rozwiązanie to będzie "wyłącznie leczyć jeden z objawów choroby". - To nie jest dobra sytuacja do tego, żeby podejmować radykalne decyzje. To wymaga głębszego zastanowienia się nad tym, jak zmienić ten system, bo teraz spijamy efekty decyzji podjętych wiele lat temu - ocenił lekarz.
Dr Sutkowski zwrócił również uwagę na coraz mniejsze zaufanie do lekarzy i całego środowiska medycznego. - Taka antylekarskość powoduje, że będziemy coraz bardziej chorzy i coraz bardziej będzie chory system - ocenił.