Do wypadku doszło w nocy z 26 na 27 czerwca zeszłego roku podczas kursu kierowców rosomaków w Załuskach koło Nidzicy. Kursanci jeździli pojazdami po placu ćwiczeń pod nadzorem instruktorów. W pewnym momencie jeden z pojazdów wywrócił się.
- Ze środka wypadł 25-letni instruktor. Pojazd go przycisnął. Nie udało się go uratować – mówi, w rozmowie z tvn24.pl, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Daniel Brodowski.
Braki w technice jazdy
Śledczy badali, czy winę za wypadek ponosi kierujący pojazdem kursant. Postępowanie zostało prawomocnie umorzone.
Prokurator Brodowski przekazuje, że w toku prowadzonego śledztwa uzyskano m.in. opinię biegłych z Wojskowego Instytutu Techniki Samochodowej i Pancernej w Sulejówku. Wynika z niej, iż stan techniczny pojazdu Rosomak był prawidłowy i nie miał wpływu na wypadek. Jako bezpośrednią przyczynę wypadku biegli wskazali niedostosowanie przez kierującego pojazdem prędkości do wykonywanego manewru. Ustalono również, iż pogoda w chwili zdarzenia pozwalała na bezpieczne prowadzenie ćwiczeń.
- Po przeprowadzeniu postępowania ustalono, iż sposób działania kierującego Rosomakiem żołnierza nie wyczerpał znamion przestępstwa spowodowania wypadku. Naruszenie przez niego zasad bezpieczeństwa nie było bowiem wynikiem nawet nieumyślnego przekroczenia norm regulujących ruch drogowy, a wynikiem braków w technice jazdy – podkreśla prokurator.
To instruktor decydował o kierunku jazdy, prędkości i manewrach
Wyjaśnia, że kierujący nabywał dopiero praktyczne umiejętności kierowania pojazdem pod okiem instruktora. Instruktor zajmował miejsce we włazie dowódcy i wydawał kursantowi polecenia, koordynował jego kurs drogą radiową. To instruktor decydował o kierunku jazdy, prędkości i manewrach.
Jak zarazem ustalono, pełniący w dniu zdarzenia funkcję instruktora żołnierz miał do tego stosowne uprawnienia i umiejętności. Dlatego prokurator uznał, iż nie można przypisać kierującemu pojazdem odpowiedzialności za zaistnienie wypadku.
Jechał z prędkością minimum 68 km/h
Do tragicznego wypadku doszło pod koniec czerwca zeszłego roku podczas nocnych ćwiczeń na przykoszarowym placu w Załuskach koło Nidzicy. Po przewróceniu się kołowego transportera opancerzonego zginął instruktor, a kursant został lekko ranny.
Według biegłych bezpieczną dla Rosomaka była prędkość 60 kilometrów na godzinę, natomiast jak wyliczyli, w tamtej sytuacji pojazd jechał z prędkością co najmniej 68 km/h. Według biegłych w chwili, gdy skręcał w lewo na Rosomaka zadziałała siła odśrodkowa i pojazd się przewrócił.
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24