Mówisz Bad Bunny, myślisz Portoryko. 31-latek jest nierozerwalnie połączony z miejscem swojego pochodzenia. I często pokazuje, jak niesamowicie jest z tego dumny. Chociaż kultura wyspy jest bardzo bogata - to stamtąd pochodzą tacy artyści jak Ricky Martin i Daddy Yankee, czy aktor Benicio del Toro - cały świat mówi o Bad Bunnym. A zaczął naprawdę od zera. Teraz przyszedł czas na ukoronowanie kariery - występ na amerykańskim święcie sportu, jakim jest Super Bowl.
Od salsy przy sprzątaniu do viarlowego hitu
Pełne imię i nazwisko: Benito Antonio Martinez Ocasio. Miejsce urodzenia: Vega Baja, w północnej części wyspy. Ojciec był kierowcą ciężarówki, mama - nauczycielką. Muzyka towarzyszyła mu od małego - na przykład w radiu, kiedy mama słuchała salsy i romantycznych ballad podczas sprzątania.
Benito zaczął od kościelnego chóru, ale porzucił go na rzecz tworzenia własnej muzyki. Inspiracji wokół nie brakowało. Daddy Yankee, Tego Calderon czy Vico C - ulice Portoryko tętniły reggaetonem i hip hopem. Jego pierwszym sprzętem był prosty program komputerowy, a pierwszymi odbiorcami - koledzy ze szkoły. Na studiach zaczął wrzucać swoje kawałki na platformę SoundCloud. Jego wizerunkiem tam było zdjęcie z dzieciństwa, na którym ubrany jest w strój króliczka, ale jego mina zdecydowanie nie oddaje wielkanocnej radości. Stąd wziął się jego pseudonim - Zły Królik.
Aby móc zapłacić za studia, pracował w sklepie. A potem sprawy mocno przyspieszyły. Wszystko zaczęło się dziesięć lat temu od singla "Diles", który wrzucił do internetu, a tam niespodziewanie stał się viralem. W tydzień odtworzono go milion razy, a wszystko zadziało się bez żadnej szczególnej promocji, pomocy osób od PR, czy wytwórni.
Pod swoje skrzydła wziął go wtedy producent DJ Luian. Bad Bunny zyskał dostęp do wcześniej dla niego nieosiągalnych możliwości - zaczął wydawać teledyski, a także wchodzić w kolaboracje z dużymi artystami latynoskimi. Jego kolejnym hitem był kawałek "Soy Peor", a krytycy już wtedy zachwycali się jego niespotykanym barytonem i flow. W reggaetonie, do tej pory utożsamianym mocno z maczyzmem, a nawet oskarżanym czasem o promowanie przemocy wobec kobiet, on nie stronił od wrażliwości, tematów takich jak ból z powodu złamanego serca. Normom przeczył też swoim strojem, co zresztą robi do dziś. Prezentował się w barwnych kreacjach, często w krótkich spodenkach i klapkach, które w jego kulturze uznawano za niemęskie. Nie bał i nadal nie boi się sięgać po damskie stroje - jak wspomina, chodził z mamą do galerii handlowej i zawsze dział dla kobiet uważał za ciekawszy, pełen inspiracji i kolorów. Kiedy zagląda do szafy, jak mówi, nie widzi w niej damskich i męskich strojów, a jedynie fajne ubrania.
Lubię tworzyć rzeczy, które przyciągają uwagę. Było to problematyczne, kiedy nie byłem sławny. Teraz mogę robić, co chcę i ludzie muszą to zaakceptowaćBad Bunny w NPR
Huragan niosący zmianę
Jego wspinaczka na szczyt w rodzinnym Portoryko idealnie spięła się w czasie z renesansem muzyki w regionie oraz popularnością gatunku musica urbana na świecie - łączącego w sobie różne style, takie jak hip hop i reggaeton. Moda na latynoskie rytmy wykraczała poza granice wyspy, podbijając przede wszystkim rynek amerykański. Wszystko zastopował jednak huragan Maria, który kompletnie zniszczył ojczyznę Bad Bunny’ego, a także - dogłębnie wpłynął na jego postrzeganie świata i to, co chce przekazać poprzez swoją sztukę.
Maria pociągnęła za sobą około trzech tysięcy ofiar i była największą klęską żywiołową w Stanach Zjednoczonych od 100 lat (bo należy pamiętać, że Portoryko to amerykańskie terytorium zależne - Portorykańczycy to obywatele USA i mają swobodny wjazd do kontynentalnych Stanów, choć mieszkający na wyspie nie mają prawa do wyboru amerykańskiego prezydenta). Zniszczonych zostało setki tysięcy domów. Rodzina Bad Bunny’ego na wiele miesięcy straciła dostęp do prądu. Swoją pierwszą kadencję odbywał wtedy w Białym Domu Donald Trump. Udał się do Portoryko, gdzie doszło do kilku kuriozalnych sytuacji z jego udziałem. Podczas konferencji prasowej bagatelizował liczbę ofiar, a w czasie spotkania z poszkodowanymi rzucał w tłum rolki papierowych ręczników. To nie pierwszy raz, kiedy USA pokazały, jak traktują Portoryko - jako miejsce o mniejszym znaczeniu, a wręcz - kolonię.
Huragan miał jednak dalsze konsekwencje - bogaci Amerykanie zachęceni tzw. Ustawą 60, czyli prawem, które uczyniło Portoryko rajem podatkowym, zaczęli masowo kupować tam ziemię. Doprowadziło to do katastrofalnej dla mieszkańców gentryfikacji. Nagły wzrost cen spowodował, że Portoryko opuściły setki tysięcy miejscowych.
Bad Bunny, który w czasie huraganu był poza Portoryko, wrócił do domu i był zszokowany skalą zniszczeń. Kraj pogrążył się w recesji. Dochodziło do masowych zamknięć szkół, a w kraju wzrastała liczba zabójstw. Tym bólem mocno naznaczony będzie jego debiutancki album.
Dziewięć miesięcy po Marii Bad Bunny dedykuje utwór "Estamos Bien", czyli "U nas wszystko w porządku", właśnie ofiarom huraganu. Od teraz wie dokładnie, co chce robić - wzmacniać lokalną kulturę i pokazać wszystkim, że jego dom to nie amerykańska kolonia i egzotyczna destynacja dla bogatych, którzy regularnie ją dewastują. Podkreślił to już w swoim debiutanckim występie telewizyjnym u Jimmy’ego Fallona w 2018 roku. - Zginęło ponad trzy tysiące osób, a Trump wciąż zaprzecza - powiedział. Podczas występu wyświetlały się zdjęcia dokumentujące tę tragedię.
Pierwsze sukcesy i zaangażowanie polityczne
Na sam szczyt wyniosła go współpraca przy kawałku Cardi B "I Like It" w 2018 roku. Chciał iść za ciosem i pokazać coś naprawdę własnego - pełnoprawny album. Jego wytwórnia widziała go jednak bardziej w singlowym wymiarze. Zmienił więc pracodawców, a w 2018 roku światło dzienne ujrzał krążek "x100pre", co oznacza "por siempre" - "na zawsze". Miksował różne style, chociaż głównie tworzył trap. Nie uciekał od trudnych tematów. Chociażby w kawałku "Solo de mi" (tłum. "Sama dla siebie"), w którym zwrócił uwagę na problem kobietobójstwa w Portoryko. W klipie pojawia się posiniaczona kobieta, która śpiewa o przemocowym związku, aby na koniec zdać sobie sprawę ze swojej wartości. Premierze klipu towarzyszył wpis Bad Bunny’ego w mediach społecznościowych, w którym sprzeciwił się ostro przemocy motywowanej płcią. "Czas działać teraz!" - napisał. "Szanujcie kobiety, szanujcie mężczyzn, szanujcie bliźniego, szanujcie życie! Mniej przemocy, więcej perreo (latynoski, mocno seksualny taniec, przypominający twerk - red.)" - stwierdził. "A jeśli ona tego nie chce, to dajcie jej tańczyć perreo samej w spokoju i nie przeszkadzajcie" - doprecyzował.
W styczniu 2019 roku Bad Bunny i inny lokalny artysta, Residente, odwiedzili gubernatora Portoryko Ricardo Rossello, aby porozmawiać o problemach finansowych wyspy. Wcześniej, podczas transmitowanego w telewizji koncertu krytykował powracający na wyspie problem blackoutów, które stały się tam codziennością. Nie szczędził też wulgarnych słów w stronę rządzących. Kiedy jego występ skrytykowano jako "obraźliwy", zareagował równie ostro. "Wiecie, co jest obraźliwe? Obraźliwe jest to, że w Portoryko nie ma prądu kilka razy dziennie. To obraźliwe, że szkoły są co roku zamykane. To obraźliwe, że ludzie w tym kraju wciąż nie mają dostępu do szpitali i opieki zdrowotnej. To obraźliwe, że próbują nas oszukać i mają nas za głupków, ale postanowili pie…lić się z pokoleniem, które nie da się wykorzystywać" - grzmiał na koncercie.
Również w 2019 roku Bad Bunny z innym znanym na całym świecie latynoskim artystą, a prywatnie swoim przyjacielem, J Balvinem, wydaje wspólny album "Oasis". Mimo rosnącego sukcesu i zawładnięcia rynkiem na całym świecie, nie zastanawiał się ani chwili, kiedy okazało się, że potrzebuje go Portoryko. W tym samym roku wycieka bowiem ponad 800 stron wiadomości gubernatora wyspy, wspomnianego Ricardo Rossello, które pełne są skandalicznych wypowiedzi - między innymi homofobicznych tekstów o Rickym Martinie, opinii o innych rządzących, czy o ofiarach huraganu Maria. Dwóch byłych pracowników administracji Rossello zostaje aresztowanych przez FBI pod zarzutami kradzieży, oszustwa, zmowy przestępczej i prania brudnych pieniędzy. Ludzie wychodzą na ulice. Bad Bunny przerywa europejską trasę koncertową, aby stanąć na czele protestów. Poza przewodniczeniem (razem z Rickym Martinem) masowym demonstracjom, pierwszym tak ogromnym w kraju, w dobę przygotowuje kawałek z innymi lokalnymi artystami - Residente oraz iLe. Numer "Afilando los cuchillos" (tłum. "Ostrzenie noży"), w którym istotnym elementem tekstu są słowa "nie pozwolę im", staje się hymnem protestów. Policja używa gazu łzawiącego i pieprzowego, ale ludzie się nie poddają. W strajku generalnym wzięło udział pół miliona osób, które zablokowały główne arterie w kraju. Bad Bunny prowadził ich stojąc na półciężarówce, z portorykańską flagą w dłoni i czarną maską na twarzy. Kilka dni później Rossello rezygnuje ze stanowiska.
Gdybym był jak inni artyści, zapomniałbym o tym, co się dzieje i nic bym nie mówiłBad Bunny w Billboard
Odwrócenie narracji i głos w imieniu mniejszości
Bad Bunny może wrócić do robienia muzyki i przygotowuje nowy album, którego tytuł doskonale oddaje to, czym kieruje się w swojej pracy kreatywnej - "YHLQMDLG" (akronim od "Yo Hago Lo Que Me Da La Gana" - "Robię, co chcę"). To prawdziwy hołd dla muzyki, której słuchał jako dziecko, czyli reggaetonu. Nadal nie ucieka od poruszania istotnych problemów społecznych. Jeden z kawałków, "Yo Perreo Sola", czyli "Twerkuję sama", to utwór o kobietach, które chcą, aby w klubie zostawić je w świętym spokoju. Ma dać do myślenia mężczyznom, którzy nękają dziewczyny na imprezach. W klipie Bad Bunny decyduje się na najmocniejszą w swojej karierze zabawę wizerunkiem - prezentuje się w pełnym dragu, jako kobieca wersja samego siebie. Jak potem opowiada, nigdy nie czuł się tak męski jak tego dnia. W klipie pojawia się też neon z hasłem "ani jednej mniej", które jest nawiązaniem do ruchu przeciwko kobietobójstwu w Ameryce Łacińskiej.
"Przemoc wobec kobiet dotyka mnie jako człowieka. Zrobię więc co w mojej mocy, aby się temu sprzeciwić. Mój przekaz nie powinien być traktowany jako feministyczny. To uniwersalny przekaz" - mówił w "Rolling Stone".
Często zwraca też uwagę na społeczność LGBTQ+ oraz jej problemy. Chociażby wtedy, gdy wystąpił w programie Jimmy’ego Fallona w 2020 roku. W trakcie śpiewania jednego ze swoich hitów ubrany w spódnicę rozpiął kurtkę, pod którą ujawnił koszulkę z napisem "zabili Alexę, a nie faceta w spódnicy". Było to odniesienie do zamordowanej w Portoryko trans kobiety, Alexy Negron Luciano. Na scenie nie boi się całować mężczyzn, chociaż identyfikuje się jako osoba heteroseksualna. W mediach społecznościowych wdawał się w długie ranty o tym, jak kobiety nie powinny golić się dla męskiej przyjemności. Homofobię nazywał otwarcie "żenującą". W klipie do utworu "Caro" z płyt "x100pre" pojawiają się modelki plus-size, a także osoby transpłciowe, niebinarne i z niepełnosprawnościami. Jest w nim również scena, w której kobieta maluje wokaliście paznokcie.
Po ukazaniu się klipu do "Yo Perreo Sola" wylała się na niego fala krytyki. Jak mówił w "Rolling Stone" - spodziewał się tego. Wiele osób wsparło jednak jego działania na rzecz mniejszości. "Kocham ten klip" - powiedział w tym samym artykule Ricky Martin, który wyoutował się jako osoba homoseksualna w 2010 roku. "Stał się ikoną dla latynoskiej społeczności queerowej" - mówi artysta o Bad Bunnym. "Rezonuje z pokoleniem, które właśnie odkrywa, kim naprawdę jest. To bardzo orzeźwiające obserwować go w branży znanej z bycia macho" - dodaje. Bad Bunny wykorzystuje swoją popularność, aby odwrócić narrację w patriarchalnym świecie, z którego się wywodzi, zakwestionować zabetonowane role płciowe. Jedną z inspiracji, które wymienia, mówiąc o swoim łamiącym genderowe zasady podejściu, jest uwielbiany przez niego od dzieciństwa wrestling. Jak mówi, kreowane tam persony również łamią te same konwenanse, mają długie włosy i kolorowe stroje, a jednocześnie są bardzo silnymi jednostkami.
Bezkompromisowy hiszpański i zmagania z pandemią
"YHLQMDLG" przynosi Bad Bunny’emu w 2020 roku jego pierwszą nagrodę Grammy oraz pierwsze w historii hiszpańskojęzycznych albumów drugie miejsce na liście Billboardu. W tym samym roku po raz pierwszy pojawia się również jako artysta na Super Bowl - póki co gościnnie podczas występu Shakiry i Jennifer Lopez, prawdopodobnie wtedy jeszcze w ogóle nie marząc, że to właśnie on będzie główną gwiazdą muzycznej przerwy w największym amerykańskim święcie sportu. Zaczyna też spełniać swoje kolejne marzenie - to o aktorstwie. Występuje w serialu "Narcos: Mexico".
Popularność Bad Bunny’ego można oczywiście tłumaczyć tym, że w USA mieszka duża społeczność latynoska - po hiszpańsku mówi tam najwięcej osób poza krajami, gdzie jest on językiem urzędowym. Jednak żadna gwiazda muzyki latynoskiej do tej pory nie pięła się po szczeblach kariery tak szybko w tak krótkim czasie. Zwłaszcza tworząc właściwie stuprocentowo w języku hiszpańskim. Na pytanie, czy przeszkadza mu, że ludzie pytają, czy będzie robił muzykę po angielsku, Bad Bunny odpowiada, że nie. "To uczciwe pytanie. Ale też nikt nie pyta Drake’a, czy kiedykolwiek nagra hiszpańską piosenkę. Kiedy poczuję, że muszę nagrać piosenkę po angielsku, zrobię to, bo tak będę czuł" - tłumaczył w wywiadzie dla "Time".
Pracujący z Bad Bunnym eksperci od rynku muzycznego chwalą przede wszystkim jego inteligencję oraz umiejętność przewidywania przyszłości - to, co w muzyce będzie modne za pół roku on dostrzega od razu. Tworzy też teksty, z którymi wiele osób może się utożsamić - nie brakuje tam odniesień do szybkich aut i dziewczyn oraz poczucia humoru, ale jest też smutek, problemy psychiczne i inne tematy do tej pory rzadko spotykane w gatunku. I nawet jeśli nie rozumie się hiszpańskiego - jego głos jest magnetyczny.
Na początku robiłem, co mogłem. Teraz robię, co chcęBad Bunny w "GQ"
I tu rozwój kariery Bad Bunny’ego po raz kolejny trafia na zupełnie niezależne od niego wyzwanie - tym razem jest to pandemia COVID-19.
Chociaż jego kariera mogłaby w tym momencie przystopować, to Bad Bunny’ego nie da się już zatrzymać. Nie potrafi tego nawet wirus o globalnym zasięgu. Artysta spędza czas ze swoją dziewczyną w izolacji, ale nie próżnuje. Podczas transmisji na żywo z fanami prezentuje kawałki, które miały trafić na jego ostatni album, ale nie zostały ostatecznie na nim umieszczone. Spotykają się z takim entuzjazmem, że postanawia je wydać na krążku "Las que no iban a salir", co po polsku oznacza po prostu "Te, które nie miały zostać wydane". Praca staje się dla niego niejako eskapizmem, więc w pandemii wydaje jeszcze jeden album - "El Ultimo Tour del Mundo" (tłum. - "Ostatnia trasa na świecie"). Eksploruje nowe gatunki takie jak elektronika, czy nawet rock. Konceptem krążka jest podróż w czasie - Bad Bunny przenosi się dziesięć lat w przyszłość i wyobraża sobie, jak będzie wyglądała jego muzyka na ostatniej trasie koncertowej w 2030 roku. Również ten album został nagrodzony Grammy w kategorii Musica Urbana. Wyprzedza on też swojego poprzednika, będąc pierwszym w historii albumem w całości po hiszpańsku na pierwszym miejscu listy Billboard.
Towarzyszy mu też nietypowa promocja - Bad Bunny daje między innymi koncert w Nowym Jorku na dachu poruszającego się tira. Dziękuje pracownikom pierwszej linii za ich pracę w pandemii. Na koniec zatrzymuje się pod szpitalem w Harlemie, gdzie śpiewa dla pracowników ochrony zdrowia. Wszystko to dzieje się w kolejną rocznicę huraganu Maria.
Sam znalazł eskapizm w pracy, a inni - w jego muzyce. W 2020 roku po raz pierwszy staje się najbardziej streamowanym artystą na Spotify i status ten utrzymuje przez kolejne lata - był nim również w roku ubiegłym. Pierwszy koncert po pandemii daje oczywiście w Portoryko. Jest to gigantyczna produkcja, z zaproszonymi gośćmi, a sam Bad Bunny pojawia się na niej, a jakże, na wielkim tirze. - Jestem wasz na zawsze - mówi wtedy do zebranych lokalnych fanów. Towarzysząca albumowi trasa staje się rekordową, najlepiej sprzedającą się trasą w historii muzyki latynoskiej.
Jeśli w dwa lata sprawiłem, że stałem się gwiazdą, to spodziewam się, że w ciągu kolejnych dwóch będę w stanie zostawić po sobie śladBad Bunny w "The Fader"
Globalny sukces bez kompromisów
Chociaż może się wydawać, że w muzyce osiągnął już niemal wszystko, to najlepsze wciąż przed Bad Bunnym. W 2022 roku na rynek trafia "Un Varano Sin Ti" (tłum. "Lato bez ciebie"). To kolejny album, który bije wszelkie rekordy, jakie zostały jeszcze do pobicia na rynku. I to właściwie bez żadnej promocji oraz wydanych singli. Reggaeton, cumbia i latynoski pop w jego wykonaniu, bez żadnego dostosowania pod anglojęzyczny rynek, przejmują streamingi. W trzy dni na Spotify "Un Varano Sin Ti" zalicza 180 milionów odtworzeń, w tydzień 273 miliony i staje się największym debiutem w historii tego serwisu, a także najbardziej streamowanym albumem w ogóle na Spotify.
Przynosi on również artyście 13 tygodni na pierwszym miejscu listy Billboard, pierwszą dla albumu po hiszpańsku nominację do głównej nagrody Grammy (ostatecznie statuetkę wygrał wtedy Harry Styles), czy też tytuł pierwszego nieanglojęzycznego artysty z największą ilością streamów na Spotify trzy lata z rzędu. Po "Un Varano Sin Ti" w 2023 roku wydał kolejny świetny album - "Nadie Sabe Lo Que Va a Pasar Manana" (tłum. "Nikt nie wie, co stanie się jutro") - kolejny zajmujący pierwsze miejsca na listach przebojów i kolejny nominowany do Grammy. Zrobił to wszystko w swoim języku, nie idąc na absolutnie żaden kompromis, zawsze wierząc, że muzyka latynoska jest tak samo dobra jak amerykańska i nie chcąc zmieniać samego siebie pod wpływem rosnącej popularności. Do tego otworzył drzwi innym artystom latynoskim, a latin trap uczynił jednym z najpopularniejszych gatunków, z którym liczyć zaczęły się media oraz kapituły rozdające nagrody.
W obecnych czasach to największe wyzwanie w muzyce: nawiązanie kontaktu z ludźmi. Są artyści, którzy śpiewają na niesamowitym poziomie, ale nie potrafią nawiązać tego połączenia. Częścią tego, że mam tylu fanów, jest to, że jestem szczery, czy to przez moje piosenki o seksie, czy miłości, czy o moim smutku, czy o Portoryko. Nie chcę być kimś, kim nie jestem, i pokazuję to w tym, jak się prezentuję na ulicach i w mediach społecznościowych oraz wywiadach. Nie jestem fałszywy. Myślę, że ludzie, nieważne w jakim mówią języku, czują toBad Bunny w "Interview Magazine"
W międzyczasie Ocasio realizuje inne swoje marzenia - wspomniane wcześniej aktorstwo (wystąpił chociażby w filmie "Bullet Train" z Bradem Pittem, pojawił się w Simpsonach), wrestling (wystąpił na WrestleManii i jak twierdzi - te swoje występy odtwarza w kółko, w przeciwieństwie do muzycznych), czy modę - na swoim koncie ma współpracę z Crocs, Calvinem Kleinem, czy Adidasem, a jego stylizacje, chociażby na prestiżowej Met Gali, są zawsze szeroko komentowane i doceniane. Jako jedyny mężczyzna poza twórcą magazynu, Hugh Hefnerem, trafił solo na okładkę Playboya. W wywiadzie dla czasopisma przypomniał, że "biznes muzyczny i społeczeństwo generalnie traktuje kobiety jakby były niczym". "Kobiety to istoty ludzkie i zasługują na szacunek i takie samo traktowanie jak każdy inny" - dodał. W 2021 roku inny prestiżowy magazyn, "Time", umieścił go na liście 100 najbardziej wpływowych osób na świecie. Na uniwersytetach jest tematem prac naukowych i seminariów. On sam nie zapomina jednak w tym wszystkim o swojej ojczyźnie, gdzie wspiera lokalną społeczność chociażby działaniami swojej fundacji - nazwanej przewrotnie "Good Bunny".
Swoją relację z rodzinnym Portoryko naprawdę ukoronował na swoim ostatnim albumie, wydanym w 2025 roku "Debi Tirar Mas Fotos", czyli "Powinienem był robić więcej zdjęć". To intymny, refleksyjny album, na którym jednocześnie nie brakuje tego, do czego Bad Bunny nas przyzwyczaił, czyli porywających do tańca rytmów. Poddaje się na nim nostalgii i obserwuje zachodzące w jego rodzinnym Portoryko zmiany, takie jak gentryfikacja, czy wpływ agresywnej turystyki na wyspę.
Ten temat poruszył też chociażby w kawałku "El Apagon" z "Un Verano Sin Ti", w którym zwracał uwagę na problem gentryfikacji, wzrostu cen oraz wyrzucania ludzi z ich własnych domów. Śpiewa - "to moja ziemia", "to moja plaża”, tworząc niejako hymn o niezłomności miejscowej ludności i ich kultury, którą będzie jeszcze bardziej podkreślał na swoim kolejnym albumie. Piosence towarzyszył poruszający te kwestie film dokumentalny.
Trzy lata temu byłem obywatelem jak każdy inny, odczuwałem problemy tego kraju jak każdy inny. Kiedy zwiększały się ceny benzyny, krzyczałem na ten temat jak każdy inny, kiedy podnosili opłaty za drogi ekspresowe - też krzyczałem. Byłem na tyle biedny, że musiałem polegać na stypendium, aby móc się uczyć. Widzę problemy z bliska i dotykają mnie tak samo, bo dotyczą ludzi, których kochamBad Bunny w "GQ"
"Debi tirar mas fotos" również łączy się ze specjalnie wydanym z tej okazji filmem. Tym razem nie jest to jednak dokument, a krótka produkcja fabularna o starszym mężczyźnie, który nie rozpoznaje swojej własnej okolicy. Chociaż mieszkał w niej całe życie, to nowi mieszkańcy patrzą na niego jak na dziwaka. Lokalna piekarnia, do której chadzał, zamieniła się w modną i drogą kawiarnię, w której kasjerka nie zna dobrze hiszpańskiego. Menu nie jest już miejscowe, a płacić można jedynie kartą. Mężczyźnie pomagają miejscowi, którzy wciąż tam są, chociaż nie mają już dominującej roli. W filmie pojawia się też postać ubranej w ludzki strój gadającej żaby drzewnej coqui pochodzącej z Portoryko. To właśnie do niej starszy mężczyzna mówi, że żałuje, że nie robił więcej zdjęć, kiedy jego wyspa wyglądała jeszcze tak, jak ją pamięta. Uszczęśliwia go zasłyszany z przejeżdżających samochodów reggaeton, a żaba proponuje: może powinniśmy zrobić zdjęcie teraz?
Album "DtMF" wzbudza ogromne emocje. Nie tylko u Portorykańczyków, ale na całym świecie. Na TikToku zaczyna królować nostalgiczny trend, w którym ludzie zastanawiają się nad tym, co bezpowrotnie stracili. Symbolem tego wszystkiego stają się białe ogrodowe krzesła z okładki, które latynoska społeczność od razu odczytuje jako nawiązanie do rodzinnych imprez i rozmów. Ale nie tylko latynoska - nostalgia powiązana z albumem rozlewa się wszędzie. Chociażby utwór "Le Que Le Paso a Hawaii" poruszający temat kolonializmu i agresywnej turystyki, w którym Bad Bunny śpiewa "Chcą zabrać mi rzekę, plażę i chcą, aby moi sąsiedzi i babcia wyjechali", jak również "nie chcę, aby zrobili wam to, co zrobili Hawajom". Rezonuje on we wszystkich miejscach, gdzie ludzi próbowano pozbawić ich tożsamości - na przykład wśród Palestyńczyków.
Bad Bunny pokazuje na ostatnim albumie, który trafił do niemal wszystkich podsumowań jako jedno z najlepszych dokonań muzycznych 2025 roku, jak bogata jest historia i kultura Portoryko i że warto ją zatrzymać. Do zrobienia wizualizacji, które towarzyszą piosenkom na platformie YouTube, zaprosił historyka Jorella Melendeza-Badillo. Wyglądają niczym prezentacje zrobione w programie PowerPoint, a ich zadaniem jest zapoznanie słuchacza (a w tym przypadku właściwie widza) z historią regionu. Nie są to tylko ciekawostki dla znawców, a podstawowa wiedza, która szerszemu odbiorcy nie jest znana.
Obawa przed ICE
W ramach koncertowej promocji albumu Bad Bunny postanowił zagrać naprawdę va bank - zaczął od 30-dniowej rezydencji w San Juan, stolicy Portoryko. Dziewięć z tych koncertów było zarezerwowanych jedynie dla mieszkańców. Przy ich ogłaszaniu zapewnił, że w przyszłości odwiedzi też inne miejsca na świecie, ale dodał: - Jestem w Portoryko, jestem w domu, dobrze się bawię i, szczerze, nie chce mi się wyjeżdżać. Jego kilkumiesięczny pobyt i koncerty w ojczyźnie miały zaskakujący efekt w postaci krótkotrwałego pobudzenia wzrostu gospodarczego regionu.
Jednak, tak jak obiecał, Bad Bunny ogłosił później trasę światową - znalazły się na niej między innymi Kostaryka, Meksyk, Kolumbia, Peru, Brazylia, Australia, Japonia, Hiszpania, Niemcy, Francja, Szwecja, Belgia oraz Polska. 14 lipca wystąpi na Stadionie Narodowym w Warszawie. Bilety na ten koncert zniknęły w mgnieniu oka i prawdopodobnie przyciągnie on do stolicy również zagranicznych fanów. Na liście krajów, które odwiedzi, zabrakło jednak jednego, wydawałoby się, kluczowego miejsca - Stanów Zjednoczonych.
"Jest wiele powodów, dla których nie zagram w USA, żaden nie jest powodowany nienawiścią - występowałem tam przecież wielokrotnie. Wszystkie koncerty były sukcesem" - tłumaczył swoją decyzję Bad Bunny w wywiadzie dla magazynu iD we wrześniu ubiegłego roku. "Latynosi i Portorykańczycy z USA mogą też przyjechać tutaj (do Portoryko - red.) albo do jakiejkolwiek innej części świata. Był problem z p…onym ICE (U.S. Immigration and Customs Enforcement, czyli amerykański urządu ds. imigracji i egzekwowania ceł - red.), które mogłoby być obecne w okolicy moich koncertów. To coś, o czym mi mówiono i czym ludzie się bardzo martwili" - dodał.
To nie pierwszy raz, kiedy wokalista wyraził swoje wsparcie dla społeczności imigrantów w USA. Taki przekaz zawierał chociażby jego klip "Nuevayol" z "DtMF", w którym było słychać przypominający Trumpa głos w radiu mówiący: "Popełniłem błąd. Chcę przeprosić imigrantów w Ameryce. Mam na myśli Stany Zjednoczone. Wiem, że Ameryka to cały kontynent. Chcę powiedzieć, że ten kraj jest niczym bez imigrantów. Ten kraj jest niczym bez Meksykanów, Dominikańczyków, Portorykańczyków, Kolumbijczyków, Wenezuelczyków i Kubańczyków".
Cały świat zatańczy
Pod koniec września Bad Bunny zaskoczył jednak wszystkich, decydując się przyjechać do USA na jeden wyjątkowy koncert. "Myślałem o tym ostatnio i po omówieniu tego z moim zespołem, myślę, że wystąpię tylko raz w Stanach Zjednoczonych" - przekazał w mediach społecznościowych. W taki sposób ogłosił, że wystąpi na najważniejszej imprezie sportowej w Stanach Zjednoczonych - Super Bowl. Występ w przerwie tego meczu to prawdziwy prestiż - tego zaszczytu dostąpili do tej pory chociażby Prince, Rihanna, Kendrick Lamar, czy Beyonce.
Spotkało się to oczywiście z falą krytyki, głównie ze strony republikanów. "Nie wiem, kim on jest" - powiedział prezydent USA Donald Trump zapytany o występ Ocasio.
Doradca prezydenta Donalda Trumpa w Departamencie Bezpieczeństwa Krajowego, a wcześniej szef jego kampanii prezydenckiej, Corey Lewandowski zapewnił podczas występu w programie "The Benny Show", że agenci ICE będą obecni na Super Bowl. - Nie ma miejsca, które mogłoby zapewnić bezpieczne schronienie osobom przebywającym w tym kraju nielegalnie. Ani na Super Bowl, ani nigdzie indziej. Znajdziemy was, zatrzymamy, umieścimy w areszcie i deportujemy - mówił. Zaznaczył, że jest to "bardzo realna sytuacja za tej administracji", w przeciwieństwie do tego, "co było kiedyś". Skomentował też sam wybór portorykańskiego artysty. - To haniebne, że zdecydowali się wybrać kogoś, kto najwyraźniej bardzo nienawidzi Ameryki, aby reprezentował ich w przerwie meczu - stwierdził.
Bad Bunny ma jednak na to wszystko krótką odpowiedź, którą wypowiedział chociażby podczas swojego występu w programie "Saturday Night Live" w październiku: macie cztery miesiące na nauczenie się hiszpańskiego. W ostatniej reklamówce występu widzimy go tańczącego z postaciami reprezentującymi różne środowiska. Łączy ich on - Bad Bunny. Który ma dla nas jeden przekaz - cały świat zatańczy.
Jedno jest pewne - jeśli po swoim wielkim występie będzie chciał odpocząć, to zawsze może wrócić do domu, aby być w otoczeniu rodziny. "Zawsze dziękuję Bogu, że ja, moi przyjaciele i moja rodzina stąpamy twardo po ziemi. Idę do domu taty i czuję się tam zrelaksowany. Tak normalnie. Jakby nic się nie działo. Poza tym domem może świat słucha i mówi o mnie, ale tam jest po staremu. Nic się nie zmieniło. Mój tata nie zachowuje się inaczej i nie traktuje mnie inaczej. To dla mnie piękne, że jadę tam, a oni cały czas patrzą na mnie oczami mówiącymi: 'Chodź tu, Benito Antonio. Dziecinko, synu" - opowiadał w rozmowie z "Time".
Moim jedynym celem jest to, aby ludzie zawsze pamiętali moją muzykę i doceniali ją za 10 i 20 lat. Żeby mieli świetne wspomnienia z tymi piosenkami i żeby one nie umarły. Serio. Jestem gotów robić piosenki, które nie umrąBad Bunny w "The Fader"
Autorka/Autor: Martyna Nowosielska-Krassowska
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Thais Llorca/EPA/PAP