Kolumbia zmaga się z katastrofalnymi powodziami po intensywnych opadach. W minionym tygodniu załamanie pogody doprowadziło do śmierci co najmniej 14 osób. Zniszczonych zostało dziewięć tysięcy domów, a niemal 50 tysięcy rodzin ucierpiało w wyniku żywiołu, jak poinformował w piątek prezydent Gustavo Petro. W mediach społecznościowych opublikował emocjonalny wpis.
"Mamy arktyczny zimny front nad Kolumbią. To nie żart"
"W dotychczasowej historii nie odnotowano tak silnego napływu arktycznego zimnego prądu na południe [...] W regionie wystąpiły ilości opadów bez precedensu w dostępnych danych statystycznych" - przyznał Petro. Prezydent powiązał to nietypowe zjawisko ze zmianami klimatu. "Mamy arktyczny zimny front nad Kolumbią. To nie żart" - napisał w sobotę. W jego ocenie ma to wiązać się z "chciwością, z jaką obecnie zarządzane są zbiorniki wodne" w kraju. "Tylko po to, aby umożliwić funkcjonowanie elektrowni gazowych, które powodują dziesięciokrotny wzrost cen energii w porównaniu z kosztami elektrowni wodnych, nie pozwolono im działać i zapełniono je ponad ich maksymalną pojemność" - dodał.
Ulewy uderzyły w okres tradycyjnie suchy, powodując lokalne wezbrania rzek i powodzie głównie na północy i północnym zachodzie kraju, w departamentach Cordoba i Sucre. Zniszczone zostały drogi, domy i uprawy, co pogłębiło kryzys w regionie Karaibów.
Rząd zapowiada szybką reakcję. - Będziemy działać wspólnie z wojskiem, rozbierając tamy, które utrudniają odpływ wody w strefie katastrofy, a tereny odebrane bagnom i kanałom zostaną przywrócone, by złagodzić skutki powodzi - zapewnił Petro.
Kolumbijski Instytut Hydrologii, Meteorologii i Studiów Środowiskowych ostrzega przed dalszym zagrożeniem. W weekend do regionu Karaibów miał dotrzeć kolejny zimny front z północy, co może nasilić opady.
Opracowała Julia Zalewska-Biziuk
Źródło: PAP, tvnmeteo.pl
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/CARLOS ORTEGA