Zbiórka cieszy się dużą popularnością: w piątek po godzinie 12 przekroczyła już 250 tysięcy złotych z zamierzonych 500 tysięcy.
"Skoro politycy zawiedli, my bierzemy się do roboty. Jak zwykle, kiedy panowie w garniturach zbijają sobie kapitał polityczny i karmią się historycznymi resentymentami, my po prostu robimy swoje" – pisze fundacja Sikorki na Ukrainie, będąca organizatorką zbiórki. Fundacja wspiera ukraińskich żołnierzy walczących z Rosją, a także medyków i wolontariuszy. Dostarcza między innymi sprzęt medyczny, leki i samochody.
Organizatorzy tłumaczą, dlaczego zdezelowane autobusy są tak cenne dla mieszkańców Winnicy, "To nie jest kwestia luksusu czy wygody. To kwestia utrzymania funkcji życiowych miasta w trakcie wojny. Rosja od miesięcy systematycznie niszczy ukraińską infrastrukturę energetyczną. Kiedy następują blackouty (a tam to codzienność), staje cała komunikacja oparta na prądzie. Sieć tramwajowa i trolejbusowa staje się bezużyteczna. Bez tradycyjnych autobusów spalinowych miasto jest całkowicie sparaliżowane. Ludzie nie mają jak dotrzeć do pracy, do szpitali czy do punktów dystrybucji pomocy" – czytamy w opisie zbiórki.
Jeśli zbiórka przekroczy zamierzony cel, fundacja deklaruje dokupienie kolejnych pojazdów. A jeśli zakup autobusów okaże się niemożliwy, zebrane pieniądze zostaną przekazane na cele związane z ochroną cywili przed rosyjskimi nalotami powietrznymi.
Będzie licytacja
Rzeczniczka kieleckiego urzędu miasta Barbara Sipa potwierdza, że takie rozwiązanie, jakie proponują organizatorzy zbiórki, jest możliwe. Nie oznacza to jednak, że będzie to proste. - W takiej sytuacji te autobusy po wycenie będą musiały być wystawione na licytację - tłumaczy urzędniczka, zastrzegając, że prawnicy kieleckiego magistratu wciąż weryfikują tę sytuację.
Nasza rozmówczyni zwraca uwagę na ogromne zainteresowanie, którym cieszy się zbiórka. Jej zdaniem świadczy to o tym, że Kielczanie popierają przekazanie pojazdów Winnicy - a przeciwni temu są tylko niektórzy radni. - Wykorzystali sytuację – podsumowuje Sipa.
Awantura w samorządzie
Sprawa przekazania 15 wycofanych z eksploatacji autobusów marki Solaris dla ukraińskiego miasta partnerskiego Winnica stała się zarzewiem ostrego konfliktu w kieleckim samorządzie. Przeciwni byli radni Maciej Jakubczyk (radny niezrzeszony) i Marcin Stępniewski (PiS). Jakubczyk zakwestionował autentyczność prośby mera Winnicy i odmówił wizytacji bazy przewoźnika, nazywając całą sytuację "szytą grubymi nićmi".
Jak przekazała prezydentka Kielc Agata Wojda, mer Winnicy Sergiej Morgunow wycofał wniosek, by nie psuć relacji. Wojda ostro skrytykowała radnych opozycji, Marcina Stępniewskiego i Macieja Jakubczyka, zarzucając im szerzenie niepełnych informacji i budowanie atmosfery strachu oraz pogardy. Według władz miasta, radni w mediach społecznościowych pominęli kluczowy fakt, że chodzi o pojazdy 17-letnie, które są wycofywane z użytku ze względu na standardy obowiązujące w Polsce i ich wartość rynkowa jest minimalna - prawdopodobnie trafiłyby na sprzedaż na części lub do kasacji.
Marcin Stępniewski z PiS uznał wycofanie wniosku za sukces presji radnych i mieszkańców, którzy sprzeciwili się przekazywaniu majątku w obliczu trudnych relacji historycznych. - Kielczanie wprost sprzeciwili się przekazywaniu majątku w sytuacji, w której rządzący Ukrainą tak naprawdę jakkolwiek nie szanują tej pomocy - stwierdził przewodniczący klubu radnych PiS w kieleckiej radzie miasta. Przywołał decyzję prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który niedawno nadał jednostce specjalnej wojska imię "Bohaterów UPA" oraz przykład zmiany nazwy ulicy w Winnicy na im. Stefana Bandery.