Wyszedł na podwórze, wrócił postrzelony. Kapsel, członek rodziny. Konał sześć godzin

TVN24

Kapsel żył ze swoją ludzką rodziną siedem latarchwium prywatne
wideo 2/2

Kapsel wyszedł na podwórze. Po trzech godzinach jego opiekunka usłyszała go pod drzwiami. Nie szczekał jak zwykle. Piszczał. - Cały się trząsł. Sierść miał najeżoną. Serce biło mu szybko, z trudem oddychał. Położył się w kojcu, a mnie już łzy szły do oczu. Był z nami siedem lat, traktowaliśmy go jak członka rodziny - opowiada Nina. Dopiero po śmierci jamnika weterynarz ujawnił w jego jelitach śrut.

W jednym z domów na ulicy Poloczka w dzielnicy Grabownia w Rybniku suka chyba miała cieczkę. Nina widziała, że przed tamtą posesją zbiera się codziennie zgraja psów. Jej Kapsel, siedmioletni jamnik feralnego dnia mógł być wśród nich.

1 stycznia o 10 Kapsel wyszedł na podwórze - ogrodzone, ale jamnik mógł się pod nim przeczołgać. Nie wyglądał na bezpańskiego przybłędę - na czarnej sierści lśniła czerwona obroża. O 13 wrócił do domu. Trzy godziny go nie było - tyle wiadomo na pewno. Ale kiedy padł strzał? Skąd?

Wrócił pod drzwi i nie szczekał jak zwykle. Piszczał.

- Cały się trząsł. Sierść miał najeżoną. Serce biło mu szybko, z trudem oddychał. Położył się w kojcu, a mnie już łzy szły do oczu. Był z nami siedem lat, traktowaliśmy go jak członka rodziny - opowiada Nina.

Kapsel był członkiem ludzkiej rodziny
archiwum prywatne

Grzeczny i wierny

Kapsel był członkiem ludzkiej rodziny
archiwum prywatne

Wakacje nad morzem - Kapsel jechał z nimi. Ryzykowali, że nikt im noclegów nie sprzeda i będą dwa tygodnie spać w samochodzie. Ale gdyby go zostawili, umarłby z tęsknoty.

Nina: - Młodsza córka ma dwa lata i jak to dziecko robiła z nim wszystko, za ogon pociągnęła, za ucho, usiadła na nim, a on ani warknął. Taki był spokojny, grzeczny, wierny.

Śmierć i śrut

Mąż pocieszał Ninę, że może Kapsel zadarł z psami i któryś go drapnął albo ugryzł, bo na boku miał ranę.

Ale nie polepszało mu się. Gdy zaczął wymiotować, zabrali go do lekarza weterynarii.

- Dał psu antybiotyki i leki na wymioty. Kapsel chodził, ale było z nim coraz gorzej. Mąż wziął go do kliniki weterynaryjnej w Gliwicach, gdzie mają rentgen.

Nie dotarli na prześwietlenie. Kapsel zmarł po drodze w samochodzie. Po sześciu godzinach od powrotu do domu, tak długo konał.

Dopiero wtedy ich tknęło, że to mogło być postrzelenie. Od ugryzienia byłaby większa rana, a nie mała dziura. I psu nie spadła by temperatura do 34 stopni.

Rodzinie nie dawało to spokoju i prześwietlili zwłoki psa. Nina: - Okazało się, że w jelitach ma śrut. Zgłosiliśmy to na policji.

Prześwietlenie Kapsla po śmierci ujawniło śrut w jelitach
archiwum prywatne

Dochodzenie i nagroda

- Zabezpieczyliśmy zwłoki psa, prokuratura zarządziła sekcję zwłok w celu ustalenia przyczyn śmierci. Prowadzimy dochodzenie w kierunku artykułu 35 ustawy o ochronie zwierząt, dotyczącego zabicia zwierzęcia, za co grozi do trzech lat więzienia - mówi Artur Sola z policji w Rybniku.

Rodzina Kapsla wyznaczyła nagrodę - 1000 złotych - za pomoc w ustaleniu sprawcy postrzelenia.

Nina: - Nie chce mi się wierzyć, że nikt nie widział, co się stało. Było święto, Nowy Rok, środek dnia. Wszyscy w domu. A nasza dzielnica to dawna wieś, wszyscy się znają. Ślepa ulica i raptem pięć domów. To się stało wśród nas.

Kapsel był członkiem ludzkiej rodziny
archwium prywatne

Autor: mag/gp / Źródło: TVN 24 Katowice