Protest prowadzą przedstawiciele związków zawodowych, w tym Związku Zawodowego Pracowników ZUS należącego do OPZZ. Decyzja o okupacji siedziby instytucji była konsekwencją braku porozumienia w negocjacjach płacowych.
Jak poinformowało Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, rozmowy dotyczyły podziału środków wynikających ze wzrostu funduszu wynagrodzeń o 3 procent. Pracodawca zaproponował podwyżkę w wysokości 180 zł na etat, co - zdaniem związkowców - jest propozycją całkowicie niewystarczającą. Wcześniejsza oferta, opiewająca na około 241 zł wraz ze składnikami wynikającymi z zakładowego układu zbiorowego pracy, również nie spełniła oczekiwań.
"Spaliśmy w centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych"
W czwartek przed siedzibą Zakładu Ubezpieczeń Społecznych odbyła się konferencja związku zawodowego pracowników instytucji. Ilona Garczyńska z zarządu zrzeszenia Związkowej Alternatywy w ZUS poinformowała, że protestujący przebywają na terenie zakładu od środy, godziny 10, kiedy rozpoczęły się rozmowy w sprawie podziału funduszu wynagrodzeń.
- Pracodawca nie wpuścił profesjonalnych pełnomocników z kancelarii Dubois, którzy mieli reprezentować nasz związek, natomiast nie miał skrupułów, żeby wziąć swoich radców prawnych. Odmówił nam prawa do profesjonalnej reprezentacji – podkreśliła.
Jak dodała, spotkanie odbyło się "zbyt późno", ponieważ "zgodnie z zakładowym układem zbiorowym pracy, podwyżki na kontach pracowników powinny być najpóźniej 1 kwietnia, natomiast dopiero wczoraj rozpoczęły się rozmowy".
- W związku z tym (…) zdecydowaliśmy się nie opuszczać Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, spaliśmy tutaj na miejscu, w centrali, na krzesłach. Czekamy na decyzyjną osobę, umocowaną w Ministerstwie Finansów – stwierdziła.
Jak zauważyła, w środę przedstawiciele związku byli w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, jednak minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk "nie zdecydowała się przyjść i poprzeć pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych".
- Przypominam, że pani Dziemianowicz-Bąk bardzo chętnie uczestniczy w spotkaniach, gdzie protestują pracownicy firm prywatnych. Natomiast w instytucji jej podległej nie miała ochoty z nami rozmawiać – zaznaczyła działaczka.
Apel o spotkanie
Rzeczniczka prasowa zarządu głównego związku, Marta Markun, w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych organizacji, zwróciła uwagę, że pracownicy od dawna apelują o rozmowy z przedstawicielami resortów posiadających realne kompetencje decyzyjne. - Prezesi prowadzili rozmowy z resortami, ale naszym postulatem od początku było, abyśmy to my mogli rozmawiać bezpośrednio z przedstawicielami ministerstw - podkreśliła.
Przewodnicząca Beata Wójcik zapowiedziała, że protest będzie kontynuowany również w okresie świąt wielkanocnych. - Mamy wsparcie rodzin i zamierzamy te święta spędzić w ZUS-ie - powiedziała. Związkowcy oczekują rozmów z osobą uprawnioną do zawarcia porozumienia i przedstawienia konkretnych rozwiązań.
Związkowcy: jesteśmy jak tania siła robocza
- Chcielibyśmy, żeby wszyscy zauważyli, że wykonujemy ogrom pracy, często ponad normę, a wynagrodzenia nie odzwierciedlają tego wysiłku. W ostatnich latach jesteśmy traktowani jak tania, wręcz bezpłatna siła robocza - oceniła Markun.
Wójcik dodała, że niezadowolenie finansowe wynika również z faktu, iż wiele zadań realizowanych jest w formie nadgodzin, co odbywa się kosztem wynagrodzeń podstawowych. - Nadgodziny po prostu "zjadają" nasze pensje. To trwa od wielu lat i dlatego mówimy "dość" - zaznaczyła.
Obecnie w proteście uczestniczy ponad 30 osób. Związkowcy nie wykluczają wprowadzenia systemu rotacyjnego, który pozwoli na odpoczynek części protestujących. Zapewniają, że wszystkie działania prowadzone są zgodnie z prawem mimo zarzutów pracodawcy, że protest nie ma formalnego umocowania.
- Rozważamy różne formy protestu, również głodowy. Jesteśmy zdeterminowani i czekamy na konkretną propozycję ze strony rządzących - powiedziała Wójcik. - Liczymy, że wreszcie zostanie dostrzeżona nasza praca, determinacja i obciążenie, z jakim mierzymy się od wielu lat - dodała.
Związkowcy podkreślają, że decyzja o okupacji centrali wynika z wielomiesięcznego braku dialogu społecznego i ignorowania postulatów pracowniczych. Zapowiadają, że pozostaną w siedzibie ZUS do momentu rozpoczęcia realnych negocjacji z udziałem przedstawiciela Ministerstwa Finansów, który będzie miał uprawnienia do podejmowania decyzji wykraczających poza dotychczasowe ograniczenia budżetowe.
Źródło: OPZZ, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock