|

Zamiast przeszczepów nerek robią botoks. Miały dość walenia głową w mur

Dyżurka lekarska na oddziale, którym kieruje dr Anna Kwiatkowska
Dyżurka lekarska na oddziale, którym kieruje dr Anna Kwiatkowska
Kobiety i mężczyźni w chirurgii mogą robić to samo, ale droga do tego wciąż nie jest równa, z różnych powodów. Zdarza się, że kobiety w ogóle nie są rozpisywane do większych zabiegów. Są też sytuacje, w których kobiety wracające po urlopie macierzyńskim są wysyłane do przychodni, bo ich przełożeni i koledzy uważają, że zapomniały wszystkiego, czego się nauczyły. O tym mówi w rozmowie z TVN24+ Małgorzata Nowosad, chirurżka, transplantolożka i prezeska Fundacji "Kobiety w chirurgii".Artykuł dostępny w subskrypcji

Zuzanna Kuffel: Dziś możemy już powiedzieć, że kobiety i mężczyźni w chirurgii w Polsce mają równe szanse?

Małgorzata Nowosad, prezeska Fundacji "Kobiety w chirurgii", chirurżka i transplantolożka: Generalnie możemy robić to samo, ale droga do tego wciąż nie jest równa, z różnych powodów. Już na studiach odstrasza się dziewczyny od specjalizacji zabiegowych. Niektórzy robią to słownie, inni pośrednio, na przykład wysyłając studentki na dużo nudniejsze albo nieprzyjemne pod względem zapachu zabiegi, a studentów na te, podczas których faktycznie można się zarazić pasją do chirurgii. Częściowo wynika to ze źle rozumianej troski o przyszłość tych młodych kobiet. Bardzo chciałybyśmy, żeby to już się skończyło - żeby pozwalano nam decydować o tym, jak ma wyglądać nasza droga i co chcemy robić.

Już po studiach, w trakcie specjalizacji, jednym z problematycznych obszarów jest macierzyństwo, zwłaszcza że w Polsce opieka nad dzieckiem przeważnie spada jednak na kobietę, która poza tym, że pracuje jako lekarka, jest też menedżerką życia rodzinnego.

OGLĄDAJ: Pani mnie będzie operować?
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Pozostało 90% artykułu
Czytaj także: