Sprawa Mogilna pod lupą rzecznika. "Ta sytuacja jest szokująca"

Szpital w Mogilnie
Dr Jacek Opinc: chyba nawet Robert Lewandowski takich pieniędzy nie zarabia
Źródło zdj. gł.: TVN24
Doktor Jacek Opinc, Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy, potwierdza w rozmowie z TVN24, że jego biuro zajmuje się sprawą szpitala w Mogilnie z urzędu, po doniesieniach medialnych. - Ani dwa lata temu, ani dwa dni temu nie wpłynęła do nas żadna formalna skarga. Dla mnie ta sytuacja jest szokująca - mówi.

Przypomnijmy, sprawa związana ze szpitalem w Mogilnie dotyczy działalności spółki Spine z.o.o, założonej przez neurochirurgów z Bydgoszczy. O nadużyciach, dotyczących rozliczania przez nią procedur medycznych, pisała Wirtualna Polska. "W małych placówkach powiatowych lekarze seriami wykonywali kilkuminutowe zabiegi, ale zdaniem NFZ sprawozdawali zdecydowanie droższe procedury. Setkom pacjentów założono identyczną dokumentację medyczną. Stawki, jakie za realizację procedur miała dyktować lecznicom spółka, sięgały nawet 26 tysięcy złotych za godzinę i 300 tysięcy "dniówki". Szpital w Mogilnie zgłosił sprawę do prokuratury. Pochylił się nad nią również rzecznik odpowiedzialności zawodowej lekarzy.

W 2025 roku do Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy wpłynęło w całym kraju około 4,5 tysiąca skarg. Część z nich zakończyła się postępowaniem przed sądem lekarskim, inne objęto nadzorem lub przedłużono ze względu na złożoność spraw. Jak wyjaśnia w rozmowie z reporterem TVN24 Pawłem Łukasikiem dr Jacek Opinc, "Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej pełni funkcję podobną do prokuratora, tyle że w środowisku lekarskim".

- Część to postępowania przed sądem lekarskim, część dotyczy nadzoru nad sprawami prowadzonymi przez okręgowych rzeczników, a część to prolongaty - dodaje.

"Zajmujemy się sprawą z urzędu"

- Ani dwa lata temu, ani dwa dni temu nie wpłynęła do nas żadna formalna skarga. Zajmujemy się jednak sprawą z urzędu, w związku z doniesieniami prasowymi i medialnymi. Żyjemy w rzeczywistości, w której słuchamy, czytamy i reagujemy - tłumaczy dr Opinc.

- Dla mnie ta sytuacja jest szokująca, bo przeciętny lekarz w Polsce zarabia 100-150 złotych za godzinę i są to godziwe pieniądze. Natomiast kwoty, o których mówi się w sprawie Mogilna, są nieporównywalne - nawet Robert Lewandowski takich pieniędzy nie zarabia - komentuje.

"Nie oceniam szpitala, lecz konkretnego lekarza"

Naczelny Rzecznik zwraca uwagę, że prowadzenie takiej sprawy wymaga czasu i dokładnego ustalenia faktów. - Najpierw sprawę trzeba zbadać, ocenić, zebrać materiał, a dopiero później można formułować opinie i wnioski. To nie dzieje się z dnia na dzień - mówi.

- Rzecznik odpowiedzialności zawodowej nie ocenia instytucji. Nie oceniam więc szpitala w Mogilnie, lecz konkretnego lekarza. Może się okazać, że spółka neurochirurgów, o której mowa, zatrudniała kilku czy kilkudziesięciu specjalistów z różnych miast. Musimy ustalić, o kogo dokładnie chodzi i które izby lekarskie powinny się tym zająć - tłumaczy.

"Środowisko neurochirurgiczne jest tym oburzone"

Dr Opinc przekazuje również, że jest w stałym kontakcie z Okręgowym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej w Toruniu, na którego terenie znajduje się szpital w Mogilnie, oraz z przedstawicielami środowiska neurochirurgicznego. - Zleciłem zebranie informacji: ustalenie, kogo dokładnie sprawa dotyczy i z jakich środowisk lekarskich wywodzą się zaangażowani lekarze. Kiedy tylko będę miał więcej danych, podejmę kolejne działania - zapowiada.

Rzecznik wyjaśnia, że większość spraw rozpatrywanych przez jego urząd rozpoczyna się od skargi złożonej przez pacjentów, ich rodziny lub inne osoby. Czasem jednak postępowanie wszczynane jest z urzędu. - Jesteśmy zobligowani do reagowania na przypadki, które pojawiają się w przestrzeni publicznej - zaznacza rzecznik.

- Dla przykładu, w sprawie doktora Dawida [Kacprzyka - red.] ze Szpitala Południowego formalnej skargi także nie było, a postępowanie toczy się zarówno przed prokuraturą, jak i w izbie lekarskiej. Czasem więc trafiamy na sprawę różnymi drogami. W odniesieniu do doktorów Kacprzyka i sygnalisty postępowanie już wszczęto. Uznałem, że ze względu na wagę sprawy nie będziemy przekazywać jej rzecznikowi okręgowemu. Zajmie się nią Naczelna Izba Lekarska. Jeden z moich zastępców został wyznaczony do zebrania materiału. Gdy go zgromadzimy, będziemy wiedzieć więcej - tłumaczy dr Jacek Opinc.

Lekarze i "szarlatani"

Jakiego rodzaju sprawy przeważają? - Z biegiem lat ich charakter się zmienia. Wciąż dominują sprawy dotyczące domniemanych lub rzeczywistych błędów lekarskich. Do tego dochodzą kwestie związane z tzw. receptomatami oraz przypadki lekarzy, którzy dopuszczają się działań nieetycznych lub wręcz szarlatańskich. To dwie odrębne kategorie, ale obie występują - wyjaśnia dr Opinc.

- Mamy tu dwie grupy. Pierwsza to szarlatani - lekarze, druga to szarlatani - nielekarze. I ci drudzy nie podlegają jurysdykcji samorządu lekarskiego, bo możemy oceniać wyłącznie lekarzy. Ale jeśli ktoś ma prawo wykonywania zawodu, a zamiast leczyć zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, opowiada pacjentom bajki, sprzedaje im "napromieniowane wody" za ogromne pieniądze i wmawia, że to pomoże w walce z rakiem czy chłoniakiem, to taki lekarz odpowiada już zawodowo - mówi dr Opinc.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: