- Narodowy Fundusz Zdrowia planuje wprowadzenie drastycznych cięć między innymi w rozliczaniu świadczeń medycznych obejmujących m.in. tomografię komputerową, rezonans magnetyczny, kolonoskopię i gastroskopię.
- Eksperci ostrzegają, że "ciche wprowadzenie limitów" doprowadzi do znacznego wydłużenia kolejek do lekarzy, nawet o kilka lat, oraz zmusi wielu pacjentów do korzystania z prywatnych usług medycznych.
- Proponowane stawki za nadwykonania nie pokryją w ocenie ekspertów kosztów wizyt, co może skutkować rezygnacją placówek z realizacji dodatkowych świadczeń.
- Więcej informacji o systemie ochrony zdrowia można znaleźć w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl.
Przypomnijmy, NFZ przymierza się do drastycznych cięć w rozliczaniu czterech ważnych badań: tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, kolonoskopii i gastroskopii. Pomysł jest taki, by pełną cenę płacić poradniom czy szpitalom tylko za to, co jest zapisane w kontrakcie. Wszystko, co będzie wykonane powyżej jego wartości, zostanie rozliczone tylko w 40 procentach, i to po zakończonym roku, a nie tak jak teraz kwartalnie.
Podobnej propozycji, zgodnie z zapowiedziami kierownictwa NFZ, należy się spodziewać również w odniesieniu do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) i rehabilitacji. - Dla pacjentów to będzie katastrofa, kolejki wydłużą się o lata - alarmuje w rozmowie z tvn24.pl Bartosz Fiałek, specjalista reumatolog.
"Większość pacjentów będzie musiała zapłacić"
Limity w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej zostały zniesione w 2021 roku. Chodziło o to, by jak najwięcej wizyt i badań odbywało się nie na szpitalnych oddziałach, tylko w poradniach. - Wcześniej wykonywanie badań w poradniach było niekorzystne. Pacjenta kładło się na oddział na kilka dni, bo tam wyceny były lepsze. Nielimitowalność pozwoliła na to, że 99 procent obsługi pacjenta odbywa się teraz ambulatoryjnie, czyli w poradni. Teraz tym pomysłem NFZ wraca do tego, co było wtedy, kiedy były limity - komentuje Bartosz Fiałek.
To będzie katastrofa. Kolejki wydłużą się tak, że większość ludzi będzie musiała zapłacić - albo lecząc się prywatnie, albo tracąc zdrowie, czekając kilka lat w kolejceBartosz Fiałek, specjalista reumatolog
Za przykład lekarz podaje jedną z chorób, jakimi się zajmuje na co dzień, czyli reumatoidalnym zapaleniem stawów. - Kilkumiesięczne opóźnienie w diagnostyce i leczeniu sprawia, że dana osoba trafia do nas już z takimi powikłaniami, których nie możemy wycofać. Ten pacjent najczęściej przestaje być aktywny na rynku pracy, bo albo ma ograniczoną sprawność, albo staje się zupełnie niepełnosprawny - mówi lekarz.
W jego ocenie podstawowy problem związany z propozycją NFZ polega na tym, że wartość kontraktów w poradniach specjalistycznych ustala się w oparciu o historyczne dane, kompletnie nielicujące ze współczesnymi potrzebami zdrowotnymi. - Kiedyś ambulatoryjna opieka specjalistyczna w Polsce kulała. Było mało lekarzy, wykonywano też niewiele procedur, bo większość robiło się albo w szpitalach, albo prywatnie. I na podstawie tych danych ustalono bardzo niskie limity w kontraktach i one przez lata się istotnie nie zwiększały - mówi Bartosz Fiałek.
Efekt jest taki, że to, na co podpisywane są umowy z przychodniami, to zaledwie ułamek rzeczywistych potrzeb. - W przypadku mojej pracy to, co jest w kontrakcie, wystarczy na 10-11 dni danego miesiąca, a to oznacza, że roczny kontrakt mogę wykonać w cztery, może pięć miesięcy standardowego przyjmowania. Reszta to nadwykonania, które były płatne po każdym kwartale i wszyscy na tym korzystali: przede wszystkim pacjenci, bo kolejki nie były długie. Korzystały też szpitale, bo wszystko w pełni było płacone - mówi reumatolog.
Proponowana stawka nie pokryje nawet kosztów wizyty
Lekarz ocenia, że jeśli nadwykonania będą rozliczane tylko w 40 procentach, to znakomita większość placówek nie będzie ich wykonywać wcale. Dlaczego? Bo proponowana stawka nie pokryje nawet kosztów wizyty. Fiałek mówi, że w jego specjalizacji badania są na tyle drogie, że obniżenie stawek doprowadzi do strat, a żaden dyrektor szpitala czy przychodni, objęty przecież dyscypliną finansów, na to zwyczajnie się nie zgodzi.