W środę rano anonimowe wiadomości o niepokojącej treści wpłynęły do warszawskich szkół i przedszkoli. Dyrekcje placówek zgłaszały te incydenty służbom i ewentualnie podejmowały decyzję o ewakuacji uczniów oraz personelu. Jak ustaliliśmy, uznano je za fałszywe alarmy kaskadowe, czyli mające masowy charakter. Oficjalnie policja i straż pożarna nie chcą zdradzać dokładnej liczby zgłoszeń.
- Policjanci udali się do wskazanych placówek na interwencje. Dokonali sprawdzeń wraz z pirotechnikami i nie potwierdzili żadnej z takich informacji - przekazał nam o poranku młodszy aspirant Jakub Filipiak z Wydziału Komunikacji Społecznej Komendy Stołecznej Policji.
Część placówek, gdzie ogłoszono ewakuację, kontynuowała później zajęcia. Były jednak takie szkoły, które zdecydowały się na całkowite odwołanie lekcji i wzywały opiekunów, aby odebrali dzieci.
Wiadomości o bliźniaczej treści były rozsyłane do stołecznych instytucji oraz placówek oświatowych także w poniedziałek - wówczas zgłoszenie trafiło nawet do Centrum Nauki Kopernik, ale policji udało się ustalić, że zagrożenia nie ma, jeszcze przed otwarciem obiektu. Odwiedzający niczego nie zauważyli. Z kolei w środę, odnotowano podobne przypadki w kilku innych miastach, między innymi w Szczecinie, Poznaniu czy Wrocławiu.
"Nie ma podstaw do niepokoju"
Rzecznik stołecznej policji podkomisarz Jacek Wiśniewski zapowiedział, że funkcjonariusze będą badali sprawę każdego z fałszywych alarmów. Opisuje, że w ostatnim czasie wiadomości o podłożeniu ładunków wybuchowych wpływały do różnych instytucji publicznych oraz obiektów komercyjnych.
- W ramach prowadzonych czynności sprawdzających analizujemy każdy sygnał, przeprowadzamy niezbędne rozpoznanie i w razie potrzeby stosujemy procedury bezpieczeństwa. Dotychczas żadna z tych informacji nie potwierdziła się. Nie stwierdzono żadnego rzeczywistego zagrożenia ani obecności materiałów wybuchowych w którymkolwiek z obiektów - powiedział.
Jak zapewnił, policjanci dokładnie sprawdzają każde z takich zgłoszeń i traktują je z najwyższą powagą.
- Apelujemy o zachowanie spokoju i zdrowego rozsądku. Nie ma podstaw do niepokoju. Sytuacja jest w pełni monitorowana - podkreślił podkom. Wiśniewski.
Służby oceniają potencjalne ryzyko
Służby mają wypracowany "algorytm reagowania" na tego typu informacje. Za każdym razem na miejscu zgłoszenia zjawia się policja, prowadzone jest sprawdzenie pirotechniczne. Równolegle w sprawę angażowane są także inne komórki, które analizują potencjalne ryzyko.
Przykładowo, jeśli alarmy są wszczynane za pośrednictwem poczty elektronicznej, w sprawę mogą być włączani funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.
Swoją ocenę, co do wiarygodności informacji wpływających do instytucji publicznych wydaje także Centralne Biuro Śledcze Policji.
- Jeśli mamy informację, że to wiadomość o bardzo niskiej wiarygodności, wydajemy także rekomendację, czy ewakuować dany obiekt lub odstąpić od jego ewakuacji. Aczkolwiek to tylko i wyłącznie rekomendacja, bo każdorazowo decyzję o ewakuacji podejmuje administrator obiektu - wyjaśnia komisarz Krzysztof Wrześniowski, rzecznik CBŚP.
Za wywoływanie fałszywych alarmów grozi surowa kara
Nieoficjalnie ustaliliśmy, że policjanci od dłuższego czasu obserwują nasilenie zjawiska fałszywych alarmów. Często są to kopiowane po wielokroć maile, wysyłane z adresów, które chwilę później przestają być aktywne. Nasze służby nie wykluczają, że może to być elementem prowokacji ze strony obcych wywiadów, które sprawdzają reakcję polskich służb na tego typu zgłoszenia. Ale za wiadomościami mogą też stać tak zwani internetowi trolle.
Nadawcom takich wiadomości zależy na wywołaniu poczucia zagrożenia, chaosu i sparaliżowania pracy służb, poprzez angażowanie ich do wytężonego działania w miejscach, gdzie nie istnieje realne niebezpieczeństwo.
Zgodnie z Kodeksem karnym, osoba wywołująca fałszywe alarmy o zagrożeniu dla życia lub zdrowia wielu osób bądź mienia o znacznych rozmiarach podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat.
Ponadto, jeśli sprawca zawiadamia o więcej niż jednym zdarzeniu, czyli wywołuje alarm kaskadowy, może mu grozić surowsza kara - od dwóch do 15 lat pozbawienia wolności.
Autorka/Autor: Klaudia Kamieniarz
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock