- Polska ma dziś jeden z najniższych wskaźników dzietności w Europie - około 1,2 dziecka na kobietę. Wraz z liczbą urodzeń spada liczba porodówek.
- Choć około 97 procent Polek rodzi w publicznych szpitalach, to na badania i usługi związane z ciążą wydają krocie.
- Dlaczego w jednych szpitalach, w ramach NFZ, kobiety mogą liczyć na poród w "domowych" warunkach, a w innych nie mają na to szans? Od czego to zależy? Odpowiedzi szukamy na porodówkach, gdzie liczba urodzeń - wbrew ogólnokrajowym trendom - rośnie.
Artykuł jest częścią cyklu "Rodzić po polsku". Pisaliśmy w nim o zamykaniu porodówek, przyglądaliśmy się wydatkom Polek związanym z ciążą i porodem. Rozmawialiśmy także z położną o tym, co można zrobić lepiej, korzystając z niżu demograficznego.
238 tysięcy dzieci urodziło się w Polsce w 2025 roku. To dane Ministerstwa Zdrowia.
Dane niepokojące. Bo to prawie 14 tys. urodzeń mniej niż w roku 2024 i aż 131,3 tys. mniej niż zaledwie dekadę wcześniej.
A jednak są takie miejsca, w których niż demograficzny nie jest problemem. Na przykład w szpitalu w Sosnowcu urodziło się w 2025 roku 501 dzieci - o 11 proc. więcej niż w 2024.
Cud? Niekoniecznie. Takich sukcesów jest więcej.
Gotowi na niebezpieczeństwa
- Sosnowiecki Szpital Miejski proponuje przyszłym mamom połączenie domowego komfortu z bezpieczeństwem wielospecjalistycznego szpitala publicznego - tak na pytanie o klucz do sukcesu odpowiada Aneta Kawka, prezeska placówki. I tłumaczy: - Poród ma się odbywać w przyjaznych i wygodnych dla przyszłych mam i maluszków warunkach. Panie najczęściej rodzą siłami natury, ale dla organizmu to zawsze rewolucja i dobrze, jeśli kobieta jest zaopatrzona na wypadek potrzeby interwencji medycznej.
Z "interwencją" mamy do czynienia, gdy pojawią się kłopoty przy porodzie. To może być cesarskie cięcie albo nawet konieczność ratowania życia kobiety lub dziecka, gdy dojdzie do przedwczesnego odklejenia łożyska, stanu rzucawkowego, napadu drgawek u ciężarnej czy utknięcia dziecka w kanale rodnym. Szpital, który w takich przypadkach jest przygotowany do działania - ma tzw. drugi stopień referencyjności, jak placówka w Sosnowcu.
Domówka na porodówce
Ale jak przy tym zapewnić "domowy komfort", o którym mówi Kawka? W Sosnowcu przy wsparciu samorządu wystartowali z akcją "Domówka na porodówce". Miasto dało blisko 300 tys. zł na remont sal porodowych. Mają przypominać miniapartamenty, w których odbywają się poszczególne fazy porodu aż do rozwiązania. A Aneta Kawka już planuje kolejne inwestycje. W szpitalu niedługo dostępna będzie wanna do rodzenia. - Takie warunki, jak nasze, przeważnie oferowane są w podmiotach prywatnych. My chcemy to zrobić w podmiocie publicznym - zaznacza.