Prof. Marzena Dębska w jednym z najnowszych odcinków "Wywiadu medycznego" stawia sprawę brutalnie: gdybyśmy widzieli, jak wygląda zaawansowany rak odbytu i rak szyjki macicy, szybko pobieglibyśmy na szczepienie.
Dr n. med. Wojciech Homola, specjalista ginekologii i położnictwa, mówi wprost: - To, co zastaję u pacjentek, które zgłaszają się zbyt późno, to rozpadający się, gnijący, śmierdzący, naprawdę straszny twór. Panie przychodzą, bo nie mogą się wysikać. To moment, w którym nowotwór nacieka w miednicy mniejszej, obejmuje moczowody i przestrzeń okołoszyjkową. W zasadzie jest… po temacie.
Temat jednak jest. Styczeń to Miesiąc Świadomości Raka Szyjki Macicy. Rozmawiamy więc o tym, dlaczego - mając darmowy bilet na nowoczesny pociąg profilaktyki w postaci szczepionek i testów na HPV, wirusa brodawczaka ludzkiego, odpowiedzialnego za ponad 97 proc. przypadków raka szyjki macicy, a także nowotwory odbytu, prącia, jamy ustnej czy gardła - wciąż stoimy na peronie starej, dziurawej stacji.
Mówimy otwarcie o chłopcach, którzy co prawda nie mają macicy, ale za kilkanaście lat mogą mieć kawałek po kawałku wycinane podniebienie, i o dziewczynkach, które mogą nigdy nie zostać matkami. Ale też o tym, dlaczego można mieć "prawidłową" cytologię, a jednocześnie rozwijającego się raka.
I wreszcie o... "świadomej odmowie": bo, owszem, wolno nam nie zaszczepić dziecka, ale czy na pewno jesteśmy gotowi podpisać się pod ryzykiem, że kiedyś w gabinecie lekarz zobaczy "rozpadający się, gnijący twór"?