Smog akustyczny to zagrożenie dla zdrowia. Na czym polega?

shutterstock_2167280169
"Mieszkańcy uważają, że hałas sięga nawet stu decybeli"
Źródło: TVN24
Hałas to nie tylko uciążliwy element życia w mieście, ale coraz częściej także przyczyna poważnych problemów zdrowotnych. Zgiełk ulic, tramwajów i urządzeń codziennego użytku tworzy tzw. smog akustyczny, który może zwiększać ryzyko chorób serca, problemów ze snem i depresji. - Hałas działa podobnie jak inne obciążenia cywilizacyjne - mówi dr inż. Grzegorz Chrobak z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.
Kluczowe fakty:
  • Stała ekspozycja na nadmiar dźwięków może prowadzić m.in.do chorób serca. Do czego jeszcze?
  • Światowa Organizacja Zdrowia uznaje hałas za drugie, po smogu, największe środowiskowe zagrożenie zdrowotne w Europie.
  • Ten chroniczny, nawet o natężeniu powyżej 65 decybeli, może powodować m.in. nadciśnienie. Co jeszcze?
  • Eksperci podkreślają konieczność planowania miast z uwzględnieniem aspektów akustycznych oraz promowania tzw. diety dźwiękowej, czyli dbania o momenty ciszy.

Przestrzeń miejską powinno się planować tak, by była akustycznie przyjazna, bo hałas to jedno z najpoważniejszych zagrożeń środowiskowych, zaraz po smogu - twierdzi dr inż. Grzegorz Chrobak z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, kierownik Laboratorium Audiosfery i Akustyki Środowiska. Dodał, że hałas wpływa źle m.in. na układ hormonalny, sen i koncentrację.

Hałas - nowy czynnik wśród chorób cywilizacyjnych

Dr inż. Grzegorz Chrobak podkreśla, że nie chodzi o nagłe odkrycie, lecz o zmianę świadomości społecznej. - Badania nad wpływem hałasu prowadzono od dawna - w fabrykach, w miastach, wszędzie tam, gdzie człowiek był na niego narażony. W pewnym momencie temat zaczął pojawiać się szerzej w dyskursie publicznym - mówi naukowiec.

Raporty Światowej Organizacji Zdrowia odegrały kluczową rolę w popularyzacji tematu, wskazując jednoznacznie, że hałas jest jednym z głównych zagrożeń środowiskowych dla zdrowia w Europie. Przez lata mówiło się o chorobach cywilizacyjnych takich jak otyłość, stres czy zanieczyszczenie powietrza. Dziś do tej listy należy dopisać kolejny element - hałas środowiskowy, który działa destrukcyjnie, zwłaszcza w połączeniu z innymi obciążeniami cywilizacyjnymi.

Czym właściwie jest smog akustyczny?

Badacz porównuje go do smogu atmosferycznego, z tą różnicą, że zamiast cząstek zanieczyszczeń mamy tu nakładające się na siebie źródła dźwięku. - Smog akustyczny to nadmiar dźwięków, który powoduje, że przestajemy rozróżniać ich źródła i odbieramy je jako jeden ciągły szum. Powstaje z emisji ruchu drogowego, wentylacji, klimatyzacji, urządzeń technicznych czy rozmów ludzi - wyjaśnia ekspert.

Jak dodaje, to właśnie stałe, niezauważalne tło dźwiękowe oddziałuje na organizm najbardziej - nawet wtedy, gdy człowiek przestaje je świadomie rejestrować.

- Hałas to czynnik środowiskowy, który przez lata był niedoceniany - powiedział dr Chrobak. Wyjaśnił, że nie chodzi o pojedyncze głośne dźwięki, ale o ich stałą obecność i kumulację. - Hałas działa podobnie jak inne obciążenia cywilizacyjne. Łączy się ze stresem, zanieczyszczeniem powietrza czy siedzącym trybem życia - zaznaczył badacz audiosfery. Według danych WHO hałas jest drugim - po smogu - największym środowiskowym zagrożeniem dla zdrowia w Europie.

- Nie mówimy o bezpośredniej przyczynie zgonu, ale o czynniku, który zwiększa ryzyko różnych chorób. Działa pośrednio, podobnie jak tzw. choroby współistniejące - wyjaśnił i dodał, że tzw. smog akustyczny to nadmiar nakładających się dźwięków, które tworzą jednolite tło. - W pewnym momencie przestajemy rozróżniać źródła i odbieramy wszystko jako ciągły szum. Problem polega na tym, że organizm nadal na to reaguje - powiedział.

Potok dźwięków rozprasza i prowadzi do zmęczenia

Z hałasem dzieje się coś podobnego jak z zapachem dużego miasta. Po powrocie z cichego miejsca różnica jest uderzająca. - Kiedy ktoś przyjeżdża z cichego otoczenia do metropolii, nagle uświadamia sobie, jak głośne jest to środowisko - tłumaczy dr Chrobak.

Współczesne miasta to nie tylko ruch uliczny, ale też ciągły potok dźwięków z urządzeń codziennego użytku. - Lodówki, które piszczą, pralki informujące o zakończeniu cyklu, samochody ostrzegające o każdym drobiazgu - jeśli te pojedyncze dźwięki zsumujemy z całą resztą bodźców, okaże się, że właściwie przez cały dzień coś od nas chce naszej uwagi - zauważa ekspert. W efekcie żyjemy w środowisku, które nieustannie nas rozprasza i prowadzi do zmęczenia poznawczego. To zjawisko staje się jednym z największych wyzwań współczesnej cywilizacji.

Choć wydaje się, że sen odcina nas od bodźców zewnętrznych, naukowcy ostrzegają - hałas wciąż wpływa na mózg. - Może zaburzać fazy snu – skracać je albo powodować mikroprzebudzenia. Człowiek może się rano czuć zmęczony, choć nie wie dlaczego - tłumaczy ekspert.

Skutki są często bagatelizowane, jednak brak dobrej jakości snu przekłada się na kondycję psychiczną i fizyczną. Zmęczenie, problemy z koncentracją, a nawet depresja mogą mieć swoje źródło w długotrwałym narażeniu na hałas, zwłaszcza nocny.

Hałas powyżej 65 decybeli może szkodzić zdrowiu

Dr Grzegorz Chrobak potwierdza, że ekspozycja na dźwięki o natężeniu powyżej 65 decybeli nie jest obojętna dla organizmu, co potwierdziły badania. - Część z nich prowadzono w Europie. Problem w tym, że smog akustyczny trudniej uchwycić niż smog powietrzny. Ten drugi zostawia mierzalne ślady, jak np. w płucach. W przypadku hałasu mówimy raczej o mechanizmach fizjologicznych, neurohormonalnych i długofalowych skutkach zdrowotnych - mówi naukowiec. Ekspert dodaje, że chroniczny hałas może prowadzić do nadciśnienia, wzrostu poziomu stresu i utraty koncentracji.

Zbyt głośne otoczenie szkodzi, ale to nie znaczy, że idąc np. na koncert uszkodzimy słuch. - Trzeba znaleźć złoty środek - mówi w rozmowie z tvn24.pl prof. Kazimierz Niemczyk, kierownik Katedry i Kliniki Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi w Centralnym Szpitalu Klinicznym, Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Za bezpieczny poziom głośności uznaje się około 60 decybeli, czyli tyle, ile ma zwykła rozmowa. - Natężenie dźwięku na poziomie 85-90 decybeli to już próg, od którego zaczyna się ryzyko uszkodzenia słuchu - dodaje ekspert.

Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, jak szybko można popsuć ten zmysł. Wszystko zależy od indywidualnej wrażliwości i ekspozycji. - Jeśli ktoś stoi tuż przy głośniku i następuje nagły skok amplitudy, efekt może być natychmiastowy - ostrzega prof. Niemczyk.

Czy słuch można regenerować?

Jak wyjaśnia prof. Kazimierz Niemczyk, nie istnieje mechanizm, który pozwoliłby zregenerować uszkodzony narząd słuchu. - Tutaj nie ma jakichś specjalnych mechanizmów regeneracji. Jeżeli ktoś ma ubytek słuchu, można stosować trening słuchowy, który pomaga poprawić wrażliwość i interpretację dźwięków - mówi ekspert.

Trening ten nie polega na całkowitym odcięciu się od dźwięków. - Trzeba być w otoczeniu pewnych dźwięków, a nie całkowicie się ich pozbawiać. Cisza nie prowadzi do niczego dobrego - zaznacza prof. Kazimierz Niemczyk. Porównuje on słuch do kondycji sportowca. Jeśli przestajemy "trenować", nasza wydolność spada. Długotrwała izolacja od dźwięków może więc obniżać zdolność ucha do reagowania na bodźce.

Stres, problemy ze snem i koncentracją

Jednym z długofalowych skutków życia w hałasie jest przewlekły stres, gdyż organizm interpretuje hałas jako sygnał zagrożenia. Wydzielają się hormony, takie jak kortyzol czy adrenalina. Szczególnie uciążliwy jest hałas tła, który działa stale, często poza naszą świadomością. - Mieszkańcy miast często przestają zauważać hałas, ale to nie znaczy, że przestaje on na nich działać - wskazał dr Chrobak.

Naukowiec zaznaczył też, że współczesne środowisko dźwiękowe obejmuje nie tylko ruch uliczny, ale też rosnącą liczbę urządzeń emitujących sygnały i powiadomienia. - W efekcie żyjemy w przestrzeni, która stale domaga się naszej uwagi i prowadzi do zmęczenia poznawczego - wskazał. Na hałas szczególnie wrażliwe są dzieci. - Może on wpływać na pamięć, koncentrację i proces uczenia się - podkreślił.

Czytaj także: