"Nie zatrudniać, wydatki ściąć". Nowy prezydent Krakowa będzie miał problem

Rynek Główny w Krakowie
Daria Gosek-Popiołek o zbiórce podpisów poparcia dla jej kandydatury na prezydenta Krakowa
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Populistyczne obietnice, jak darmowa komunikacja miejska czy 500 plus na leki dla seniorów, to w tej kampanii egzotyka. Czas cudów i megalomańskich deklaracji przed wyborami na prezydenta Krakowa ustąpił miejsca polityce oszczędności. - Koniec końców, nowy prezydent będzie musiał mieszkańcom powiedzieć, jakich inwestycji nie będzie już realizować, a które ograniczy - komentuje prof. Mariusz Sokołowicz, ekonomista.
Kluczowe fakty:
  • Do 2029 roku obowiązywać jeszcze będą przepisy, które pozwalają samorządom na względną swawolę w zadłużaniu się. Uchwalono je po pandemii COVID-19.
  • Dzięki temu Kraków może na ten moment spać względnie spokojnie.
  • Komisarz Stanisław Kracik dostał nawet zgodę od Regionalnej Izby Obrachunkowej na pożyczkę służącą do zrolowania długu, czyli spłaty wcześniej zaciągniętych zobowiązań.
  • Kampania przed kolejnymi wyborami - przypadającymi na wiosnę 2029 roku - przypadnie prawdopodobnie na czas szczytu zadłużenia miasta.

"Bez względu na to, kto wygra wybory, nowy prezydent powinien zacząć od niepopularnych decyzji. Takich, które przyniosą miastu oszczędności. W praktyce to oznacza, że być może trzeba będzie kogoś w urzędzie zwolnić lub nie zatrudniać nowych osób po odejściach na emeryturę, niektóre bieżące wydatki ściąć, a z części inwestycji zrezygnować."

Tak o finansowej kondycji Krakowa u progu przedterminowych wyborów na prezydenta miasta mówi profesor Mariusz Sokołowicz, ekonomista, dziekan Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego.

Zadłużenie Krakowa

Zadłużenie Krakowa jest jednym z kluczowych tematów trwającej kampanii. Tematem trudnym, bo mechanizmy, które stoją za przepływaniem pieniędzy przez miejską kasę, są skomplikowane. Tematem niewygodnym, bo z finansowego dołka wychodzi się po portfelach mieszkańców. Albo wyjeżdża się na taczce, gdy obiecane inwestycje stoją w miejscu przez pustki w miejskiej kasie.

Kraków jest zadłużony już na około osiem miliardów złotych, czyli o dwa miliardy złotych więcej niż gdy w 2024 roku z urzędu odchodził wieloletni prezydent miasta Jacek Majchrowski. Dług wzrósł za Aleksandra Miszalskiego (KO), który został odwołany w referendum w maju bieżącego roku. Jednym z argumentów za usunięciem go z funkcji był właśnie stan miejskich finansów.

Dług ma osiągnąć swój szczyt na koniec 2028 roku, akurat na początek kampanii przed kolejnymi wyborami, które powinny odbyć się wiosną 2029 roku. Według prognoz wyniesie on wtedy ponad 9,5 miliarda złotych.

Debata kandydatów na prezydenta Krakowa na stadionie Wisły Kraków
Debata kandydatów na prezydenta Krakowa na stadionie Wisły Kraków
Źródło zdjęcia: PAP/Art Service

"Zachodzi bardzo wysokie ryzyko"

Dotychczasowe władze miasta przyczyn takich zobowiązań upatrywały w Polskim Ładzie i w luce oświatowej. Urzędnicy podkreślali jesienią ubiegłego roku, że wskutek reform podatkowych "Kraków stracił ponad 1,6 mld zł dochodów, a skutki tego odczuwamy do dziś". Krytycy Majchrowskiego i Miszalskiego uważają, że za finansowymi kłopotami miasta stoi polityka życia na kredyt, nieodpowiednie zarządzanie finansami i rozrost administracji.

Do 2029 roku obowiązywać jeszcze będą przepisy, które pozwalają samorządom na względną swawolę w zadłużaniu się. Uchwalono je po pandemii COVID-19. Podniosły one limity zadłużenia, które musi spełnić gmina, by móc uchwalić swój budżet. To miało pozwolić samorządom na inwestowanie z wykorzystaniem jak największych środków z KPO.

Jeśli ustawowe limity nie zostaną zachowane, miasto może stracić sterowność. W takiej sytuacji Regionalna Izba Obrachunkowa - państwowy organ nadzoru - mogłaby nakazać wprowadzenie programu naprawczego, który na nawet trzy lata zamroziłby nowe inwestycje brane na kredyt. Izba mogłaby też ciąć niepotrzebne jej zdaniem wydatki. Niekoniecznie po myśli rządzących i samych mieszkańców.

"Zachodzi bardzo wysokie ryzyko, że planowane obciążenia budżetu z tytułu spłaty zobowiązań oraz kosztów ich obsługi po roku 2029 przekroczą dopuszczalny poziom" - ostrzega RIO krakowskich urzędników. To znaczy, że prezydent wybrany w tych wyborach będzie musiał przygotować miasto na krytyczny dla kasy miasta moment.

Powyższy cytat pochodzi z odpowiedzi izby na wniosek pełniącego funkcję prezydenta miasta Stanisława Kracika, który w lipcu poprosił o opinię w sprawie zaciągnięcia przez miasto pożyczki w wysokości ponad 1,3 miliarda złotych. Ma ona zostać przeznaczona na spłatę poprzednich zobowiązań.

- Trzy banki zgodziły się na zawarcie konsorcjum i na udzielenie miastu takiej pożyczki. Jest ona korzystniejsza, jeżeli chodzi o oprocentowanie, niż te kredyty, które mamy zaciągnięte. Te pieniądze przepłyną przez budżet na spłatę droższych i starszych kredytów. Oszczędzimy na tym ponad 20 milionów złotych - wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl Stanisław Kracik.

RIO pozytywnie zaopiniowała wniosek Kracika. Pożyczka ma zostać zaciągnięta jeszcze w tym roku i pozwoli spłacić kredyty z Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Kraków zadłużał się w EBI przy okazji inwestycji takich jak budowa Trasy Łagiewnickiej, poprowadzenie linii tramwajowej do Mistrzejowic czy zakup taboru komunikacji miejskiej. Jednak Kracik zastrzega, że nie da się wskazać konkretnych inwestycji, na których spłacenie pozwoli nowy kredyt.

Ostrzeżenie dla przyszłego prezydenta

W tej sytuacji nie dziwi, że w programach kandydatów nie znajdziemy zbyt wielu kosztownych inwestycji i programów. Są jednak wyjątki: budowa oczekiwanych od dawna tras Pychowickiej i Zwierzynieckiej (realizacja tylko tego planu ma kosztować kilka miliardów złotych), obniżenie cen komunikacji miejskiej, wzniesienie akademików czy utworzenie nowych połączeń tramwajowych, na przykład na Kliny czy do osiedla Złocień.

Są też postulaty społeczne i nieraz populistyczne, jak 500 złotych na leki dla seniorów oraz darmowa komunikacja miejska.

Czy zadłużenie miasta zagraża sytuacji Krakowa? - To zależy od tego, jak w najbliższych latach miasto będzie tym długiem zarządzać - komentuje profesor Mariusz Sokołowicz.

- Na pewno przez najbliższe dwa, trzy lata, a może i dłużej, w Krakowie powinno się ograniczyć nowe wydatki. To, na co zwraca uwagę RIO, to może jeszcze nie jest żółta kartka, ale ostrzeżenie. Patrząc na liczby, Kraków jest w najgorszej sytuacji w Polsce i od lat nie wypracowuje nadwyżki operacyjnej - zwraca uwagę ekonomista z Uniwersytetu Łódzkiego.

Nadwyżka operacyjna - czyli sytuacja, w której bieżące dochody są wyższe od wydatków - po raz pierwszy od lat ma w Krakowie nastąpić dopiero w bieżącym roku.

Co zrobić z długiem Krakowa? Propozycje kandydatów

Kandydaci na prezydenta Krakowa nie dostarczają zbyt wielu konkretnych propozycji poradzenia sobie z długiem. Większość z nich zapowiada audyt urzędu i miejskich spółek, których zadłużenie jest osobnym problemem, bo nie wlicza się do długu miasta. Monika Piątkowska, kandydatka KO i PSL, mówi o restrukturyzacji długu "bez podwyżek podatków lokalnych i cen biletów". W wywiadzie dla Radia Zet dodała, że nie wyklucza pożyczki ze Skarbu Państwa.

Monika Piątkowska
Monika Piątkowska
Źródło zdjęcia: PAP/Art Service

Piątkowska nie wspomniała, że warunkiem takiej pożyczki jest wdrożenie programu naprawczego. Wcześniej na taki krok zdecydowało się Zabrze, ale drastyczne cięcia wydatków nie spodobały się mieszkańcom, którzy odwołali prezydentkę miasta Agnieszkę Rupniewską ze stanowiska.

- Pożyczka od Skarbu Państwa to rozwiązanie krótkookresowe, które pozwoli spowolnić tempo narastania długu. Rolowanie długu zobowiązaniami o niższym niż wcześniejsze oprocentowaniu jest korzystne, bo nie tracimy na odsetkach. Po drugie jednak, koniec końców nowy prezydent będzie musiał mieszkańcom powiedzieć, jakich inwestycji nie będzie już realizować, a które ograniczy. Trzecim filarem jest zarządzanie na bieżąco relacją dochodów i wydatków bieżących - wylicza profesor Mariusz Sokołowicz.

W programach wyborczych nie znajdziemy informacji o znaczącym ograniczaniu wydatków. Są zapowiedzi oszczędności, ale zwykle niewielkich. Kandydaci chcą szukać pieniędzy w likwidacji miejskich mediów (na przykład gazetki). Dodatkowe dochody ma zapewnić wprowadzenie opłaty miejscowej, jeśli w życie wejdzie nowelizacja ustawy, która pozwoli władzom Krakowa sięgnąć do kieszeni turystów. To postulat, który podzielają m.in. Daria Gosek-Popiołek z Lewicy i Aleksandra Owca z Razem.

Lider sondaży Łukasz Gibała (bezpartyjny, Kraków dla Mieszkańców) w swoim programie zapowiedział m.in. audyt urzędu miasta i miejskich spółek w poszukiwaniu przeciekających funduszy oraz "optymalizację zamówień publicznych". Zamierza też uciąć wydatki na promocję.

Łukasz Gibała
Łukasz Gibała
Źródło zdjęcia: Łukasz Gągulski/PAP

Inicjator referendum Jan Hoffman opiera się w swoich zapowiedziach głównie na potrzebie przeprowadzenia audytu.

Z kolei Michał Drewnicki z PiS mówi o ścięciu wydatków na promocję, ale też o zwiększeniu dochodów dzięki utworzeniu 200-hektarowej strefy inwestycyjnej. To jednak plan długoterminowy.

Michał Drewnicki
Michał Drewnicki
Źródło zdjęcia: Łukasz Gągulski/PAP

Z kolei Michał Klimek z Konfederacji Korony Polskiej - partii Grzegorza Brauna - jak mantrę powtarza, że Kraków powinien w całości stać się "specjalną strefą ekonomiczną", w której zależne od miasta podatki zostałyby utrzymane na minimalnym poziomie. Jego zdaniem przyciągnęłoby to inwestorów.

- Dochodów bieżących nie jesteśmy w stanie szybko wygenerować. Nie ściągniemy z dnia na dzień czy nawet z roku na rok odpowiedniej liczby nowych mieszkańców i inwestorów, którzy zasilą budżet podatkami - zaznacza profesor Mariusz Sokołowicz z Uniwersytetu Łódzkiego.

Pełniący obowiązki prezydenta Krakowa Kracik przyznaje, że "sceptycznie" podchodzi do planów ograniczenia wydatków. - Za trzy lata (w praktyce za 2,5 - red.) mamy wybory samorządowe. To radni uchwalają budżet i wywierają presję na inwestycje, które są dla ich wyborców ważne. Ufam, że skarbnik miasta będzie stawiał bardzo twarde bariery przed pomysłami kolejnego zadłużania Krakowa - komentuje polityk.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: