Maciej Berek: złożę ślubowanie, doprowadzę do tego
Kadencja wybranego przez Sejm na sędziego Trybunału Konstytucyjnego Macieja Berka powinna rozpocząć się w zeszłym tygodniu. Nie został on jednak jeszcze zaproszony do Pałacu Prezydenckiego na ślubowanie.
W poniedziałek Berek złożył pismo do prezydenta Karola Nawrockiego "z prośbą o niezwłoczne wskazanie miejsca i czasu umożliwienia mi złożenia ślubowania".
Berek: nie mogę sobie pozwolić na to, żeby pozostać w jakimś niebycie
W "Faktach po Faktach" Berek podkreślił, że "złożenie ślubowania przez sędziego Trybunału Konstytucyjnego po jego wyborze przez Sejm jest obowiązkiem sędziego".
Został zapytany, co zamierza zrobić, bo docierają sygnały z Pałacu Prezydenckiego, że podzieli los czworga sędziów TK i nie zostanie zaproszony na ślubowanie.
- To jest sytuacja, która jest dla mnie mało zręczna, żebym z pewnością deklarował, co będę za chwilę robił. Natomiast ja mogę odpowiedzieć z całą odpowiedzialnością: złożę ślubowanie, bo mam taki obowiązek i doprowadzę do tego, że to ślubowanie będzie złożone i będzie dostarczone prezydentowi w taki sposób, jaki prezydent zdecyduje o tym, że zechce w tym procesie uczestniczyć - odpowiedział Berek.
Dodał, że "nie może sobie pozwolić na to, żeby pozostać w jakimś niebycie, dlatego że to jest rozwiązanie, o którym każdy przyzwoicie interpretujący prawo prawnik wie, nieprzewidziane przez przepisy".
"Prezydent nie ma takiego uprawnienia"
- Nie ma czegoś takiego, że Sejm dokonuje wyboru sędziego Trybunału Konstytucyjnego, a prezydent poprzez odmowę odbioru ślubowania, czego prawo nie przewiduje, odraczanie w nieskończoność tej procedury ślubowania de facto unicestwia, unieważnia wybór sędziów przez Sejm. Prezydent nie ma takiego uprawnienia - zaznaczył.
- Wszystkie organy władzy mogą tyle, szczególnie w prawie konstytucyjnym, ile im przepisy przyznają uprawnień, kompetencji - dodał. Mówił, że oczekiwania, które w imieniu prezydenta formułują przedstawiciele jego kancelarii "też powinny mieć podstawę prawną".
Szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki w zeszłym tygodniu ponownie skierował pismo do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego w sprawie Macieja Berka. Chodzi o informacje dotyczące "sposobu i procedury weryfikacji przez Sejm" spełnienia przez Berka wymogów formalnych na sędziego TK.
- Jestem sędzią Trybunału Konstytucyjnego wybranym przez Sejm. I właściwie tu mam prawo i obowiązek postawić kropkę i powiedzieć: wszystkie wątpliwości, jeśli ktoś miał, to zostały rozstrzygnięte przez Sejm, który dokonuje tego wyboru na podstawie przepisu konstytucyjnego, który mówi, że sędzią Trybunału może być osoba wyróżniająca się wiedzą prawniczą - tłumaczył.
Jak długo Berek będzie czekał na zaproszenie od prezydenta?
Berek pytany, jak długo będzie czekał na zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego, odparł, że nie chce wskazać konkretnej daty.
- Krótkie tygodnie - odpowiedział. - Wydaje mi się, że wypada mi jednak odczekać pewien interwał czasu; poczekać na to, czy ze strony kancelarii prezydenta jakaś odpowiedź się pojawi - uzasadnił.
Berek o składach orzekających w TK: mieliśmy do czynienia z sytuacjami niepokojącymi
Pytany, czy za kilka tygodni można spodziewać się zwołania Zgromadzenia Ogólnego TK z udziałem sędziów wybranych w tej kadencji Sejmu i pozbawienia Bogdana Święczkowskiego immunitetu, Berek odparł, że "kwestie immunitetów każdego z sędziów Trybunału Konstytucyjnego zależą od wniosków". - Jeśli się takie wnioski pojawiają, to Zgromadzenie Ogólne ma obowiązek się nad nimi pochylić - podkreślił.
- W sprawie składów [orzekających - red.] mieliśmy do czynienia z sytuacjami wielce niepokojącymi. Przypomnę tylko, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w publicznie dostępnych listach alarmowali, że dochodzi do manipulacji składami w Trybunale Konstytucyjnym. Rzecz, która tak naprawdę dyskwalifikuje całkowicie działanie osób, które tego się dopuszczały - mówił.
Wspomniał, że "mamy bardzo duże zawiadomienie" Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dotyczące sędzi Julii Przyłębskiej (byłej prezes TK).
- Myślę, że działalność sędziego Święczkowskiego wymaga co najmniej przyjrzenia się, bo jak się patrzy na te składy w tych sprawach szczególnie wrażliwych dla strony, z której wywodzi się sędzia Święczkowski, to rzeczywiście ta reguła alfabetycznego przydzielania spraw do kolejności wpływów wydaje się jakoś dziwnie naginająca się w czasoprzestrzeni. A to oczywiście wymaga weryfikacji, sprawdzenia - ocenił.