Dariusz Piontkowski

Dariusz Piontkowski

Lekarze i świadczeniodawcy Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia apelują w piśmie do premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie niepokojącej sytuacji w polskich szkołach. "Uważamy, że nadszedł najwyższy czas, aby wdrożyć wariant awaryjny" - twierdzą i proponują, by starsze klasy przeszły na edukację zdalną.

Wiecie, ile to jest pół roku w życiu dziecka? - pyta nauczyciel. Po wakacjach poprzedzonych miesiącami zdalnej edukacji do szkół wrócili uczniowie. Inni, niektórzy nie do poznania - zagubieni, zdekoncentrowani, pozbawieni motywacji. Z badań wynika, że czytają gorzej niż powinni, liczą jakby wolniej, najmłodsi zapomnieli jak trzymać ołówek. Wszyscy coś stracili, najwięcej ci, którzy "wypadli z systemu", ci bez obecnych rodziców i porzuceni przez państwo.

Dyrektorzy szukający wsparcia u psychologów, nauczyciele wyświetlani na rzutniku, na lekcjach uczniowie w ciepłych bluzach przy otwartych oknach. I wreszcie rodzice, którzy też czują się, jakby siedzieli na tykającej bombie, czekając na powrót zdalnej nauki, która znów sparaliżuje ich życia. Przyjrzeliśmy się, jak wygląda szkoła po wakacjach.

Kamil - nauczyciel informatyki kursuje między pięcioma szkołami. Szymon – nauczyciel geografii i WOS uczy w trzech, a każda jest w... innym mieście. Katarzyna dała się ubłagać i do „swojej drugiej szkoły”, jeździ na wieś wykładać podstawy przedsiębiorczości. Gdy chemiczka z Podkarpacia, ucząca w sześciu podstawówkach, zachorowała na koronawirusa, Polacy mogli przypomnieć sobie o jednym z najgroźniejszych skutków reformy edukacji Anny Zalewskiej. Groźnym nie tylko w pandemii.

Okazuje się, że to wszystko po prostu działa - mówi minister edukacji Dariusz Piontkowski, podsumowując pierwszy tydzień po powrocie dzieci do szkół. Lista placówek z nauczaniem zdalnym nie jest długa, ale stale rośnie. - To stąpanie po polu minowym - ocenia z kolei dyrektor szkoły w Białymstoku, której kilka klas znalazło się na kwarantannie. Podobnych przypadków jest więcej. Sylwia Piestrzyńska.