Wielki triumf Borisa Johnsona. Najlepszy wynik konserwatystów od czasów Margaret Thatcher

TVN24

Aktualizacja:

Partia Konserwatywna premiera Borisa Johnsona zdecydowanie wygrywa czwartkowe wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii. Po przeliczeniu głosów ze wszystkich okręgów wyborczych wiadomo już, że konserwatyści zdobyli samodzielną większość. To najlepszy wynik torysów od czasów ostatniego zwycięstwa premier Margaret Thatcher w 1987 roku.

Wybory w Wielkiej Brytanii rozpoczęły się w czwartek o godzinie 8 rano czasu polskiego. Lokale wyborcze były otwarte do godziny 23.

Obowiązująca na Wyspach ordynacja większościowa powoduje, że w wyborach do Izby Gmin nie trzeba zdobyć największej liczby głosów w skali kraju, tylko wygrać w jak największej liczbie z 650 jednomandatowych okręgów wyborczych.

LABURZYŚCI PRZEGRYWAJĄ WYBORY. KOMENTARZ JEREMY’EGO CORBYNA >

Oficjalne wyniki

Po przeliczeniu wszystkich głosów Partia Konserwatywna zdobyła 365 miejsc w 650-osobowej Izbie Gmin. Oznacza to, że będzie dysponować w parlamencie samodzielną większością, bez potrzeby zawiązywania koalicji. Do tej pory konserwatyści współrządzili z północnoirlandzką Partią Demokratycznych Unionistów. To wzrost o 47 mandatów w porównaniu z wynikiem z poprzednich wyborów z czerwca 2017 roku oraz najlepszy wynik torysów od czasów ostatniego zwycięstwa premier Margaret Thatcher w 1987 roku, gdy konserwatyści zdobyli 376 miejsc w Izbie Gmin.

ZOBACZ WYNIKI W OKRĘGU PREMIERA JOHNSONA

Przegrani

Partia Pracy z Jeremym Corbynem na czele uzyskała w czwartkowym głosowaniu 203 mandaty, tracąc 59 miejsc.

To najgorszy wynik ugrupowania od 1935 roku.

Trzecim co do wielkości ugrupowaniem zostaje Szkocka Partia Narodowa, zdobywając 48 miejsc w Izbie Gmin. To - obok konserwatystów - największy zwycięzca czwartkowych wyborów. Ugrupowanie zwiększyło swój stan posiadania o 13 mandatów w porównaniu z dotychczasowym stanem posiadania i - jak zapowiedziała już ich liderka Nicola Sturgeon - uzasadnienie do przeprowadzenia nowego referendum niepodległościowego.

Z wyników nie mogą być zadowoleni Liberalni Demokraci, którzy otrzymali 11 mandatów, czyli o jeden mniej niż mieli dotychczas. Co więcej do parlamentu nie dostała się liderka ugrupowania Jo Swinson. Przegrała w okręgu Dunbartonshire East z kandydatką Szkockiej Partii Narodowej różnicą 149 głosów.

Tuż za liberałami uplasowali się północnoirlandzcy unioniści. Ugrupowanie straciło dwa mandaty, otrzymując 8 miejsc w parlamencie. Największą porażkę odniosła eurosceptyczna Partia Brexitu, której lider Nigel Farage nie ubiegał się tym razem o mandat. Ugrupowanie nie wprowadzi do Izby Gmin żadnego deputowanego.

Pierwsze posiedzenie nowego parlamentu zapowiedziano na wtorek 17 grudnia.

Żądania odejścia Corbyna

Kompletną zmianą politycznej mapy Wielkiej Brytanii jest przejęcie przez konserwatystów robotniczego, byłego górniczego okręgu Blyth Valley w północno-wschodniej Anglii, w którym laburzyści wygrywali niezmiennie od jego utworzenia w 1950 r.

Katastrofalne wynik Partii Pracy spowodował, że wielu jej polityków publicznie zaczęło domagać się odejścia lidera Jeremy'ego Corbyna. Wskazują oni, że w sytuacji, gdy w tradycyjnie laburzystowskich okręgach wyborcy opowiedzieli się w referendum za wyjściem z UE, neutralne stanowisko partii było błędem.

W odpowiedzi na porażkę, Corbyn zapowiedział, że nie poprowadzi laburzystów w następnej kampanii. Z funkcji lidera partii na razie jednak nie ustępuje.

Brexit do końca stycznia "przesądzony"?

Zwycięstwo konserwatystów oznacza, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE w ustalonym terminie, czyli 31 stycznia przyszłego roku, może się okazać przesądzone. Przed wyborami konserwatyści zapowiadali, że jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia pod obrady parlamentu wróci ustawa o porozumieniu z UE w sprawie warunków wyjścia. "Gratulacje dla Borisa Johnsona. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone będą mogły teraz bez przeszkód zawrzeć nową umowę handlową po brexicie. Porozumienie to może być większe i bardziej dochodowe niż jakakolwiek umowa, która mogłaby zostać zawarta z Unią Europejską. Brawo Boris!" - napisał na Twitterze prezydent USA Donald Trump.

W dłuższej perspektywie wyniki zapowiadają, że ponownie będą stawiane pytania o przyszłość Zjednoczonego Królestwa. Znaczący wzrost mandatów dla SNP daje tej partii argument na rzecz drugiego referendum w sprawie niepodległości Szkocji.

Wyborcze obietnice

Rządząca od 2010 roku Partia Konserwatywna była faworytem wyborów. W ostatnich sondażach miała od 5 do 12 punktów przewagi nad Partią Pracy, co zapowiadało dla niej samodzielną większość w Izbie Gmin, której w poprzedniej kadencji nie miała.

Premier Boris Johnson zapowiadał w trakcie kampanii wyborczej, że jeśli konserwatyści zdobędą większość, Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej w obecnie obowiązującym terminie, czyli 31 stycznia 2020 roku. Nie będzie to jednak koniec procesu brexitu, bo Londyn i Bruksela będą musiały jeszcze wynegocjować umowę o przyszłych relacjach handlowych.

Opozycyjna Partia Pracy zapowiadała renegocjację porozumienia z UE w taki sposób, by Wielka Brytania pozostała w unii celnej ze Wspólnotą. Obiecywała także zorganizowanie referendum w sprawie nowej umowy z Brukselą. Z kolei Liberalni Demokraci mówili, że w przypadku zwycięstwa natychmiast wycofają wniosek o wyjście z Unii.

Obok brexitu, drugim najważniejszym tematem w kampanii był stan publicznej opieki zdrowotnej NHS. W szczególności debatę na ten temat próbowali prowadzić laburzyści, którzy oskarżali Johnsona, że zamierza sprywatyzować NHS oraz że jest to temat rozmów handlowych z USA. Wszystkie partie zapowiadały znaczące dofinansowanie NHS.

Wybory w Wielkiej Brytanii
PAP/Reuters

Autor: momo, asty//kg,rzw / Źródło: PAP, BBC News

Tagi:
Raporty: