Wyszła na lekcję gry na flecie, nie wróciła. Po 35 latach wskazówka: sprawdźcie grób z aniołem

Świat

tvnCo kryje grób gangstera? (materiał "Faktów" TVN z 2010 roku)

15-letnia dziewczyna 22 czerwca 1983 roku nie wróciła ze szkoły do domu. Takich historii są tysiące, ale nie w każdej domniemani porywacze dzwonią z szantażem do Watykanu, nie w każdej Jan Paweł II osiem razy apeluje do tłumów wiernych o modlitwę, nie w każdej śledczy otwierają groby bossów mafii. Od 36 lat Emanuela Orlandi nie dała znaku życia. Watykan w poniedziałek zgodził się na otwarcie dwóch nagrobków na zabytkowym cmentarzu - rodzina podejrzewa, że to może przynieść przełom w sprawie zaginięcia drobnej brunetki.

1983 rok to nie czasy, w których można było przejrzeć nagrania monitoringu czy sprawdzić gdzie ostatnio logował się telefon nastolatki.

Ostatnie miejsce, w którym widziano Emanuelę Orlandi - i tu śledczy muszą wierzyć na słowo jej przyjaciółce, Rafaeli - to przystanek autobusowy przy piazza di S. Apollinare w Rzymie. 15-latka powinna była wrócić do domu w Watykanie, ale od 22 czerwca 1983 roku przez kolejne 36 lat żaden z jej bliskich nie widział dziewczyny na oczy.

Miała wsiąść do autobusu. Odjechała bmw?

Była środa. Emanuela po godzinie 17.30 wyszła z domu, gdzie mieszkała z rodzicami i czwórką rodzeństwa. Skierowała się do konserwatorium muzycznego, regularnie chodziła tam na zajęcia z gry na flecie.

Z ustaleń śledczych wynika, że po drodze zaczepił ją dorosły, na oko 40-letni mężczyzna. Zagadał i zaproponował dorywczą pracę: 375 000 lirów za obnośną sprzedaż kosmetyków. Dziewczyna nie była pewna, czy zgodzić się na ofertę przypadkowego przechodnia, postanowiła zadzwonić po poradę do mamy. Słuchawkę w domu podniosła jednak siostra, która zasugerowała, żeby nie zaprzątała sobie tym głowy.

Emanuela, spóźniona, ale dotarła w końcu na lekcję. Z zajęć wyszła z dwiema koleżankami, po chwili została tylko z Rafaelą. Pożegnały się na Corso del Rinascimento, koleżanka wsiadła w swój autobus i - jak później zeznała - zauważyła tylko, jak do Emanueli podchodzi nieznajoma dziewczyna z czarnymi włosami. Do dziś nie ustalono, kim była.

"Strażnik miejski widział, jak dziewczyna rozmawia z mężczyzną, który siedział za kierownicą bmw touring" - napisze dziennik "La Stampa" 8 lipca 1983 roku.

Miała przy sobie flet, miała grać na ślubie siostry

To w tym miejscu Emanuela rozstała się z koleżankąWikimedia CC-BY-SA-3.0

Zniknięcie Orlandi jako pierwsi zauważyli jej znajomi, z którymi umówiła się na wieczorne spotkanie nad Tybrem. Spóźniała się, czego nie miała w zwyczaju. Zaniepokojeni poszli do jej rodzinnego domu - wtedy o zaginięciu dowiedział się też ojciec Emanueli.

On i jedna z sióstr zgłosili fakt policji, która w pierwszym momencie zbagatelizowała sprawę. Funkcjonariusze zasugerowali, że mogła na chwilę uciec z domu. Bliskich nie przekonywał ten scenariusz, to nie pasowało do 15-latki. Zaczęli szukać jej na własną rękę, ale szybko utknęli w martwym punkcie. Dzień później wujek dziewczyny przekonał dziennikarza lokalnej gazety do publikacji maleńkiego zdjęcia zaginionej z dopiskiem: "Kto widział Emanuelę?".

Trzy doby później, 25 czerwca o godzinie 18 państwo Orlandi odebrali telefon od mężczyzny, który przedstawił się jako Pierluigi. Twierdził, że jego narzeczona widziała dziewczynę, która sprzedawała kosmetyki przy Campo de' Fiori. Miała przy sobie flet. Ale przedstawiała się jako Barbara. Mężczyzna dodał też, że podobno wstydziła się swoich okularów.

Trzy godziny później Pierluigi zadzwonił raz jeszcze, żeby dodać, że tamta "Barbara" miała astygmatyzm. Dzień później podał kolejny fakt: nastolatka mówiła, że we wrześniu ma zagrać na ślubie siostry. Rodzice Emanueli czuli, że Pierluigi może im pomóc, bo wszystko, co mówił było zgodne z prawdą. Rozmówca jednak nie chciał się z nimi spotkać osobiście, twierdził, że przebywa obecnie z rodziną w jakiejś nadmorskiej miejscowości.

Od 26 czerwca centrum Rzymu było już obklejone czarno-białymi plakatami z uśmiechniętą twarzą Emanueli.

Mury Rzymu zostały oklejone tysiącami plakatów ze zdjęciem dziewczynyWikimedia (domena publiczna)

28 czerwca do Orlandich znów zadzwonił mężczyzna. Tym razem był to "Mario", który twierdził, że widział mężczyznę i dwie młode dziewczyny sprzedające kosmetyki. Jedna z nich miała nazywać się Barbara i pochodzić z Wenecji, ale jej rodzice podobno dobrze wiedzieli, że znajduje się w stolicy i wróci do nich później.

Choć kolejny głos w słuchawce dawał rodzinie nadzieję, nowe informacje nie ruszyły śledczych z miejsca nawet o krok.

To papież jako pierwszy zasugerował porwanie

Ercole, ojciec Emanueli, był świeckim pracownikiem Watykanu. Ale w sprawie tajemniczego zaginięcia dziewczyny w lipcu 1983 roku zaczęły pojawiać się poszlaki, które mogą sugerować, że również ci nieświeccy mieszkańcy tego państwa odegrają istotną rolę w śledztwie dotyczącym 15-latki.

3 lipca ówczesny papież Jan Paweł II, podczas tradycyjnej modlitwy Anioł Pański powiedział do tłumów zgromadzonych na placu Świętego Piotra: "Chcę wyrazić szczere współczucie dla rodziny Orlandich, którzy stracili 15-letnią córkę, dziewczyna od 22 czerwca nie wróciła do domu. Podzielam lęk i obawę rodziców, nie tracąc przy tym nadziei i wiary w człowieczeństwo tego, kto może być za to odpowiedzialny".

Czujni dziennikarze odczytali w tym swoje: Niby dlaczego Ojciec Święty wyklucza wersję, w której dziewczyna sama ucieka z domu?

16 telefonów do Karola Wojtyły

Dwa dni później sprawa nabrała tempa. Do biura prasowego Stolicy Apostolskiej zadzwonił nieznajomy. Twierdził, że Emanuela Orlandi jest jego zakładniczką, a w uwolnieniu dziewczyny może pomóc sam Jan Paweł II. Musi jednak nakłonić służby do wypuszczenia na wolność Mehmeta Ali Agcy, który 13 maja 1981 r. dokonał zamachu na Ojca Świętego i został za to skazany na dożywocie. Nieznajomy na tym nie skończył: dodał, że wcześniejsze informacje o dziewczynie przekazali już rodzinie "jego ludzie": Pierluigi i Mario.

Godzinę później zadzwonił do domu Orlandich i puścił im nagranie głosu córki. Dziewczyna mówiła w nim, że po wakacjach planuje iść do klasy o profilu naukowym. Prokurator był jednak ostrożny i ostrzegł bliskich, że nagranie wcale nie musi być świeże.

Kolejne dni przynosiły kolejne telefony (łącznie 16), w których ten sam głos, nazwany później przez media "Amerykaninem" (przez akcent) wielokrotnie namawiał rodzinę i Karola Wojtyłę do interwencji w sprawie Agcy. Na podstawie rozmów śledczy stworzyli jego profil: chłodny, wyrachowany mieszkaniec Rzymu, oczytany i bardzo inteligentny, pewny siebie, znający się na prawie, z dużym prawdopodobieństwem należący do stanu duchownego.

Jego tożsamości nie udało się jednak ustalić do dziś.

"Ma sześć pieprzyków na plecach"

Przez lata pojawiały się różne tropy: to miała być sprawa wewnętrzna Watykanu, w której nieznani porywacze chcą szantażować duchownych. Później śledczy przyjęli wersję, która mówiła, że zniknięcie Emanueli to mała część układanki międzynarodowych porachunków grup terrorystycznych (wątek nieznanych do dziś grup, które chciały uwolnienia Alego Agcy).

W grę wchodziła też samowolna ucieczka dziewczyny i przypadkowe porwanie.

Do rodziny i rzymskiej policji regularnie dochodziły sygnały od ludzi, którzy mieli widzieć Emanuelę w Terlanie na północy Włoch, w południowej Kalabrii, w Paryżu, w Holandii, gdzie miała przejść operację plastyczną, w Lucernie, gdzie wyszła za mąż za Turka, a nawet w Kolumbii. Wszystkie tropy prowadziły jednak w ślepą uliczkę.

Do siedziby agencji prasowej ANSA 4 sierpnia 1983 roku przyszedł list, w którym ktoś chciał nakłonić dziennikarzy do nagłośnienia apelu o zwolnienie zamachowca. Na dowód, że wypuści za to dziewczynę (i ją przetrzymuje), podawał intymne szczegóły z jej życia: "Ma sześć pieprzyków na plecach", "Ma trzech przyjaciół, wszyscy z czarnymi włosami".

W 1997 roku sprawę zaginięcia Emanueli umorzono ze względu na brak dowodów. Śledczy wykluczyli też fakt, że za zniknięciem dziewczyny stały osoby powiązane z Mehmetem Ali Agcą, chociaż on sam kilka razy publicznie powtarzał, że dziewczyna żyje i że porwano ją w zamian za jego wyjście na wolność.

Telefon, który otworzył grób bossa

W lipcu 2005 roku do programu telewizyjnego "Chi l'ha visto?" (z włoskiego "Kto go/ją widział?"), w trakcie emisji odcinka o Emanueli zadzwonił widz. Jego telefon rozmroził sprawę, w której od dawna brakowało nowych wskazówek: "Sprawdźcie, kto jest pochowany w krypcie kościoła Sant' Apollinare i jaką przysługę Renatino wyświadczył kardynałowi Polettiemu".

To ten sam kościół, przy którym Orlandi była widziana po raz ostatni.

W krypcie znajdował się grób "Renatina", czyli Enrica de Pedis, o którym zrobiło się głośno już w latach 90. XX w. De Pedis był bossem rzymskiej organizacji kryminalnej, znanej jako banda della Magliana, zginął w strzelaninie w 1990 roku, w wyniku mafijnych porachunków. Dlaczego przestępca spoczął w bazylice? Wydał na to zezwolenie ówczesny kardynał Ugo Poletti, mówiąc, że Pedis był "dobrodziejem kościoła". Według włoskiej prasy w zamian za pochówek bazylice przekazano ogromną sumę pieniędzy.

Enrico de Pedis został zastrzelony na ulicy w 1990 rokuWikimedia (domena publiczna)

Po telefonie widza prokuratura zaczęła więc badać kolejną hipotezę: czy za porwaniem Emanueli stała banda della Magliana? Chciała kolejnych pieniędzy?

Wszystko wskazuje na to, że chyba jednak nie. Szczątków nastolatki nie odnaleziono, a grób bossa został przy okazji usunięty ze świątyni.

W 2012 roku kolejna rewelacja: najważniejszy włoski egzorcysta Gabriele Amorth oświadczył, że według niego dziewczyna mogła zostać porwana na seksimprezę, a później zamordowana. - Ta zbrodnia miała motyw seksualny. Organizowano przyjęcia, a pewien watykański strażnik "rekrutował" dziewczyny - stwierdził Amorth, który na swoim koncie ma dziesiątki tysięcy odprawionych egzorcyzmów. - W siatce był personel dyplomatyczny z zagranicznej ambasady w Watykanie. Uważam, że Emanuela stała się ofiarą tego kręgu - wyjaśniał ksiądz. Nie znaleziono konkretnych dowodów potwierdzających którąkolwiek z tych informacji.

W 2018 roku podczas prac remontowych w siedzibie nuncjatury apostolskiej robotnicy odnaleźli ludzkie szczątki, ale badania DNA wykazały, że były to męskie kości.

Leży tam, "gdzie wskazuje anioł"?

Sprawa zaginięcia Emanueli Orlandi jest jedną z tych, które wracają na pierwsze strony gazet za każdym razem, kiedy pojawi się choćby najmniejszy nowy szczegół. Nie inaczej jest teraz. W poniedziałek włoskie media obiegła informacja o tym, że Watykan wyraził zgodę na otwarcie dwóch grobów na cmentarzu Campo Santo Teutonico.

- Decyzja wpisuje się w działania wewnętrznego postępowania wszczętego [w kwietniu - red.] po wniosku rodziny Emanueli Orlandi, która wskazuje, że jednym z miejsc, w których mogą znajdować się zwłoki zaginionej jest ten właśnie mały cmentarz znajdujący się na terytorium Watykanu - mówi Alessandro Gisotti, przewodniczący biura prasowego Stolicy Apostolskiej.

Latem ubiegłego roku prawniczka rodziny Orlandi, Laura Sgrò, otrzymała anonimową przesyłkę: zdjęcie figury anioła z tabliczką z napisem "Requiescat In Pace" i krótką notkę, w której ktoś napisał: "szukajcie tam, gdzie wskazuje anioł". To ta wskazówka każe myśleć bliskim Emanueli, że szczątki dziewczyny mogą znajdować się na Campo Santo Teutonico.

Figura anioła, którą wskazał w liście anonimowy nadawcaTatiana Venture
Wnętrze małego Campo TeutonicoWikimedia (CC BY SA 3.0)

Według "Corriere della Sera", "to jedyny grób, na którym regularnie pojawiają się świeże znicze i kwiaty". - Figura anioła zdaje się pochodzić z innych czasów niż płyta nagrobna. A ta według nas została otwarta przynajmniej raz - mówi Laura Sgrò.

Mała nekropolia znajduje się w Rzymie, między bazyliką Świętego Piotra a aulą Pawła VI:

Widok na cmentarz z bazyliki Św. PiotraWikimedia (CC BY 3.0)

- Chciałem bardzo podziękować watykańskiemu sekretarzowi stanu, kardynałowi Pietro Parolinowi. Wykazał się niebywałą odwagą w podjęciu decyzji o wszczęciu postępowania i otwarciu dwóch nagrobków - komentuje włoskiej agencji prasowej ANSA Pietro Orlandi, brat Emanueli, który całe swoje dorosłe życie poświęca na poszukiwania siostry i badanie każdego wątku w sprawie - występuje w programach telewizyjnych, organizuje protesty, apelując do Watykanu o ujawnienie prawdy, napisał nawet książkę.

- Szczerze, mam nadzieję, że jej tam nie znajdziemy, bo nigdy, ale to nigdy nie straciłem nadziei na to, że odnajdzie się żywa - powiedział w wywiadzie dla telewizji "La7".

Otwarcie grobów zaplanowano na 11 lipca.

Autor: Wanda Woźniak//kg / Źródło: TVN24, La Stampa, RAI, Corriere della Sera, ANSA

Źródło zdjęcia głównego: Wikimedia, lastampa.com/archivio-storico