Hillary Clinton przybyła na piątkową inaugurację prezydentury Donalda Trumpa, towarzysząc mężowi Billowi, 42. prezydentowi USA. Tradycyjnie wszyscy byli prezydenci biorą udział w zaprzysiężeniu nowej głowy państwa (w tym roku w związku z chorobą zabrakło George'a Busha seniora).
Hillary Clinton pojawiła się na ceremonii mimo gorzkiej porażki, jaką poniosła wobec republikańskiego rywala w ubiegłorocznych wyborach. Przegrała głosami elektorów, choć pod względem liczby zebranych głosów obywateli okazała się lepsza o trzy miliony, osiągając drugi najlepszy wynik w historii USA.
Wkrótce po tym, jak była sekretarz stanu pojawiła się u boku męża na Kapitolu, zamieściła na Twitterze post. "Jestem tutaj dzisiaj, aby uszanować naszą demokrację i jej trwałe wartości" - napisała.
"Nigdy nie przestanę wierzyć w nasz kraj i jego przyszłość" - dodała.
W ciągu pierwszych trzech godzin tweet zebrał prawie 170 tysięcy polubień i ponad 7 tysięcy komentarzy oraz został udostępniony ponad 40 tysięcy razy.
Obecność Clinton na zaprzysiężeniu Donalda Trumpa odebrana została jako potrzebny i ważny znak pokojowego przekazania władzy. Gest i słowa na Twitterze docenili przedstawiciele obu stron amerykańskiej sceny politycznej.
Autor: tmw//rzw / Źródło: tvn24.pl, The Huffington Post