W Buczy Rosjanie dokonali egzekucji na cywilach. Skalę bestialstwa odkryli tam ukraińscy żołnierze. Jedna z kobiet straciła małżonka. - Szukałam mojego męża. Któregoś dnia sąsiadka powiedziała mi, żebym zajrzała do piwnicy, bo w środku leżą dwa ciała. Kiedy zeszłam na dół, poznałam go po butach i spodniach - powiedziała dziennikarzom.
MATERIAŁ WIDEO OPUBLIKOWANY W ARTYKULE POKAZUJE OFIARY WOJNY, JEST NIEWSKAZANY DLA WIDZÓW NIEPEŁNOLETNICH
Podkijowska Bucza to jedno z miejsc, w których od pierwszych dni zbrojnej inwazji na Ukrainę toczyły się szczególnie ciężkie walki z rosyjskimi wojskami próbującymi okrążyć ukraińską stolicę. Ewakuację miejscowej ludności utrudniali, a nierzadko uniemożliwiali żołnierze agresora. W mieście brakowało żywności, wody i prądu. Mieszkańcy, uciekając przed rosyjskim terrorem, chowali się w piwnicach swoich domów.
Burmistrz Buczy Anatolij Fedoruk - cytowany przez dziennikarzy Reutera - przekazał, że Rosjanie zamordowali ponad 300 mieszkańców miasta. Opisał, że część ofiar miała "związane za plecami ręce", a strzały "oddano w tył głowy". W mieście odkryto masowy grób.
Z dziennikarzami rozmawiała jedna z mieszkanek Buczy, która przeżyła. - Minęło pięć dni, dziesięć, potem trzynaście. Szukałam mojego męża. Któregoś dnia sąsiadka powiedziała mi, żebym zajrzała do piwnicy, bo w środku leżą dwa ciała. Powiedziała, że tam może być mój mąż - wspomniała.
- Kiedy zeszłam na dół poznałam go po butach i spodniach. Jego ciało było zimne. Na głowie miał ranę postrzałową, ciało było okaleczone. Widać, że był torturowany. Pochowałam go na głębokości metra, żeby psy go nie zjadły. To wszystko - przyznała przez łzy.