Propagandowa premiera Kalibr-NK. Rosyjskie uderzenie, które nie miało sensu

Świat

Rosjanie pokazali swoje nowe rakietyMinisterstwo Obrony FR
wideo 2/35

Rosyjski ostrzał Syrii przy pomocy rakiet dalekiego zasięgu był niczym innym jak propagandowym pokazem możliwości nowego uzbrojenia. Użyte w nim pociski Kalibr-NK są jednym z najnowszych nabytków wojska Kremla i pierwszym tego rodzaju w jego arsenale. Rosjanie wyraźnie chcieli pokazać, że też mają swoje tomahawki.

Duży atak przy pomocy rakiet dalekiego zasięgu Rosjanie przeprowadzili w środę nad ranem. Salwę 26 pocisków odpaliły okręty Flotylli Kaspijskiej. Rakiety przeleciały nad Iranem, Irakiem i uderzyły w Syrii. Jak można zauważyć na nagraniu upublicznionym przez rosyjskie ministerstwo obrony, większość celów znajdowały się na zachodnie Syrii, czyli tam, gdzie nie ma Państwa Islamskiego, a wojska reżimu Baszara Asada potrzebują pomocy w walce z bojówkami opozycji.

Amerykanie twierdzą, że co najmniej kilka uległo awarii i rozbiło się po drodze, co nie jest nieprawdopodobne, bo Kalibr-NK to nowa broń i może być jeszcze niedopracowana. Mające za sobą ponad 20 lat służby tomahawki regularnie rozbijały się w Turcji i Arabii Saudyjskiej podczas pierwszych uderzeń na Irak w 2003 roku.

Radziecka odpowiedź na Tomahawki

Niezależnie od skuteczności rakiet, atak na Syrię przy ich pomocy nie miał sensu z militarnego i ekonomicznego punktu widzenia. Nieporównywalnie taniej i łatwiej byłoby zbombardować cele samolotami ze znacznie bliższej bazy w Latakii. Kreml nie przepuścił jednak okazji, aby pokazać światu i własnym obywatelom, że przynajmniej pozornie ma takie same mocarstwowe narzędzia jak USA. Do tej popisowej akcji Rosjanie wykorzystali rakiety dalekiego zasięgu o nazwie Kalibr-NK. To najnowszy wariant całej rodziny rakiet określanych też często jako Klub, od nazwy systemu uzbrojenia stworzonego przez biuro konstrukcyjne Novator. Pod taką nazwą niektóre z nich są też oferowane na eksport. Wszystkie warianty są przeznaczone do odpalania z morza, z pokładów okrętów nawodnych i podwodnych. Nie byłoby większym problemem umieścić je na wyrzutniach lądowych, ale zabraniają tego porozumienia rozbrojeniowe. Prawdopodobnie istnieje też wersja przeznaczona dla samolotów, ale nie ma informacji o jej formalnym przyjęciu do służby. U podstawy całej rodziny rakiet Klub leżą radzieckie pociski RK-55 Granat, stworzone przez Novator na przełomie lat 70. i 80. jako odpowiedź na analogiczne amerykańskie pociski Tomahawk. Pierwotnie pomyślano je jako broń dla okrętów podwodnych, przy pomocy której mogłyby atakować z dużej odległości wrogie okręty i statki głowicą jądrową. Ponieważ koncepcja takich rakiet okazała się udana, przystosowano je też do odpalania z pokładów okrętów nawodnych i wyrzutni naziemnych. Powstały też wersje przeznaczone do atakowania celów lądowych. RK-55 zaczęły się pojawiać w radzieckim wojsku w połowie lat 80. Równocześnie biuro Raduga stworzyło podobną rakietę Ch-55 przeznaczoną dla lotnictwa.

Najnowsza odmiana amerykańskiej rakiety Tomahawk. Ma bardziej rozbudowaną elektronikę i systemy naprowadzania niż Kalibr-NK. Cena za sztukę to około 1,6 miliona dolarówUS Navy

Rozwój dzięki eksportowi

Rozpad ZSRR i porozumienia rozbrojeniowe, które wyeliminowały lądową wersję nowych rakiet, postawiły biuro Novator w trudnej sytuacji. Żeby przetrwać, konstruktorzy zrobili to samo, co większość poradzieckich firm zbrojeniowych: postawili na eksport. W ten sposób narodziła się rodzina rakiet Klub, opartych konstrukcyjnie na rakietach Granat.

Pociski odniosły pewien sukces eksportowy jako uzbrojenie dla okrętów podwodnych typu Kilo. Sprzedano je do Algierii, Chin, Indii i Wietnamu oraz być może do Iranu. Dzięki dochodom z eksportu Novator mógł przetrwać i rozwijać swoje rakiety, które dopiero w ostatnich latach zaczęły być kupowane przez rosyjską flotę. Modele przeznaczone dla własnego wojska Rosjanie nazywają Kalibr. Nieco starszy i zakupiony w większych ilościach jest pocisk oznaczony 3M-54 (Kalibr-S), który stanowi uzbrojenie nowych i modernizowanych okrętów podwodnych. Jego zadaniem jest atakować wrogie okręty z odległości około 500 kilometrów. Unikalną cechą jest oddzielny drugi stopień rakiety zawierający głowicę. Kilkanaście kilometrów od celu oddziela się od lecącego z prędkością poddźwiękową korpusu, gwałtownie przyśpiesza do około 3000 km/h i schodzi nisko nad fale, czyniąc z siebie bardzo trudny cel dla systemów obronnych okrętów. Drugim wariantem produkowanym na potrzeby wewnętrzne jest 3M-14, przeznaczony do odpalania z okrętów nawodnych. Najpierw powstał wariant przystosowany do atakowania innych okrętów nawodnych (Kalibr-N) a najnowszym dzieckiem biura Novator jest wariant do atakowania celów lądowych (Kalibr-NK). Do niedawna pojawiały się jedynie skąpe informacje o jego próbach, ale teraz Rosjanie nie pozostawili wątpliwości, że przyjęli rakietę do służby i nawet wyprodukowali ją w zauważalnej ilości.

Statecznie, powoli i na dużą odległość

Ogólny kształt i zasady działania rakiet Kalibr nie odbiega od tego, co wymyślono w latach 70. Pociski są długie (6 lub 8 metrów w zależności od modelu) i o małym przekroju (53,3 centymetra), aby mieścić się do wyrzutni torpedowych okrętów podwodnych. Na samym początku rozpędza je silny i działający krótko silnik startowy, który jest po wypaleniu odrzucany, rozkładają się niewielkie skrzydła i rozpoczyna pracę silnik marszowy. Ten jest z kolei maksymalnie ekonomiczny, aby uzyskać daleki zasięg rakiety. Prędkość pocisków jest standardowa praktycznie dla wszystkich modeli. To około 800-900 km/h, tyle ile zwykłe lecą samoloty pasażerskie. Przy takich prędkościach najefektywniej działają silniki turboodrzutowe.

Kalibr-NK ma móc pokonać w ten sposób około 2,5 tysiąca kilometrów i trafić w cel z dość dużą dokładnością, rzędu kilkunastu metrów, choć dokładne dane nie są znane. Naprowadza je wewnętrzny system nawigacyjny, który orientuje się w przestrzeni dzięki dokładnemu analizowaniu swoich ruchów. Pocisk może w trakcie lotu zmieniać kurs i lecieć po złożonej trasie, co Rosjanie zaprezentowali, atakując w Syrii. Precyzja uderzenia jest konieczna, bo rakiety mają stosunkowo małe głowice, ważące niecałe pół tony. Nie ma jednak większych wątpliwości, że w razie potrzeby rakiety mogą mieć zamontowane głowice jądrowe, co uczyniłoby je nieporównywalnie groźniejszą bronią. Na razie Rosjanie nie mogą mieć ich wiele. Według nieoficjalnych doniesień jeszcze kilka miesięcy temu trwały próby nowych rakiet. Niewiele jest też nosicieli. Kalibr-NK mogą być jak na razie odpalane jedynie z czterech niewielkich okrętów Flotylli Kaspijskiej: fregaty Dagestan i trzech korwet typu Bujan-M. Każda z tych jednostek ma osiem pionowych wyrzutni, do których można załadować rakiety Kalibr-NK. Na razie żadna inna rosyjska flota nie ma podobnych możliwości, choć dwie korwety typu Bujan-M są budowane na potrzeby Floty Czarnomorskiej. Ma tam też trafić dodatkowo sześć zmodyfikowanych okrętów podwodnych typu Kilo, które prawdopodobnie też będą miały nowe rakiety na pokładzie.

Kalibr-NK krótko po odpaleniu. Jasny płomień i dym to efekty pracy silnika startowego. Podczas normalnego lotu do celu rakietę trudno zauważyć. Nie zostawia za sobą dymu ani nie wypluwa ogniamil.ru
Wariant eksportowy rakiety 3M-14. Ma znacznie krótszy zasięg niż Kalibr-NK, ale wygląd zewnętrzny niemal identyczny, nie licząc krótszego o dwa metry korpusuAllocer | Wikipedia CC BY SA 3.0

Pokaz za kilkadziesiąt milionów dolarów

Ponieważ pocisków Kalibr-NK na razie wyprodukowano zapewne niewiele i są uzbrojeniem nowym oraz skomplikowanym, to niemal na pewno są drogie. Rosjanie nie mają w zwyczaju podawać cen swojego sprzętu wojskowego, ale podobny amerykański pocisk Tomahawk starszych wersji (nowe mają znacznie bardziej złożony system nawigacji i naprowadzania niż Kalibr-NK) kosztuje wojsko USA około miliona dolarów. Jest to jednak cena za rakietę produkowaną w dużych seriach od ponad 30 lat, więc Rosjanie muszą płacić za swój odpowiednik więcej. Z prostego rachunku wynika, że salwa oddana przez Flotyllę Kaspijską na Syrię musiała kosztować co najmniej kilkadziesiąt milionów dolarów. Był to przy tym wydatek zupełnie niepotrzebny z punktu widzenia czysto militarnego. Atak rakietami pokroju Kalibr-NK ma sens, gdy jest wycelowany w silnie broniony cel, na który zbyt niebezpiecznie jest wysłać samoloty lub który jest położony zbyt daleko, aby mogły do niego dolecieć. Amerykanie już rutynowo zaczynają swoje interwencje od salw rakiet Tomahawk, które mają za zadanie z zaskoczenia zdewastować wrogie systemy dowodzenia i obrony przeciwlotniczej. W ten sposób "wyważają drzwi", co wykorzystuje później lotnictwo zrzucające bardziej ekonomiczne i równie skuteczne bomby. Rakiety manewrujące dalekiego zasięgu (nazywane też z angielskiego „cruise”) są idealne do takich zadań, bo trudno je wykryć i zniszczyć obrońcom. Lecą nisko (zazwyczaj nie więcej niż 100 metrów nad ziemią) i są stosunkowo niewielkie, przez co trudno namierzyć je radarom. Nawet gdyby udało się jakąś przechwycić i zestrzelić, to strata jest mniejsza niż w wypadku zniszczenia samolotu, który kosztuje kilkadziesiąt razy więcej i na dodatek ma na pokładzie cennych ludzi.

Jedna z kaspijskich korwet Bujan-M, która odpalała rakiety na Syrię. Dwie podobne mają trafić na Morze Czarne. To małe okręty, ale jak na swój rozmiar bardzo silnie uzbrojonemil.ru

Mogą być kolejne pokazy

W Syrii Rosjanie nie mieli jednak do czynienia z silnie bronionymi celami. Rebelianci i dżihadyści mają jedynie symboliczne możliwości zwalczania samolotów. Te rosyjskie z bazy pod miastem Latakia latają im nad głowami bez przeszkód od ponad tygodnia. Co więcej, większość zrzucanych przez nie bomb ma podobną moc co głowice rakiet Kalibr-NK, a kosztują przy tym promil ich ceny. Atak z Morza Kaspijskiego miał sens jedynie z punktu widzenia propagandowego. Rosjanie popisali się w ten sposób swoim najnowszym uzbrojeniem przed całym światem i pokazali, że przynajmniej w teorii są nie gorsi od Amerykanów. Rosyjskim obywatelom zafundowano natomiast na ich własny koszt przekaz mający ich utwierdzić w przekonaniu, że pod przewodnictwem Władimira Putina Rosja rośnie w siłę, niezależnie od kurczącej się gospodarki. Wszystko odbyło się na dodatek w dniu urodzin przywódcy. Do pełnego wachlarza popisowych ataków na Syrię brakuje jeszcze ich dwóch rodzajów. Po pierwsze: Rosjanie mogą przeprowadzić atak przy pomocy bombowców strategicznych i rakiet dalekiego zasięgu Ch-55 lub jeszcze lepiej przy pomocy znacznie nowszych rakiet Ch-101, które są testowane od kilku lat. Po drugie: przy pomocy rakiet Kalibr-NK odpalanych z zanurzonego okrętu podwodnego. Akurat pod koniec września na Morze Czarne dotarła pierwsza nowa jednostka typu Kilo, która teoretycznie mogłaby to zrobić.

Takie ataki również nie miałyby sensu militarnego, ale propagandowy - jak najbardziej.

Autor: Maciej Kucharczyk / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: MO Rosji

Tagi:
Raporty: