Kilka miesięcy temu dostała szansę na nowe życie - tę szansę podarował jej ktoś, kto świadomie swoje życie zakończył. W Barcelonie lekarze po raz pierwszy na świecie przeszczepili twarz od dawczyni, która zdecydowała się na eutanazję i jeszcze przed śmiercią podjęła decyzję, że chce przekazać swoje narządy i tkanki innym ludziom.
To właśnie ten element sprawił, że lekarze mieli to, czego w transplantologii zwykle brakuje: czas. - Dawstwo narządów po wspomaganym umieraniu daje znaczenie więcej czasu na zaplanowanie wszystkiego i dopasowanie dawcy i biorcy z absolutną precyzją – przyznaje lekarz Joan-Pere Barret.
O samej dawczyni wiadomo niewiele, poza tym, że była kobietą w średnim wieku. Zgodnie z prawem jej tożsamość pozostaje anonimowa. W Hiszpanii eutanazja jest legalna od 2021 roku po spełnieniu ściśle określonych medycznych i prawnych wymogów. Może być przeprowadzona u osób pełnoletnich, cierpiących na poważną i nieuleczalną chorobę lub doświadczających trwałego, niemożliwego do złagodzenia cierpienia.
- To, co dawczyni wyraziła, mimo ograniczeń wynikających z choroby, to ogromna radość, jaką odczuwała, mogąc oddać nie tylko wszystkie swoje narządy i tkanki, lecz także twarz, by pomóc jak największej liczbie osób – zwraca uwagę Joan-Pere Barret.
"Pomogła w ten sposób bezpośrednio czterem osobom, a pośrednio wielu kolejnym"
Operacja przeszczepienia twarzy trwała wiele godzin. Zaangażowanych było blisko stu specjalistów: chirurgów, anestezjologów, immunologów, psychologów. To tak zwany przeszczep tkanek złożonych - z użyciem mikrochirurgii naczyniowej i nerwowej, by przywrócić czucie, mimikę i funkcjonalność.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Mocne słowa w Sejmie: "śmierć zaczęła nosić biały kitel". Manipulacje o terapii daremnej
- Przeszczepienie twarzy nie polega jedynie na nadaniu normalnego wyglądu. Gdyby tak było, oznaczałoby to porażkę transplantologii twarzy. Tutaj celem jest przywrócenie funkcji oraz czucia. Jeśli operacja nie umożliwiałaby zapewnia czucia i ruchu, byłaby niczym innym jak umieszczeniem maski – podkreśla Joan-Pere Barret.
Carme - biorczyni - kilka lat temu, podczas podróży na Wyspy Kanaryjskie została ukąszona przez owada, co doprowadziło do infekcji, sepsy i wielomiesięcznej śpiączki. Gdy się obudziła, martwica zniszczyła część jej twarzy. Nie mogła jeść, pić ani się uśmiechać. - Kiedyś bardzo lubiłam się śmiać. Teraz też się śmieję, ale to trochę inny, dziwny śmiech – przyznaje kobieta.
W tym przypadku procedurę zaplanowano z najmniejszymi szczegółami. - Po zidentyfikowaniu dawczyni i biorczyni, wykonano tomografię komputerową obu kobiet. Na tej podstawie stworzono funkcjonalny model 3D, który pozwolił chirurgom precyzyjnie zaplanować przebieg operacji – wyjaśnia koordynator transplantacji Alberto Sandiumenge.
Decyzja dawczyni nie zapadła od razu. Przed śmiercią chciała mieć pełną wiedzę, także o tym, jak po zabiegu będzie wyglądało jej ciało. Lekarze przyznają, że to właśnie ta świadoma i konsekwentna postawa najbardziej ich poruszyła. Oprócz twarzy, kobieta przekazała również narządy wewnętrzne: rogówki oraz inne tkanki. - Pomogła w ten sposób bezpośrednio czterem osobom, a pośrednio wielu kolejnym – wskazuje Alberto Sandiumenge.
W Hiszpanii dawstwo narządów to nie wyjątek - to cały system. Kraj ten jest światowym liderem transplantologii. Zgodnie z prawem, dawcy nigdy nie spotykają biorców, choć wiążą się z nimi na zawsze.
Opracował Adam Styczek /akw
Autorka/Autor: Justyna Zuber
Źródło: TVN24 BiS
Źródło zdjęcia głównego: Reuters