Znacznie biedniejsi od Polski, a mają "najszybciej rosnący" arsenał jądrowy

Niecodzienna wojskowa ceremonia na granicy wrogich Indii i Pakistanu
Niecodzienna wojskowa ceremonia na granicy wrogich Indii i Pakistanu
Reuters Archive
Reuters ArchivePakistan zbudował arsenał jądrowy, aby zrównoważyć potęgę Chin

Pakistan i jego arsenał jądrowy po raz kolejny znalazł się w centrum zainteresowania. Wszystko przez przypuszczenia, że jego część została przekazana Arabii Saudyjskiej, czyniąc z niej kolejne mocarstwo atomowe. Dlaczego Pakistańczycy mieliby to uczynić? Ich program jądrowy ma bardzo zawiłą historię i chcąc go ukończyć, prawdopodobnie zaciągnęli kilka dużych długów. Między innymi u Saudów.

Według doniesień medialnych Pakistańczycy mogą właśnie spłacać swój dług wobec Arabii Saudyjskiej. Brytyjski "Sunday Times" podał w miniony weekend, powołując się na rozmowy z "anonimowymi wysokiej rangi oficerami wywiadu USA", że Saudowie podjęli "strategiczną decyzję" i po wielu latach czekania zdecydowali się poprosić o dostarczenie im głowic jądrowych. Setki ludzi w siedzibie CIA w Langley mają się głowić, czy Pakistan już wysłał broń do Arabii Saudyjskiej, czy dopiero to zrobi. Nie wiadomo, czy to prawdziwa informacja. Jednak przedstawiciele saudyjskiej rodziny królewskiej niedwuznacznie dawali do zrozumienia, że nie pozostaną bierni, jeśli mocarstwa zachodnie pozwolą Iranowi zachować część jego programu jądrowego. - Co tylko będą mieli Irańczycy, będziemy też mieć my - stwierdził niedawno na konferencji w Korei Południowej były szef wywiadu Arabii Saudyjskiej, książę Turki bin Fajsal.

Przyjaźń oparta o religię

Być może postępowanie Saudów jest jedynie blefem i zabiegiem dyplomatycznym, który ma na celu zmuszenie Amerykanów do udzielenia im silniejszych gwarancji bezpieczeństwa. Niezależnie od tego, rozważana na poważnie przez większość ekspertów perspektywa oddania przez jedno państwo innemu części arsenału jądrowego, zwłaszcza relatywnie niewielkiego, jest niecodzienna. Mówi wiele o tym, jak bardzo zagmatwana jest historia atomowych zbrojeń Pakistanu i jego powiązań z Arabia Saudyjską. Dla Saudów Pakistańczycy są jednym z kilku najważniejszych sojuszników w regionie, jeśli nie najważniejszym. Oba państwa silnie łączy religia, czyli sunnicki odłam islamu. Pakistańczycy są narodem, który ze wszystkich na świecie ma najlepszą opinię o Arabii Saudyjskiej, a związki obu krajów są określane mianem "specjalnych", "bliskich" i "serdecznych". Jednak nie ma pomiędzy nimi żadnego formalnego sojuszu wojskowego, co czyni dzielenie się tak cennym zasobem jak broń jądrowa sytuacją wyjątkową. Zwłaszcza, że to praktycznie jedyny argument Pakistanu w rywalizacji ze znacznie potężniejszymi Indiami, które na konwencjonalne siły zbrojne wydają ponad sześć razy więcej pieniędzy. Oba państwa już wielokrotnie prowadziły wojny o przebieg granicy, więc wzajemna wrogość jest silnie zakorzeniona.

Atom - cel najważniejszy

Wyjątkową datą w historii konfliktu pakistańsko-indyjskiego jest 1974 rok, kiedy Indie przeprowadziły swoją pierwszą próbną eksplozję bomby atomowej o kryptonimie "Uśmiechnięty Budda". Rozwój indyjskiej broni jądrowej miał być przede wszystkim sposobem na odstraszenie jeszcze potężniejszego gracza w regionie, czyli Chin, z którymi Indie stoczyły krótką wojnę w 1962 roku. Pakistańczycy nie mogli jednak pozostać bierni, bowiem bez własnej broni jądrowej ich pozycja w rywalizacji z sąsiadem była bardzo słaba. Wobec tego jeszcze w latach 60., kiedy stało się jasne, że Indie prowadzą pracę nad bombą, Pakistańczycy zaczęli swój program zbrojeniowy. Stało się to dla nich sprawą kluczowej wagi. - Jeśli Indie zbudują bombę, to będziemy jeść trawę i liście przez tysiąc lat, a nawet głodować, ale stworzymy własną - oznajmił w 1965 roku prezydent Zulfikar Bhutto, w momencie gdy rozpoczynała się kolejna wojna z Indiami. Po druzgoczącej klęsce w następnej wojnie w 1971 roku, wydał rozkaz nadzwyczajnego przyśpieszenia prac. Po indyjskiej próbie w 1974 zyskały one absolutnie najwyższy priorytet. Problem był jednak w tym, że Pakistańczycy dysponowali znacznie mniejszymi funduszami niż potężny sąsiad, a prace nad bronią jądrową są wyjątkowo kosztowne. Na dodatek na przełomie lat 60. i 70. coraz więcej państw podpisywało traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, drastycznie ograniczający uprzednio dość swobodny handel technologiami jądrowymi. Ponad to indyjska próba w 1974 wywołała gwałtowną reakcję mocarstw, które wprowadziły dodatkowe sankcje i ograniczenia dla Indii oraz Pakistanu.

Jeśli Indie zbudują bombę, to będziemy jeść trawę i liście przez tysiąc lat, a nawet głodować, ale stworzymy własną. prezydent Pakistanu Zulfikar Bhutto w 1965 rok

Program w ukryciu

Wobec niemożności normalnego rozwijania broni jądrowej, Pakistańczycy zeszli do podziemia. Główną postacią w ich programie stał się młody naukowiec A. Q. Khan, który doświadczenie zdobywał pracując w Europie. W połowie lat 70. wrócił do Pakistanu ze skradzionymi planami i schematami urządzeń służących do wzbogacania uranu. Szybko stał się mistrzem w omijaniu sankcji i ograniczeń na handel sprzętem niezbędnym w programie jądrowym. Stworzył całą siatkę umożliwiającą Pakistanowi kontynuowanie prac. W późniejszych latach wykorzystał ją do sprzedaży technologii jądrowych takim państwom jak Libia czy Korea Północna, co doprowadziło do jego ostatecznego upadku i zmuszenia do odejścia na emeryturę, ale nastąpiło to dopiero w 2004 roku. Pakistańczykom pomagały też Chiny, chcące wesprzeć rywala swojego rywala, czyli Indii. Nie ma na to twardych dowodów, ale uznaje się, że Pekin podzielił się opracowanymi przez siebie technologiami, w tym tymi niezbędnymi do zbudowania rakiet balistycznych do przenoszenia broni jądrowej. Na dodatek Chińczycy najprawdopodobniej wysyłali do Pakistanu swoich naukowców oraz rzadkie surowce. Pojawia się też pytanie, skąd Pakistańczycy mieli pieniądze na tak wielkie przedsięwzięcie. Biorąc pod uwagę PKB na mieszkańca, to kraj dziesięć razy biedniejszy niż Polska. Tutaj ponownie pojawia się wątek relacji z Arabią Saudyjską. Choć nie ma na to twardych dowodów, to eksperci ds. broni jądrowej spekulują, że Saudowie wydatnie wsparli swoich braci w wierze finansowo. Według brytyjskiego dziennika "Guardian" mieli pokryć nawet 60 procent kosztów pakistańskiego programu jądrowego. Głównie za pomocą dostaw ropy po zaniżonych cenach. Spekuluje się, że władze obu państw zawarły niepisany pakt. Arabia Saudyjska w zamian za pomoc finansową miała zyskać przyrzeczenie, iż w razie potrzeby Pakistan odda jej kilka głowic głowic jądrowych lub gotowe technologie do ich produkcji. Tym sposobem Saudowie mieli zyskać dostęp do broni ostatecznej, bez narażania się na sankcje czy krytykę ze strony mocarstw oraz sąsiadów. Mogli też oficjalnie kontynuować swoją politykę dążenia do jądrowego rozbrojenia Bliskiego Wschodu, w sposób oczywistą wymierzoną w Izrael.

Po co rakiety bez głowic?

Na układ pakistańsko-saudyjski nie ma twardych dowodów. Informacje o nim pochodzą głównie od byłych pracowników wywiadu oraz anonimowych wypowiedzi "źródeł w wywiadzie państw zachodnich". Islamabad oraz Rijad od zawsze jednoznacznie zaprzeczają jakiejkolwiek współpracy w dziedzinie broni jądrowej. Teorię o umowie Pakistańczyków i Saudów uwiarygadnia jednak zbudowanie przez tych drugich strategicznych wojsk rakietowych. W latach 80. Arabia Saudyjska potajemnie zakupiła w Chinach rakiety balistyczne pośredniego zasięgu Dongfeng-3 (NATO: CSS-2) i zbudowała dla nich bazy ukryte w pustynnym oraz bezludnym centrum kraju. Po raz pierwszy pokazano je oficjalnie na paradzie w 2014 roku. DF-3 są bronią dość prymitywną, opartą o technologie radzieckie z lat 50. Są bardzo niecelne, więc bez głowicy jądrowej praktycznie bezużyteczne. Na dodatek również w 2014 roku do prasy przedostały się informacje, że Saudowie zakupili znacznie nowsze i celniejsze rakiety Dongfeng-21 (NATO: CSS-5). Jak twierdził "Newsweek", warunkiem postawionym przez USA miało być to, żeby nie były zdolne do przenoszenia głowic jądrowych. Saudowie mogli nań przystać, bowiem DF-21 są na tyle celne, iż można ich z powodzeniem używać do atakowania małych celów przy użyciu słabych głowic konwencjonalnych. Jednocześnie w służbie utrzymano DF-3, co jednoznacznie wskazuje, że nowsze rakiety ich nie zastąpiły, ale uzupełniły. Czyli można przyjąć, że te starsze pociski od początku nie miały służyć do ataków konwencjonalnych. Pomimo tego Arabia Saudyjska i Pakistan najpewniej będą nadal oficjalnie zaprzeczać istnieniu opisanego układu. Kontrolowane przecieki do prasy pozwalają osiągnąć odpowiedni efekt propagandowy i wywrzeć presję na Iran oraz USA. Jednocześnie bez oficjalnego potwierdzenia trudno spodziewać się sankcji międzynarodowych czy choćby krytyki.

Jedna z saudyjskich baz rakietowych. Widoczne są dwie okrągłe platformy, na których są ustawiane rakiety DF-3 przed odpaleniemGoogle Maps

Gwałtownie rosnący arsenał pośród chaosu

Pakistan i tak pozostaje poza całym systemem umów międzynarodowych regulujących i ograniczających rozwój oraz rozprzestrzenianie technologii jądrowych. Pakistańczycy mają już taki potencjał, że nie potrzebują wsparcia z zewnątrz. Co więcej, nadal gwałtownie rozwijają swój program jądrowy. Pierwsze bomby prawdopodobnie zmontowali już w latach 80., a pierwszą i dotychczas jedyną serię prób przeprowadzili w 1998 roku, w reakcji na analogiczną serię testów wykonaną przez Indie kilka tygodni wcześniej.

Obecnie szacuje się, że Pakistan ma od 100 do 120 gotowych głowic. Według oceny znanych amerykańskich ekspertów ds. zbrojeń jądrowych Hansa Kristensena i Roberta Norrisa, są państwem z "najszybciej rosnącym arsenałem jądrowym" na świecie. Ciągle są stawiane kolejne reaktory do produkcji plutonu oraz rozbudowywane zakłady do wzbogacania uranu. Pakistan prawdopodobnie ma dość materiałów rozszczepialnych, aby szybko zmontować kilkadziesiąt kolejnych głowic. Produkowane są też seryjnie coraz lepsze rakiety balistyczne do ich przenoszenia.

W tym kontekście Pakistan budzi duże obawy, bowiem jest najbardziej niestabilnym wewnętrznie mocarstwem jądrowym. Od lat trwa wojna z talibami i ekstremistami religijnymi, częste są zamachy a czasem dochodzi do ataków na duże oraz teoretycznie silnie bronione bazy wojskowe. Istnieją silne obawy, że część arsenału jądrowego kiedyś może się dostać w niepowołane ręce, choć pakistańskie wojsko zapewnia, iż to absolutnie niemożliwe.

Autor: Maciej Kucharczyk\mtom / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Wikipedia (CC BY-SA 3.0) | SyedNaqvi90

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości