Rosyjski poborowy odmówił wyjazdu na front. Spod ukraińskiej granicy uciekł taksówką

Autor:
kgo//az
Źródło:
BBC, Mediazona, tvn24.pl
Co oznacza mobilizacja w Rosji? Tłumaczy Wojciech Konończuk
Co oznacza mobilizacja w Rosji? Tłumaczy Wojciech Konończuk
wideo 2/3
Co oznacza mobilizacja w Rosji? Tłumaczy Wojciech Konończuk

Dwudziestosiedmioletni Kirył Berezin uciekł z jednostki wojskowej w dniu, w którym miał zostać wysłany na front - informuje BBC. Spod Biełgogrodu do rodzinnego Petersburga wrócił taksówką, podróż trwała 22 godziny. Wcześniej mężczyzna wyraźnie zaznaczał, że nie chce walczyć z bronią w ręku, i wnioskował o przeniesienie go do służby alternatywnej.

24 września, trzy dni po ogłoszeniu przez Władimira Putina tzw. częściowej mobilizacji, 27-letni Kirył Berezin, stolarz z Petersburga, otrzymał wezwanie do wojska. Nie zamierzał uchylać się od służby, jednak nie chciał trafić na front. W przeszłości służył w wojsku i przeszedł szkolenie z obsługi broni. Twierdzi, że już wtedy nie wyobrażał sobie, że mógłby zabijać ludzi.

Berezin zgłosił się więc do wojskowego biura rejestracji z prośbą o skierowanie go do służby alternatywnej (np. pracy w koszarach, w kuchni). - Można służyć swojej ojczyźnie nie tylko z karabinem maszynowym w rękach i nie tylko w specjalnej strefie operacyjnej - tłumaczył w rozmowie z BBC.

Zabrano mu paszport i dowód osobisty

W wojskowym urzędzie nie chcieli jednak słuchać próśb Berezina. Jak przekazał portalowi, gdy tylko zgłosił się do urzędu, został zapakowany do autobusu, który przetransportował rezerwistów do jednostki w Kamence koło Wyborga. - Nie zdążyłem nawet otworzyć ust, gdy zabrano mi paszport i dowód osobisty - podkreślił wcielony do armii mężczyzna.

W koszarach od pierwszego dnia Berezin był świadkiem rozmów o śmierci poborowych i o ciężkich ranach. Zmobilizowani dyskutowali też o tym, ile pieniędzy dostaną za zniszczenie sprzętu wroga - pisze BBC, powołując się na relację 27-latka. W Kamence mężczyzna spędził cztery dni, w tym czasie raz został wysłany na strzelnicę.

"Dlaczego normalni chłopcy umierają, a ty, padlino, musisz żyć?"

28 września wraz z innymi rezerwistami przewieziono go do jednostki wojskowej w miejscowości Chochołowo niedaleko Biełgorodu, położonego 40 km od granicy z Ukrainą. Po tygodniu Berezin miał trafić na front. Odmówił jednak przyjęcia broni i ponownie złożył wniosek o przeniesienie do służby alternatywnej. Tym naraził się przełożonemu, podpułkownikowi Smerdowowi. Jak twierdzi 27-latek, Smerdow miał wielokrotnie grozić mu pobiciem i wysłaniem na front mimo trwającego postępowania w sprawie wniosku stolarza o uznanie jego mobilizacji za nielegalną.

- Dlaczego normalni chłopcy umierają, a ty, padlino, musisz żyć? - tak podpułkownik miał zwrócić się do Berezina w trakcie jednej z rozmów.

Ucieczka z koszar

25 października rezerwistów z Chochołowa, w tym 27-letniego stolarza, poinformowano, że tego dnia zostaną wysłani na front. Berezin nie zamierzał jednak jechać do Ukrainy. Skorzystał więc z panującego w koszarach chaosu i wymknął się na zewnątrz. Tam złapał taksówkę. Kierowca zgodził się przewieźć go do Petersburga za 35 tysięcy rubli (około 2700 PLN). Berezin opowiadał BBC, że podróż zajęła 22 godziny, z dwugodzinną przerwą na sen i kilkoma przystankami na jedzenie oraz tankowanie.

Po powrocie do Petersburga 27-latek zgłosił się do wojskowego Komitetu Śledczego w celu złożenia wyjaśnień. - Nie chciałem uchylać się od służby. Zostałem zmuszony do czasowego opuszczenia obozu ze względu na trudne okoliczności. Zdawałem sobie sprawę, że moje zgłoszenie w sprawie wysłania mnie do służby alternatywnej nie zostanie rozpatrzone, obawiałem się o swoje życie i zdrowie z powodu nielegalnych działań podpułkownika Smerdowa - zeznał Berezin.

Obecnie toczą się dwa śledztwa: w sprawie ucieczki 27-letniego poborowego i w sprawie działań Smerdowa. Zgodnie z rosyjskim prawem za zniknięcie z jednostki wojskowej na dłużej niż dwa dni grozi pięć lat więzienia. Obecnie Berezin przebywa w domu. Jego prawnik przekazał BBC, że priorytetem jest dla niego uzyskanie gwarancji, iż jego klient nie wróci do Chochołowa. Od 25 października nikt z tamtejszej jednostki się z nim nie kontaktował.

Mobilizacja w Rosji

Jak donoszą media, rosyjscy rezerwiści żyją w fatalnych warunkach, a na front wysyłani są bez niezbędnego przeszkolenia. W zeszłym tygodniu niezależny rosyjski portal Mediazona informował o 41 osobach, które zginęły w ciągu pierwszego miesiąca "częściowej mobilizacji". Z kolei ukraiński portal InformNapalm na podstawie ogólnodostępnych danych, w tym nekrologów, wyliczył, że średnia długość rosyjskiego poborowego trafiającego na front to cztery dni.

ZOBACZ TEŻ: Pili tak dużo, że odesłano ich do domu. Rosyjski deputowany o poborowych, którzy "w głowie mają jedno"

Autor:kgo//az

Źródło: BBC, Mediazona, tvn24.pl

Pozostałe wiadomości