- Wszyscy czują, że kraj nie jest tam, gdzie powinien być - mówił 56-letni Andy Burnham po swoim zwycięstwie w wyborach w Makerfield w północno-zachodniej Anglii. - Od teraz dam z siebie wszystko, aby tak było. Aby nazwa Makerfield na zawsze stała się synonimem zmiany, której ten kraj potrzebuje. Przywrócenia czegoś, co utraciliśmy. Nadziei. Nadziei na przyszłość.
Polityczne trzęsienie ziemi w Wielkiej Brytanii
To, co 18 czerwca wydarzyło się w okręgu wyborczym Makerfield, wstrząsnęło sceną polityczną Wielkiej Brytanii. Rywal premiera Keira Starmera o przywództwo w Partii Pracy Andy Burnham wygrał wybory uzupełniające do Izby Gmin i pokonał prowadzącą od roku w sondażach populistyczną partię Reform UK Nigela Farage’a. Ważna była też skala zwycięstwa. Były burmistrz Wielkiego Manchesteru zdobył blisko 55 procent głosów. Roba Kenyona z Reform UK poparło tylko 34,5 procent.
- Powtarzam mojej partii: to ostatnia szansa na zmianę - mówił Burnham. - To właśnie mówili mi ludzie, gdy stawałem na progach setek domów. Musimy to usłyszeć, musimy to zrobić i musimy to zrobić dobrze. Nie będzie drugiej szansy - podkreślił po ogłoszeniu wyników, zwracając się do parlamentarzystów Partii Pracy. Wielu zjednoczyło się wokół niego, domagając się dymisji premiera. I Keir Starmer w poniedziałek ogłosił rezygnację.
Andy Burnham jest uważany za głównego kandydata na stanowisko szefa rządu w Wielkiej Brytanii. Kim jest? Co wiadomo o jego poglądach? W jakim kierunku chce poprowadzić zmagający się z wieloma problemami kraj? I na ile zmieni priorytety polityki zagranicznej, wskazane przez Starmera?
Andy Burnham wygwizdany na stadionie. To był "punkt zwrotny"
Burnham jest postrzegany jako czołowa postać umiarkowanie lewicowego skrzydła Partii Pracy. Zdobył bogate doświadczenie w polityce krajowej i regionalnej. W gabinecie premiera Tony'ego Blaira pełnił funkcję wiceministra spraw wewnętrznych, potem głównego sekretarza skarbu. Gordon Brown mianował go sekretarzem stanu ds. kultury, mediów i sportu, a później ministrem zdrowia.
"Guardian" przytacza historię, którą polityk opowiada o sobie, wskazując na "punkt zwrotny" w jego politycznej karierze. Podczas upamiętnienia 20. rocznicy tragedii na stadionie Hillsborough, gdy zginęło 97 kibiców Liverpoolu, Burnham został wygwizdany.
Był rok 2009. Jako młody polityk reprezentował administrację Gordona Browna na stadionie Anfield. Gdy zaczął składać kondolencje bliskim ofiar, jego przemówienie zostało przerwane gniewnymi okrzykami. Ludzie domagali się pociągnięcia do odpowiedzialności winnych tragedii. Nagranie pokazuje Burnhama bliskiego łez. Później mówił: - Moje odejście z Westminsteru rozpoczęło się tego dnia na Anfield. To był punkt zwrotny w moim życiu. Szczerze mówiąc, straciłem do niego (brytyjskiego parlamentu - red.) sympatię.
Burnham, "król północy"
Po odejściu z parlamentu, w którym zasiadał w latach 2001-2017, został burmistrzem Wielkiego Manchesteru, hrabstwa metropolitalnego zamieszkiwanego przez około 2,8 miliona mieszkańców. Od tego czasu dwukrotnie wygrał tam wybory, zdobywając ostatnio prawie dwie trzecie głosów.
Sukcesy wyborcze odnoszone w Wielkim Manchesterze i fakt, że ten region pod względem gospodarczym przewyższa znaczną część kraju, przyniosły Burnhamowi przydomek "król północy". Wśród jego ważnych osiągnięć wymienia się rozwój transportu publicznego. Zintegrowanie systemu oraz wprowadzenie bezpłatnych przejazdów i ulg dla młodych ludzi przysporzyło mu popularności.
Jego wyborcom podobało się też, jak podczas pandemii covid-19 starł się z ówczesnym premierem Borisem Johnsonem, domagając się większego wsparcia finansowego dla firm i pracowników dotkniętych lockdownem. Sam siebie Burnham określa jako zwolennika "socjalizmu sprzyjającego biznesowi".
Krytycy o Andym Burnhamie: kapitan flip-flop
Andy Burnham dwukrotnie kandydował na lidera Partii Pracy i dwukrotnie mu się to nie udało. Gdy zapowiedział to teraz, media piszą: do trzech razy sztuka. Otwarcie krytykował Keira Starmera, głównie za cięcia wydatków socjalnych. "Oczekiwany następca Starmera obiecał zrozumieć wyborców spoza Londynu i tych, którzy czują się niesłyszani" - pisze "Guardian".
Krytycy Burnhama nazywają go "kapitanem flip-flop" i "chorągiewką na wietrze". W ich opinii zmieniał poglądy na przestrzeni dekad, dostosowując się do politycznych trendów. Przykład? Był czas, że wyraził chęć ponownego przystąpienia Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej. Ale teraz już tego nie deklaruje, wiedząc, że to na Wyspach drażliwa kwestia.
W ocenie BBC poglądy Burnhama przesuwają się coraz bardziej w lewo. Opowiada się na przykład za nacjonalizacją wody i energii. Konserwatywne media, między innymi "The Telegraph", widzą w tym promowanie kosztownej, lewicowej polityki gospodarczej. Wytykają mu też stwarzanie iluzji, że Wielka Brytania może utrzymać wysoki poziom usług publicznych bez odpowiednio wysokich podatków. Ten sam dziennik zarzuca politykowi, że zdobywa poparcie charyzmą, a unika szczegółowych odpowiedzi na poważne kryzysy, z jakimi boryka się kraj - jak rosnące koszty życia, kryzys w ochronie zdrowia czy nielegalna imigracja.
Burnham deklaruje, że Wielka Brytania potrzebuje teraz "bezwzględnego skupienia się na sprawach wewnętrznych". Uważa, że ponowne otwieranie debaty o brexicie byłoby błędem, bo pogłębiłoby podziały społeczne. Zamierza jednak kontynuować proces zacieśniania relacji gospodarczych i obronnych z UE rozpoczęty przez Starmera. Popiera też dotychczasową linię brytyjskiego rządu w kwestii pomocy militarnej dla Ukrainy oraz zaangażowania w struktury NATO.
"Guardian" podkreśla, że choć są wątpliwości co do kierunków polityki Burnhama, to jest on postrzegany w Partii Pracy jako największa szansa na odzyskanie głosów straconych na rzecz partii Nigela Farage'a oraz lewicowych Zielonych. Zaoferował "punkt zwrotny" dla kraju - pisze dziennik.
Wstąpił do partii po obejrzeniu serialu
Nawet jeśli są wątpliwości co do tego, w jakim kierunku poprowadzi Wielką Brytanię Andy Burnham, jego lewicowa wrażliwość wydaje się nie podlegać dyskusji. Kształtowała się od wczesnej młodości. Urodził się w 1970 roku, dorastał w wiosce Culcheth w hrabstwie Cheshire. Jego ojciec był inżynierem telefonicznym, matka recepcjonistką w gabinecie lekarskim. Oboje rodzice byli zagorzałymi zwolennikami Partii Pracy, więc i Andy wcześnie zainteresował się polityką. Do wstąpienia do Partii Pracy w wieku 14 lat zainspirował go serial telewizyjny BBC "Boys from the Blackstuff", który opowiadał historię pięciu bezrobotnych mężczyzn z Liverpoolu.
Z nauką Burnham radził sobie tak dobrze, że został przyjęty na wydział anglistyki Uniwersytetu Cambridge. Tam też poznał swoją obecną żonę, urodzoną w Holandii Marie-France van Heel. Jak sam mówił, na prestiżowej uczelni czuł się jak oszust, który próbuje kogoś oszukać. Nie przynależał do świata elit. Niepewnemu siebie młodemu człowiekowi miała pomóc muzyka. Był fanem zespołów rockowych z Manchesteru: The Smiths i The Stone Roses. Uważa, że to dało mu "tożsamość i przewagę". Tymczasem sieć podbija jego zdjęcie z czasów studenckich. I fryzura, która zyskała wśród młodych ludzi wielu zwolenników.