Były ordynator ze Szpitala Południowego Emil Jędrzejewski był w środę przesłuchiwany w warszawskiej prokuraturze okręgowej po informacjach, które we wtorek wieczorem przedstawił w wywiadzie w Kanale Zero. Stwierdził tam między innymi, że na koordynowanym przez Dawida Kacprzyka SOR-ze tej placówki procedury medyczne były wykonywane wadliwie, a w wyniku błędów lekarskich dochodziło do powikłań, które w niektórych przypadkach miały zakończyć się śmiercią pacjentów.
Przesłuchanie skomentował na X premier Donald Tusk. "Wiarygodność pana Emila Jędrzejewskiego i jego sensacyjnych wypowiedzi po próbie przesłuchania go przez prokuraturę wydaje się być wątpliwa" - stwierdził.
"Ze względu na wagę zarzutów instytucje do tego powołane sprawdzać będą wszystko do najdrobniejszego szczegółu. Odpowiedzialni za ewentualne nadużycia, zaniedbania lub pomówienia nie pozostaną bezkarni"- zapowiedział.
Przesłuchanie Jędrzejewskiego. "Każde pytanie skwitował milczeniem"
Po zakończeniu przesłuchania rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba poinformował, że Jędrzejewski był przesłuchiwany "w charakterze zwykłego świadka, bez jakichkolwiek podejrzeń wobec tej osoby". - Świadek zakomunikował, że nie chce zeznawać bez udziału pełnomocnika. Poinformował, iż nie udało mu się do chwili obecnej ustanowić pełnomocnika. Złożył krótkie oświadczenie w zakresie niemożności zeznawania w dniu dzisiejszym oraz wniosek o odroczenie terminu przesłuchania - relacjonował.
Jak przekazał rzecznik, prokuratorzy zadali doktorowi Jędrzejewskiemu kilkadziesiąt pytań dotyczących postępowania. - Każde pytanie skwitował milczeniem - relacjonował.
CZYTAJ WIĘCEJ: Koniec przesłuchania Emila Jędrzejewskiego. "Każde pytanie skwitował milczeniem"
Wtorkowy wywiad z Jędrzejewskim miał związek z publikacją portalu zero.pl z 15 czerwca, z której wynika, że Dawid Kacprzyk jako koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym, a także radny KO warszawskiej dzielnicy Ursus, miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w ubiegłym roku w placówkach medycznych 1,6 miliona złotych. Z ustaleń dziennikarzy portalu wynikało też, że na prowadzonym przez niego oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.